Glasha była brzydka na twarzy, a raczej zupełnie nieatrakcyjna. Miała rzadkie włosy, które uniemożliwiały zrobienie porządnego warkocza czy kucyka. Jej brwi i rzęsy były białe, przez co prawie niewidoczne. Sama Glasha była blada, a jej piegi wyglądały jak brudne kropki.
Dziewczynka miała też stare imię – Glasha. Jej matka nazwała ją po babci, a dziewczyna była dumna ze swojego imienia, a w szkole wszyscy wyśmiewali się z niej, wymyślając przezwiska.
Każdy czuł się w obowiązku powiedzieć Glashy, że jest nieatrakcyjna. Stary sąsiad powiedział jej: -Wszystkie dziewczyny siedzą na ławce z chłopakami, a ty, Glasha, jesteś sama… to zrozumiałe, Bóg nie dał ci urody. Glasha skończyła szkołę jak szara myszka.
Nie znalazła przyjaciół i nie miała żadnych związków. Weszła do instytutu. Jej koledzy nie śmiali się już z jej wyglądu, ale nikt nie zaczął z nią rozmawiać.
Pewnego dnia Glasha spacerowała po parku. Podbiegł do niej pies i było jasne, że próbuje ją zwabić. Glasha uciekła. Pies zaprowadził ją za krzak, gdzie jego właściciel, przystojny mężczyzna, leżał z rozbitą połową twarzy i skręconą ręką.
Glasha zadzwonił po karetkę i pojechał do szpitala z psem i karetką. Pół godziny później właściciel psa, Andriy, został przywrócony do życia. Okazało się, że został okradziony i dotkliwie pobity. Dobrze, że jego wierny pies przyszedł mu z pomocą i przyprowadził Glashę na ratunek. Sześć miesięcy później Andriy i jego ratowniczka Glasha pobrali się.
Glasha natychmiast stała się ładniejsza, ufarbowała włosy i zaczęła dobrze nakładać makijaż. Jej twarz bardzo się zmieniła. Obok niej biegli kudłaty pies i wysoki, szarmancki chłopak o imieniu Andrey. Na początku nikt w klasie nie mógł uwierzyć, że to ta sama Glasha, która była najstraszniejszą dziewczyną w szkole.