Maja Chwalińska czeka na kluczową decyzję organizatorów Wimbledonu w sprawie przyznania dzikiej karty do głównej drabinki. Choć konkurencja jest duża, a liczba miejsc ograniczona, najnowsze doniesienia sugerują, że Polka wciąż ma realne szanse na bezpośredni start bez konieczności gry w kwalifikacjach.
Decyzja Wimbledonu coraz bliżej
Maja Chwalińska już w najbliższych dniach ma poznać decyzję dotyczącą ewentualnego startu w głównej drabince Wimbledonu. Według najnowszych doniesień organizatorzy londyńskiego turnieju planują ogłosić listę zawodniczek z tzw. dzikimi kartami prawdopodobnie we wtorek.
Jeśli Polce nie zostanie przyznane zaproszenie, będzie musiała rozpocząć rywalizację od kwalifikacji. W tym przypadku o decyzji nie decydują wyłącznie ranking czy aktualna forma sportowa, ale również inne czynniki, w tym sposób komunikacji z organizatorami i ogólne wrażenie, jakie zawodniczka po sobie pozostawia.
W przypadku Wimbledonu system przyznawania dzikich kart różni się od innych turniejów wielkoszlemowych. Organizatorzy rozdają osiem zaproszeń do singla kobiet — zazwyczaj sześć z nich trafia do najwyżej notowanych Brytyjek, a jedynie dwie do zawodniczek zagranicznych. To sprawia, że rywalizacja o wolne miejsca jest szczególnie trudna.
Jak informuje dziennik „Fakt”, atutem Maja Chwalińska może być jej własna inicjatywa. Tenisistka miała samodzielnie napisać list do organizatorów z prośbą o przyznanie dzikiej karty, a dodatkowo oficjalne pismo w jej imieniu skierował także Polski Związek Tenisowy.
Pierwsza inwestycja Mai Chwalińskiej za wygraną z Roland Garros. Trener z radością ogłosił
Czytaj dalej
Ja jestem większym optymistą, bo sytuacja Mai wygląda lepiej, niż myśli większość Polaków. Chwalińska zrobiła bardzo dobre wrażenie na Brytyjczykach swoją skromnością. Tym, że poprosiła i nie naciskała. Oni zwracają na takie rzeczy uwagę i naprawdę nie lubią, kiedy ktoś się wtrąca. To trochę tak, jakby wpraszać się do kogoś na przyjęcie. Ważny jest również fakt, że Maja wzięła sprawy w swoje ręce. Napisała list do organizatorów, w którym poprosiła o dziką kartę. To też może mieć znaczenie – mówił człowiek znający kryteria przyznawania zaproszeń.
Dodatkowym argumentem przemawiającym za Chwalińską są jej ostatnie wyniki sportowe — szczególnie występ w Paryżu, gdzie dotarła do finału po imponującej serii dziewięciu zwycięstw. Ostateczna decyzja pozostaje jednak wyłącznie w rękach organizatorów Wimbledonu, którzy kierują się zarówno formą zawodniczek, jak i własnymi, często nieformalnymi kryteriami.