Matka zamieniła swoich synów w eunuchów: straszna zemsta kobiety w sowieckim mieszkaniu komunalnym, ZSRR, lata 90. wiek

Matka zamienia swoich synów w eunuchów: straszna zemsta kobiety w sowieckim mieszkaniu komunalnym, ZSRR, lata 90

Strona 1.

W marcu 1994 roku w mieszkaniu komunalnym na przedmieściach Saratowa miało miejsce wydarzenie, które wstrząsnęło nie tylko mieszkańcami domu, ale także całym krajem. Valentina Siergiejewna, 53-letnia samotna matka, która wychowała dwóch synów w biedzie i niedostatku, popełniła czyn, który niektórzy nazwaliby desperacką samoobroną. Inni nazwaliby to potworną zbrodnią.

7 marca sąsiedzi znaleźli ją w kuchni ich wspólnego mieszkania, gdzie spokojnie wypiła herbatę z fasetowanej szklanki. Wszędzie była krew. W sąsiednim pokoju leżeli jej synowie, 28-letni Andrzej i 25-letni Wiktor. Oboje żyli, ale okaleczeni. Matka wykastrowała ich oboje nożem kuchennym, gdy spali, po wypiciu wódki zmieszanej z dużą dawką tabletek nasennych.

Kiedy policjanci zapytali ją, dlaczego to zrobiła, Valentina odpowiedziała: “aby to się więcej nie powtórzyło”. Jeśli interesują Cię takie historie, zasubskrybuj kanał i daj nam znać w komentarzach, skąd ich słuchasz.

Połowa lat 90. przez wiele lat Saratów był typowym rosyjskim miastem, które przeżywało głęboki kryzys. Fabryki zamykały się, płace nie były wypłacane przez miesiące, a ulice roiły się od przestępczości. Ludzie przetrwali najlepiej, jak mogli. Niektórzy handlowali na rynku. Inni stali się sprzedawcami ulicznymi. Inni pili na śmierć lub uciekali się do narkotyków. Życie było trudne, szczególnie dla ludzi takich jak Valentina Siergiejewna.

Mieszkała w mieszkaniu komunalnym na czwartym piętrze pięciopiętrowego domu panelowego przy ulicy Robotniczej. Mieszkanie było typowym wspólnym mieszkaniem: długi korytarz, siedem sypialni, wspólna kuchnia, toaleta i łazienka. W mieszkaniu mieszkało dwanaście osób z sześciu rodzin. Valentina zajmowała mały pokój o powierzchni 9 metrów kwadratowych. W tym pokoju mieszkała z dwoma dorosłymi synami.

Valentina urodziła się w 1941 roku w wiosce pod Saratówem. Wojna pochłonęła jej ojca, gdy miała dwa lata. Jej matka sama wychowała troje dzieci i od świtu do świtu pracowała w kołchozie. W ich życiu panował głód i zimno, ale przeżyli. Valentina ukończyła siedmioletnią szkołę, a następnie poszła do pracy w fabryce.

W wieku osiemnastu lat poznała mężczyznę o imieniu Nikolai, który pracował tam jako mechanik. Pobrali się, a rok później urodził im się pierworodny syn Andrzej. Trzy lata później urodził się ich drugi syn Victor. Mikołaj pił. Na początku trochę, tylko w weekendy z przyjaciółmi, ale z biegiem lat pił coraz więcej. Całą swoją pensję wydawał na alkohol, robił sceny w domu, a czasem bił żonę. Valentina znosiła to, jak wiele kobiet tamtych czasów. Rozwód uznano za haniebny i gdzie mogła złożyć wniosek z dwójką małych dzieci?

W 1972 roku zmarł Mikołaj. Był pijany i wpadł pod tramwaj. Valentina miała 31 lat i miała dwóch synów, 8 i 5 lat. Była sama. Przez następne 20 lat Valentina pracowała niestrudzenie. Pracowała jako krawcowa w warsztacie fabrycznym i szyła ubrania robocze. Pensja była skromna, ale wystarczyła na życie. Sama wychowywała synów, starając się dać im wszystko, co mogła. Karmiła ich, ubierała i upewniała się, że chodzą do szkoły.

Mieszkali w akademiku fabrycznym, w jednym pokoju dla trzech osób, ze wspólnymi łazienkami na korytarzu. Jej synowie dorastali jako zwykli chłopcy. Andrew był cichy i powściągliwy, ze średnimi ocenami. Victor był bardziej żywy i towarzyski, ale też bez talentu. Obaj ukończyli ósmą klasę i wstąpili do szkoły zawodowej. Andrzej nauczył się tokarza, Wiktor-ślusarza. Po szkole oboje pracowali w fabryce, w której pracowała ich matka.

Życie wydawało się lepsze. Valentina otrzymała pokój we wspólnym mieszkaniu, co w tamtych czasach było dobrodziejstwem. Miał tylko 9 metrów kwadratowych, ale należał do niej, a ona miała pozwolenie na pobyt. Jej synowie pracowali i przynosili do domu pensję. Valentina marzyła, że jej synowie wkrótce się pobiorą, wyjadą, a ona w końcu będzie mogła spokojnie żyć do starości.

Ale pod koniec lat osiemdziesiątych wszystko zaczęło się rozpadać. Nastąpiła przebudowa. Fabryka zaczęła działać z przerwami. Pensje były opóźnione, a następnie zaczęły być wypłacane częściowo. W 1991 roku fabryka została całkowicie zamknięta. Valentina i tysiące innych pracowników zostało bez pracy. Andrzej miał wówczas 25 lat, a Wiktor 22. Oboje stracili pracę w fabryce. Próbowali znaleźć coś innego, ale nie było pracy.

Zaczęli pić. Najpierw z bezczynności i rozpaczy. Potem stało się to nawykiem. Valentina próbowała ich przekonać. Mówiła, że powinni znaleźć pracę, byle za nią płacili. Ale synowie ich nie słuchali. Mówili, że nie ma pracy, że kraj się rozpada,że nie ma sensu żyć. Pili, co się udało: wódkę, wodę kolońską, nalewki. Na alkohol wydawano pieniądze matki.

Valentina otrzymywała niewielkie zasiłki dla bezrobotnych i próbowała wyżywić za te pieniądze trzy osoby dorosłe. W 1992 roku sprawy potoczyły się jeszcze gorzej. Andrei i Victor zaczęli komunikować się z nieodpowiednią firmą i zażywać narkotyki. Najpierw była to marihuana. Następnie przeszli na ciężkie narkotyki, heroinę, która w tym czasie zalała Rosję. Heroina była tania, łatwo dostępna i śmiertelna.

Współlokatorzy zaczęli narzekać. Bracia nieustannie przyprowadzali nieznajomych, ucztowali do rana, hałasowali i zostawiali bałagan we wspólnej kuchni. Czasami z mieszkania znikały rzeczy. Jeden z gości braci kradł. Sąsiedzi domagali się, aby Valentina coś zrobiła. Co mogła zrobić? Byli jej synami, dorosłymi mężczyznami, silnymi fizycznie. Nie mogła ich kontrolować.

Valentina dostała pracę jako sprzątaczka w szkole. Pensja była niewielka, ale to już było coś. Wstawała o piątej rano, sprzątała sale lekcyjne i korytarze, a potem spieszyła się do domu, aby przygotować obiad. Po całonocnej imprezie jej synowie spali w ciągu dnia, a wieczorem obudzili się i poprosili o jedzenie. Jeśli nie było jedzenia lub jeśli coś nie było tym, czego chcieli, zaczęli krzyczeć, a czasem rzucali talerzami.

Valentina milczała i tolerowała. Pieniądze wciąż znikały. Valentina ukrywała swoją pensję, ale jej synowie zawsze je znajdowali. Kiedy była na zewnątrz, przeszukali jej pokój i zabrali wszystko, aż do ostatniego centa. Nie obchodziło ich, ile potrzebowała na jedzenie i rachunki. Potrzebowali pieniędzy na narkotyki i wódkę. Reszta nie miała znaczenia.

Jej sąsiadka Lydia Petrovna, starsza kobieta mieszkająca w sąsiednim pokoju, wspominała: “powiedziała, że Valentina często chodziła pożyczyć 50 rubli na chleb. Powiedziała, że jej synowie zabrali wszystkie jej pieniądze.”Lydia dawała jej, co mogła, ale sama żyła na skromnej emeryturze. Zobaczyła siniaki na twarzy Valentiny i zapytała, co się stało. Valentina powiedziała, że upadła i uderzyła się w głowę. Ale Lydia znała prawdę. Jej synowie bili matkę.

Zaczęło się w 1993 roku. Andrzej jako pierwszy podniósł rękę na matkę. Jak zawsze chodziło o pieniądze. Valentina ukryła swoją pensję i odmówiła mu jej oddania. Powiedziała, że muszą zapłacić czynsz, inaczej zostaną eksmitowani. Andrew zaczął krzyczeć i żądać pieniędzy. Kiedy matka po raz kolejny odmówiła, uderzył ją w twarz. Valentina upadła i rozbiła wargę o krawędź stołu. Wiktor nie bronił matki. Wręcz przeciwnie, dołączył do brata i zaczął przeszukiwać pokój. Znaleźli pieniądze, zabrali je i wyszli.

Dwa dni później wrócili pijani i brudni i zażądali jedzenia. Valentina je nakarmiła. Co jeszcze mogła zrobić? Od tego czasu walki stały się regularne. Raz w tygodniu, raz na kilka dni, czasem codziennie. Zależało to od nastroju syna, od jego pilnej potrzeby pieniędzy. Valentina próbowała się bronić. Ale co Mała, Krucha pięćdziesięcioletnia kobieta, wyczerpana pracą i głodem, mogłaby zrobić przeciwko dwóm zdrowym mężczyznom?

Poszła na policję. Wszczęła dwie sprawy karne przeciwko swoim synom. Ale w latach 90. policja od lat nic nie robiła. Miejscowa policja przyjechała, rozmawiała z synami i ostrzegła ich. Andrzej i Wiktor obiecali się zmienić. Gdy tylko policjanci odeszli, rzucili się z nową siłą na matkę, twierdząc, że jest informatorką i zapłaci za to.

Sąsiedzi też nie pomagali. Każdy był zajęty swoimi problemami. Lata dziewięćdziesiąte to czas, w którym wszyscy walczyli o przetrwanie i nikt nie dbał o nieszczęścia innych. Ponadto wielu ludzi bało się braci. Andrei i Victor byli znani w hrabstwie jako niebezpieczni ludzie z powiązaniami kryminalnymi. Nikt nie chciał mieć z nimi nic wspólnego.

Valentina myślała o wyjeździe, ale gdzie się udać? Nie miała pieniędzy ani krewnych, którzy by ją przyjęli. Była przykuta do tego pokoju, do tego domu. To było wszystko, co miała. Pod koniec 1993 roku sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Nie tylko pili i brali narkotyki. Zaczęli sprowadzać do domu prostytutki z dużej drogi, narkomanki ze swojego kręgu. Przyprowadzali ich do pokoju matki, do jej jedynego łóżka.

Valentina została wyrzucona na korytarz lub do kuchni i zmuszona do spania. Sąsiedzi byli oburzeni i hałasowali. Mój brat nie dbał o to. Żyli we własnym świecie, w którym nie było praw, moralności ani szacunku. Były tylko narkotyki, wódka i przemoc.

W styczniu 1994 r.doszło do incydentu, który był ostatnią kroplą dla wielu sąsiadów. Andrei i Victor przywieźli ze sobą dwie kobiety i urządzili pijackie przyjęcie w swojej sypialni. Muzyka grała do 3: 00. Sąsiedzi pukali do ściany i domagali się ciszy. Andrei zareagował, wychodząc na korytarz z nożem i grożąc, że zabije każdego, kto interweniuje. Wezwano policję. Przyjechał Patrol, wszczął postępowanie karne i zabrał braci na posterunek. Dzień później zostali zwolnieni z powodu braku dowodów.

Po powrocie przeszukali pokój matki. Zmasakrowali wszystkie naczynia, rozerwali na nich ubranie i złamali jedyne krzesło. Valentina siedziała w kuchni i płakała. Lidia Pietrowna powiedziała, że widziała Valentinę tego wieczoru. Starsza kobieta nie mogła zasnąć z powodu hałasu i poszła do kuchni po wodę. Valentina usiadła przy oknie, wpatrując się w ciemność. Lydia zapytała ją, czy chce herbaty. Valentina się zgodziła. Siedzieli razem w kuchni i pili herbatę z fasetowanych filiżanek.

Valentina powiedziała wtedy, że nie może już tak żyć, że lepiej umrzeć niż znosić to dalej. Lydia próbowała ją uspokoić, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, że musi być cierpliwa. Valentina potrząsnęła głową. Powiedziała, że prędzej czy później zostanie zabita. Byłoby lepiej, gdyby ich nie urodziła.

 

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *