Doświadczony wspinacz wyrusza samotnie w najniebezpieczniejsze miejsce na świecie.
Strefa Śmierci na Mount Everest, miejsce, w którym nawet najsilniejsi zaczynają zawodzić.
Potem cisza, żadnych połączeń radiowych, żadnych poleceń, żadnych posiłków, tylko jeden człowiek i najbardziej bezwzględna góra na świecie.
Potem nic, dopóki coś nie zostało odkryte na dnie wąskiej jaskini skalnej w pobliżu szczytu.
miejsce, do którego niewielu dociera, a jeszcze mniej z niego wraca.
To, co tam znaleziono, pozostawiło więcej pytań niż odpowiedzi.
W mroźny marcowy poranek 2006 roku Linda Sharp obserwowała, jak jej 34-letni syn David pakuje swój najnowszy sprzęt do znoszonej torby gimnastycznej, ciasna kuchnia Yorkshire pełna niewypowiedzianych obaw.
obraz
Ale Oczy Davida płonęły determinacją, której nigdy wcześniej nie widziała.
Nie martw się, mamo ” – mówi, podnosząc na Ramiona torbę, która przeniesie jego marzenia na najwyższy szczyt świata.
“Nigdy nie jesteś tam sam.
Wszędzie są wspinacze.”Te słowa będą ją prześladować do końca życia.
David Sharp nie był typowym poszukiwaczem mocnych wrażeń.
Genialny inżynier mechanik z wyróżnieniem pierwszej klasy na Uniwersytecie w Nottingham.
Zamienił swoją bezpieczną pracę w firmie obronnej na coś, co większość ludzi uznałaby za szaleństwo.
Pojedyncza próba wspinania się na zdradziecki północno-wschodni grzbiet Mount Everest.
Ale to nie była kolejna przygoda.
To była jego ostatnia szansa.
Dwie poprzednie próby zakończyły się druzgocącą porażką.
Odmrożenie kosztowało go kilka palców u nóg w 2003 roku.
Do 2004 roku został zepchnięty na wysokość 28 000 stóp, a jego ciało zdradziło go w chwili, gdy Szczyt pojawił się w zasięgu ręki.
Teraz, w wieku 34 lat, David wiedział, że to będzie jego ostatnia szansa.
Od września otrzymał już posadę nauczyciela.
Obietnica dla zmartwionych rodziców, że uspokoi się po tym ostatnim zadaniu.
Co sprawiło, że ta spokojna, metodyczna osoba zaryzykowała wszystko dla Góry? Być może była to ta sama obsesja, która ogarnęła go od czasów college ‘ u, kiedy po raz pierwszy dołączył do klubu wspinaczkowego i odkrył, że ma niemal niesamowitą zdolność przystosowywania się do rzadkiego powietrza.
A może było to coś głębszego, potrzeba udowodnienia, że przy wystarczającej determinacji jedna osoba może wygrać wszystko.
Ale kiedy samolot Davida odleciał z Heathrow do Nepalu tego marcowego dnia, przyniósł ze sobą decyzję, która zapoczątkowała jedną z najbardziej kontrowersyjnych dyskusji alpinistycznych.
Wstałby sam.
Żadnych przewodników, żadnego zespołu, tylko on, góra i jego uparte pragnienie dotarcia na szczyt.
Nie wiedział, że wkrótce 42 osoby staną przed niemożliwym wyborem.
a ich decyzje zadecydowałyby nie tylko o jego losie, ale także o duszy samego alpinizmu.
Everest Base Camp tętnił nerwową energią na początku maja 2006 roku.
Wspinacze z całego świata przygotowywali się do swoich propozycji na szczycie, sprawdzając sprzęt, przeglądając prognozy pogody i przygotowując się do ostatniej chwili.
Wśród nich był David Sharp, wysoki, chudy i spokojnie pewny siebie.
Jego koledzy z alpinizmu natychmiast to zauważyli.
Nie zachowywał się tak, jak zwykle zachowują się klienci.
To był człowiek, który należał do góry.
David nabył tak zwany pakiet podstawowych usług w Asian Trekking.
Zasadniczo pozwolenie, transport i minimalne wsparcie, bez przewodników, bez liderów zespołów, bez systemu bezpieczeństwa.
Chociaż inni wspinacze płacili wysokie ceny za pełne wsparcie wyprawy, David wybrał niezależność.
Wspinał się we własnym tempie, podejmował własne decyzje i stawiał czoła wszystkim, co mu się przydarzyło.
Jego przyjaciel Jaime Mcinness, doświadczony przewodnik, który prowadził własną wyprawę, zaoferował Davidowi miejsce ze zniżką w swoim zespole przewodników.
Z nami byłbyś bezpieczniejszy.
Mcinness nalegał, ale David grzecznie odmówił.
Chciał to zrobić po swojemu.
Czysty, bezkompromisowy, autentyczny.
W podejściu Davida było coś innego, co niepokoiło doświadczonych wspinaczy, którzy go znali.
Miał tylko dwa dodatkowe zbiorniki tlenu.
Połowa tego, co większość wspinaczy uważała za niezbędne do przetrwania w strefie śmierci na wysokości ponad 26 000 stóp.
Co bardziej niepokojące, nie miał radia, nie miał okazji wezwać pomocy, gdyby coś poszło nie tak.
Jest albo niesamowicie pewny siebie, albo niesamowicie głupi – mruknął lider wyprawy, obserwując, jak David metodycznie przygotowuje swój sprzęt.
W ciągu ostatnich dni David przeszedł kilka etapów aklimatyzacji, a jego ciało przystosowało się do rzadkiego powietrza z niezwykłą wydajnością.
Inni wspinacze zauważyli jego siłę, stałe tempo, spokojną determinację.
Ale zauważyli też coś innego.
David wydawał się dźwigać ciężar oczekiwań, jakby jego wspinaczka oznaczała dla niego coś więcej niż tylko dotarcie na szczyt.
13 maja warunki pogodowe wydawały się obiecujące.
Późnym wieczorem David po cichu opuścił swój zaawansowany obóz bazowy, rozpoczynając jeden z najbardziej kontrowersyjnych klimatów w historii Everestu.
Nie powiedział o swoich zamiarach, nie pozostawił żadnych szczegółowych planów.
Po prostu zniknął w ciemności, kierując się w stronę północno-wschodniego grzbietu.
Gdzieś powyżej 28 000 stóp w obszarze, w którym ludzkie życie staje się niezrównoważone.
David Sharp był bliski odkrycia, że gore nie dba o determinację, przygotowanie ani marzenia.
A kolejnych 42 wspinaczy musiało przejść test, który ujawni prawdziwy koszt dążenia do chwały na najwyższym szczycie świata.
Tuż po północy 15 maja reflektor Marka Woodwarda przeciął ciemność na wysokości 27 760 stóp.
Jako główny przewodnik w wyprawie eksploracyjnej Himalajów towarzyszył kilku gościom na północno-wschodni grzbiet Everestu, w tym Markowi Englishowi, człowiekowi z podwójną amputacją kończyn, który postanowił zostać pierwszą osobą, która osiągnęła szczyt na protezach nóg.
Woodward dobrze znał tę sekcję.
Z przodu znajduje się mała skalista Zatoczka, która służy jako złowieszczy punkt orientacyjny dla wspinaczy.
Wewnątrz na zawsze spoczywało zamrożone ciało Indyjskiego alpinisty, który zmarł w 1996 roku.
Jego zielone buty były widoczne dla wszystkich, którzy przechodzili obok.
Wspinacze nazywali go zielonymi butami, a jego obecność wyraźnie przypominała śmiertelną naturę gór.
Ale kiedy Woodward zbliżył się tej nocy do Al Bay, coś poszło nie tak.
Wiązka jego reflektorów błysnęła Nie jednym, ale dwoma zestawami butów wystających ze skalnej kryjówki.
Jest tam ktoś inny.
Wezwał swoją załogę przywiązaną do liny bezpieczeństwa.
Siedzący nieruchomo, z rękami owiniętymi wokół kolan, był mężczyzną w czerwonych butach.
Na jej zamkniętych rzęsach utworzyły się kryształki lodu.
Nie miał maski tlenowej ani pasujących rękawiczek.
Jego oddech był płytki, ale zauważalny w mroźnym powietrzu.
Operator Mark Vedu, który był częścią ekipy Discovery Channel filmującej wyprawę, krzyknął do sylwetki: “Wstań.
Posunąć się.”Brak odpowiedzi.
Woodward podjął decyzję, która będzie go prześladować na zawsze.
Na wysokości 28 000 stóp w temperaturach zbliżających się do -40° zatrzymałem się, ryzykując życie całej mojej załogi.
Mężczyzna wydawał się być w stanie hipotermicznej śpiączki, bez żadnej pomocy.
Biedny pijany facet, mruknął Woodward do swojej załogi.
Zaledwie kilka minut później oderwali się od liny, ostrożnie omijali nieruchomą postać i kontynuowali wspinaczkę na szczyt.
Człowiekiem w czerwonych butach był David Sharp i wciąż żył.
20 minut później grupa tureckich wspinaczy przybyła na to samo miejsce.
Ich przewodnik Sherpa wezwał siedzącą postać do wstania i poruszenia się.
Mężczyzna nie odezwał się, ale podniósł rękę i pomachał nim, co później wywołało zaciekłą debatę.
Czy powiedział im, że nic mu nie jest, czy też był zbyt słaby, by prosić o pomoc? O świcie 15 maja coraz więcej wspinaczy przechodziło obok skalistej Zatoki al.
Każdy z nich stanąłby przed tym samym niemożliwym wyborem, a z każdą godziną okno przetrwania Davida Sharpe ‘ a zwężało się.
O 5: 50 libański alpinista Maxim Chaiya dotarł na szczyt Everestu.