Turystka zaginęła podczas biwakowania-wróciła 5 lat później i ujawniła okropne szczegóły

23 lipca 2007 roku 24-letnia Amanda Rose wyruszyła na tygodniową wędrówkę szlakami Olimpijskiego Parku Narodowego w stanie Waszyngton. Była doświadczoną podróżniczką, pokonała dziesiątki tras w parkach zachodniego wybrzeża, miała cały niezbędny sprzęt i była dobrze przygotowana fizycznie.

Planowała przejść trasę przez las deszczowy Hoch. Jeden z najpiękniejszych, ale także najbardziej odległych zakątków parku, otoczony umiarkowanym lasem deszczowym, gdzie drzewa osiągają wysokość 50 m, a wilgotność jest prawie tropikalna. Trasa trwa od 5 do 7 dni i biegnie z dala od cywilizacji. Rzadko spotyka się turystów i strażników patrolujących teren.

 

Amanda zameldowała się przy wejściu do parku, wypełniła formularz trasy, podała planowane przystanki i datę powrotu – 30 lipca. Strażnik przy wejściu, mężczyzna w średnim wieku z siwą brodą, sprawdził jej sprzęt, pozwolił jej zatrzymać się na specjalnych kempingach wzdłuż szlaku, ostrzegł ją przed niedźwiedziami i koniecznością przechowywania żywności w pojemnikach na niedźwiedzie i życzył jej udanej wędrówki.

Amanda wsiadła do samochodu, pojechała na początek szlaku, zostawiła samochód na parkingu, zamknęła go, schowała klucze pod przednim kołem w pudełku magnetycznym, wzięła plecak na ramiona i ruszyła do lasu. Pierwsze dwa dni minęły bez incydentów. Amanda szła dobrze oznakowanym szlakiem, zatrzymywała się na lunch nad strumieniami, fotografowała las i zwierzęta – jelenie, wiewiórki – i pewnego dnia zobaczyła w oddali niedźwiedzia, który nie zwracał na nią uwagi. Spędziła noc w wyznaczonych miejscach kempingowych, rozbijając namiot, gotując obiad na przenośnym piecu i zapisując swoje wrażenia w swoim dzienniku. Poznała kilku innych turystów: parę w średnim wieku, grupę studentów, samotnego mężczyznę z aparatem. Wymienili okrzyki i krótkie rozmowy na temat pogody i trasy, a potem ruszyli dalej.

 

Wieczorem 25 lipca, trzeciego dnia wędrówki, Amanda zatrzymała się na kempingu numer 7, na małej polanie w głębi lasu, wyposażonej w drewniany stół, palenisko i prostą toaletę. Rozbiła namiot, ugotowała obiad i usiadła przy ognisku, gdy usłyszała kroki.

Z lasu wyszedł mężczyzna w mundurze strażnika parku. Zielona koszula z insygniami National Park Service. Spodnie, buty, kapelusz z szerokim rondem. Na jego pasie wisiały Krótkofalówka, latarka i nóż. Miał około 45 lat, był wysoki, mocny, miał ciemne, poruszone siwe włosy, zwietrzałą twarz, szare oczy i uważne spojrzenie.

Przedstawił się: “James Carter, strażnik. Patroluję ten obszar i sprawdzam, czy turyści są w porządku””

Amanda pokazała mu swoją aprobatę. Spojrzał na nią i skinął głową. Zapytał, czy jest sama, skąd pochodzi i dokąd zmierza. Odpowiedziała, że jest sama, pochodzi z Seattle i chce przejść całą trasę lasu deszczowego Hoch na wybrzeże.

James skinął głową i powiedział, że trasa jest dobra, ale trudna, że dalej droga stanie się mniej uczęszczana i że musi być ostrożna, zwłaszcza podczas przekraczania strumieni, które mogą stać się burzliwe po deszczach. Siedział przy ognisku przez około 10 minut. Rozmawialiśmy o parku, dzikiej przyrodzie i pracy strażnika.

Potem wstał, pożegnał się, poszedł dalej ścieżką i zniknął w ciemności lasu. Amanda poszła spać około 10 wieczorem, wczołgała się do śpiwora i zamknęła namiot. Noc była cicha, słychać było odgłosy lasu, szelest liści, odległy krzyk sowy, szmer pobliskiego strumienia.

Szybko zasnęła, zmęczona po całym dniu wędrówek. Obudziła się z hałasem, ostrym, głośnym dźwiękiem, jakby ktoś przeciął tkaninę. Otworzyłem oczy, namiot był ciemny, tylko słabe światło księżyca wpadało przez materiał. Dźwięk się powtórzył. Rozumiem: ktoś przeciął Namiot Na Zewnątrz.

Ostrze noża przecięło tkaninę. Próbowałem krzyczeć, ale moja ręka była przykryta dużą, silną ręką w rękawiczce. Druga ręka chwyciła ją za gardło, ścisnęła i pozbawiła powietrza. Próbowała się uwolnić, walczyła rękami i nogami, ale siły były nierówne.

Wysoka męska postać przecisnęła się przez szczelinę w namiocie. W słabym świetle spojrzała na twarz: James Carter, ten sam strażnik, który przechodził wieczorem. Trzymał ją, dopóki nie przestała się opierać z powodu braku powietrza i zemdlała. Następnie poluzował uchwyt na jej szyi, pozwalając jej oddychać, ale nadal trzymał zamknięte usta.

Drugą ręką związał jej ręce za plecami liną, szybko, zręcznie, z mocnymi węzłami. Potem owinął jej nogi. Zakneblował ją kneblem – kawałkiem materiału, którym związał ją od tyłu. Wyciągnął ją z namiotu, wziął na ramię i zaniósł przez las. Amanda próbowała się opierać, skręcać, ale związana i wyczerpana nie mogła się powstrzymać.

Krzyczenie było bezcelowe, Knebel uniemożliwiał wydawanie głośnych dźwięków i wszędzie nie było nikogo, kto mógłby je usłyszeć. Niósł ją przez 20 minut, może pół godziny, przez gęsty las, w którym nie było ścieżki, przez krzaki, przez strumień, pod górę. W końcu zatrzymał się i położył ją na podłodze.

Amanda rozejrzała się. Stali przed małą drewnianą konstrukcją, podobną do chaty lub stodoły, ukrytą wśród drzew, dach pokryty mchem, ściany stare i przyciemnione od czasu do czasu. James otworzył drzwi kluczem, który wyjął z kieszeni, wciągnął je do środka, zamknął drzwi i zamknął.

W środku było ciemno. Pachniało wilgocią i drewnem. James zapalił wiszącą na ścianie lampę naftową. Światło oświetliło pokój. Pojedynczy pokój, cztery na pięć metrów, z drewnianą podłogą, ścianami z bali, metalowym piecem w rogu, stosem drewna opałowego obok niego, stołem, krzesłem i wąskim łóżkiem przy przeciwległej ścianie.

Na ścianie wisiały narzędzia: siekiera, piła, młotek, łańcuchy. Nie było okien, tylko drzwi, przez które weszli. James położył Amandę na podłodze, przykucnął obok niej i wyjął z niej Knebel. Krzyknęła. Uderzył ją w twarz, lekko, ale na tyle, żeby się zamilkła.

Powiedział cicho i spokojnie, że nie ma sensu krzyczeć, że są tutaj w środku lasu i nikt ich nie usłyszy, że jeśli krzyczy, ponownie zamknie jej usta i nie rozwiąże jej. Powiedział, że teraz zostanie tutaj, że zrobi to, co jej powiedział, że wszystko będzie tolerowane, jeśli będzie posłuszna, i że będzie bolało, jeśli tego nie zrobi.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *