Szukali jej tygodniami, przeczesując każdy wąwóz i każdą półkę, ale nie znaleziono po niej śladu.
Minęły prawie dwa lata, a kiedy trzech grotołazów złamało zasady i wczołgało się do opuszczonego systemu jaskiń pod kanionem Race Street, nie mieli pojęcia, że kilka stóp pod ziemią natkną się na półżywą kobietę siedzącą tak nieruchomo w ciemności, że ratownicy po raz pierwszy pomyśleli, że patrzą na zmumifikowane zwłoki.
Tylko subtelny ruch jej klatki piersiowej udowodnił, że wciąż oddycha.
To była Lisa.
I od tego momentu zaczęła się historia, która na zawsze zmieniła wyobrażenie o tym, co jaskinie Arizony mogą ukryć.
W październiku 2013 r. pustynia we wschodniej Arizonie była jeszcze ciepła w ciągu dnia, ale wieczorne cienie padały już ostrzej niż zwykle.
23 października około godziny 11: 00 25-letnia archiwistka Z Phoenix, Lisa Burns, przybyła na czele szlaku Peralta Springs Trail w górach przesądów.
Śledczy zauważyli później, że kamery przy wejściu na parking zarejestrowały jej samochód o 10:47.
Zaparkowała samochód w drugim rzędzie z tablicy informacyjnej, wyjęła z bagażnika butelkę wody, lekką wiatrówkę i mały plecak.
Według strażnika, który sprawdził dziennik gości tego dnia, podpis Lisy pojawił się tam około 11:15.
Lisa była doświadczonym turystą.
Jej przyjaciele powiedzieli, że wędrowała, odkąd była prawie nastolatką, i kilka razy w roku wędrowała szlakiem Peralta Springs.
Szlak uznano za łatwy.
Podjazdy były małe, znaczniki były widoczne, a większość drogi przebiegała przez otwarte tereny między niskimi sosnami a skalistymi półkami.
Dlatego jej zniknięcie wydawało się niewytłumaczalne od pierwszych minut.
Około godziny 11: 00 Lisę zobaczył inny turysta, mężczyzna, który schodził tego dnia.
Jak powiedział policji, dziewczyna wyglądała na spokojną, szła stałym krokiem i nie sprawiała wrażenia osoby, która zgubiła drogę.
Przypomniał śledczym, że grzecznie powitała ich bez zatrzymywania się i kontynuowała pod górę.
Ten krótki odcinek był ostatnim potwierdzonym dowodem na to, że Lisa była tego dnia na szlaku.
Kolejne godziny pozostały puste.
Lisa miała wrócić do miasta wieczorem.
Według jej bliskiej przyjaciółki, Kelly Thomas, umówili się na krótki telefon około 9: 00.
Kiedy telefon Lisy zamilkł i nie pojawiła się w domu, Kelly najpierw czekała, potem zaczęła pisać SMS-y i około godziny 22:00 zadzwoniła na policję w Phoenix.
Dyżurny oficer zarejestrował połączenie i skontaktował się z Biurem Szeryfa Hrabstwa Pinal, które obejmuje obszar gór przesądów.
Pierwsi strażnicy przybyli na czele szlaku po północy.
Samochód lisy był zaparkowany tam, gdzie go zostawiła.
W środku była torba, telefon, klucze, mała latarka i składany nóż.
Standardowy zestaw, który Lisa Zwykle zabierała ze sobą, ale z jakiegoś powodu zostawiła telefon w samochodzie.
Nie wiadomo dlaczego.
Przyjaciele twierdzili, że czasami robiła to, aby uniknąć rozpraszania uwagi, ale zwykle brała telefon przynajmniej jako nawigator.
Śledczy zauważyli, że w samochodzie nie było oznak walki.
Siedzenia pasażerów nie zostały przesunięte, a okna nie zostały zwinięte.
Około 2 nad ranem rozpoczęło się wstępne czesanie górnego odcinka szlaku.
Strażnicy przenieśli się z głowy szlaku na wzniesienie, gdzie szlak skręcił stromo na południe.
Użyli kamery termowizyjnej, ale była zimna noc i nieruchome ciało prawie nie wydzielało ciepła w takich warunkach.
Poszukiwania trwały do świtu bez rezultatów.
O 6: 00 rano 24 października oficjalnie rozpoczęto operację na pełną skalę.
Na miejsce przybyli specjaliści z Arizona Rescue Association, grupy z psami poszukiwawczymi i wolontariusze.
W miejscach, gdzie szlak prowadził na wąskie półki, ochotnicy sprawdzali każdą półkę i Wąwóz schodzący na linach.
Na zakrętach umieszczono znaczniki wskazujące obszary, które zostały już zbadane.
Nad obszarem zaczęły pracować dwa Drony i jeden helikopter szeryfa z kamerą o wysokiej rozdzielczości.
Psy poszukiwawcze najpierw wybrały słaby ślad w kierunku szlaku, ale oderwał się kilkaset metrów od początku trasy.
Jeden z opiekunów psów wyjaśnił, że napływ turystów w ciągu dnia obniżył ślad zapachowy do nierozpoznawalnego poziomu.
Jednak inni poszukiwacze zauważyli, że psy zwykle wskazują przynajmniej kierunek podróży.
W tym przypadku szlak zerwał się tak nagle, że wyglądało na to, że Lisa zniknęła na środku szlaku.
W kolejnych dniach ekipy poszukiwawcze przeczesywały nie tylko oficjalną trasę, ale także okoliczne wąwozy, stare kamienne wychodnie, suche koryta potoku i boczne szlaki, które są dobrze znane miejscowym myśliwym.
Niektórzy uczestnicy poszukiwań wspominali, że w niektórych miejscach trudno było odróżnić szlak.
Ziemia jest twarda.
Kamienie zmieniały swoją powierzchnię po każdej ulewie, ale im więcej sprawdzały, tym bardziej oczywista stawała się jedna rzecz.
W ogóle nie było śladu Lisy Burns.
Siódmego Dnia operacji ratownicy dotarli na skaliste tereny wysoko nad szlakiem, na które zwykli wędrowcy Zwykle się nie wspinają.
Sprawdzili wszystko, od wąskich szczelin między głazami po tarasy, na których według doświadczonych strażników czasami znajdowali zagubionych ludzi.
Ale tym razem żadna z grup poszukiwawczych niczego nie znalazła.
Rodzina Lisy doszła do przesądów dzień po jej zniknięciu.
Uczestniczyli w operacji z wolontariuszami, rozdawali ulotki i rozmawiali z innymi wędrowcami, którzy tego dnia byli na szlaku.
Nikt nie widział niczego podejrzanego.
Kilka osób wspomniało o widzeniu samotnych mężczyzn lub małych grup wędrowców po drodze, ale nikt nie pasował do opisu Lisy.
Po 2 tygodniach poszukiwania zostały ograniczone do minimum.
Oficjalnie kontynuowali, ale w górach nie było dużych sił.
Szeryf hrabstwa Pinal wyjaśnił w swoich komentarzach prasie, że zwykle w takich przypadkach znajdują przynajmniej trochę ubrania, złamany Pasek, ślad upadku, coś, co wskazuje kierunek ruchu.
W przypadku Lisy nic nie było.
Ani jednego wątku, ani jednego śladu, ani jednego błędu w nawigacji.
Do końca listopada sprawa została przekazana do Departamentu osób zaginionych.
Poza oficjalnymi raportami kilku ratowników powiedziało dziennikarzom, że ta historia wyróżniała się nawet na tle innych zaginięć w górach przesądów.
Zwykle tory prowadzą gdzieś do wąwozu, do strefy osuwisk do starych opuszczonych szlaków.
Tutaj nie było nic, żadnego kierunku, żadnego wyjaśnienia.