Cztery Lata Po Podróży Do Wielkiego Kanionu, Jeden Przyjaciel Wrócił, Ukrywając Mroczny Sekret

Zbiórka rozpoczęła się o świcie. Ivan, doświadczony operator kombajnów, który nie wierzył ani w Boga, ani w diabła, prowadził swoją “niwę” na pierwszej stronie. Głowa zjadała łodygi z chciwym chrupnięciem. Pył unosił się w filarach, zatykając nosy i uszy. Nagle samochód szarpnął i zatrzymał się. Rozległ się piskliwy dźwięk, jakby kamień zaciął mechanizm. Ivan przeklął, wyłączył silnik i zszedł na dół, aby zbadać sprawę.

Słońce już paliło z mocą. Odsunął tarczę przy łóżku, spodziewając się zobaczyć przeszkodę lub kamień. Ale to, co zobaczył, spowodowało, że weteran wojenny cofnął się i ponownie upadł w kłujące ściernisko. Na wale, wśród splątanej słomy, błyszczało coś nienaturalnego. To nie był kawałek drewna; była to ludzka ręka, wybielona i okaleczona mechanizmami, ale z palcami, które wciąż miały masywny złoty sygnet z rubinem błyszczącym w słońcu. Obok niego, utknął w splocie łodyg, leżał kawałek drogiego importowanego dżinsu z mosiężnym nitem z obcym słowem “Levi”. Ivan wydał krzyk, który spowodował, że wrony rozeszły się po niebie. Żniwa zostały zebrane, ale były to żniwa śmierci.

Aby zrozumieć, w jaki sposób złoto i importowane dżinsy znalazły się w głębi Twerskiej pustkowia, musisz spojrzeć wstecz na miesiąc. W kołchozie mieszkała młoda kobieta o imieniu Mariana. Miała dwadzieścia dwa lata, ale miejscowi mężczyźni jej unikali. Nie dlatego, że była nieatrakcyjna; wręcz przeciwnie, Mariana miała Dzikie, pierwotne piękno, które rzadko widuje się w miastach. Miała prawie 190 centymetrów wzrostu, ramiona, których zazdrościłby pływak, i warkocz o grubości ramienia. Osierocona, której matka zmarła przy porodzie, a ojca nigdy nie spotkała, dorastała na farmie wśród cieląt i dojarek.

Mariana była najlepszą mleczarką w okolicy. Jego ręce miały potworną moc; mógł jedną ręką podnieść pięćdziesięciolitrową puszkę mleka i załadować ją do ciężarówki, nie tracąc oddechu. Jednak pomimo tej mocy jej umysł pozostał niewinny i naiwny. Kochał krowy bardziej niż ludzi. Każda krowa miała imię i rozmawiała z każdą, głaszcząc ich aksamitne nosy. Dla niej ludzie wydawali się skomplikowani i okrutni, a zwierzęta były uczciwe. Mieszkała w małym aneksie obok stajni. Zawsze pachniał świeżym mlekiem, sianem i lekkim obornikiem. Ten zapach był jej skórą, jej esencją. Nie wiedziała nic o perfumach Chanel, ale wiedziała, jak pomóc krowiego w trudnym porodzie i jak uspokoić wściekłego byka jednym miłym słowem. Była częścią natury: Ogromna, miła i pozornie nieszkodliwa.

Kłopoty dotarły do wioski w chmurze pyłu i przy głośnej muzyce. Była to czarna Wołga 24, maszyna, którą zwykle widzą tylko regionalni sekretarze partii. Jednak za kierownicą nie siedział żaden szef partii, ale młody człowiek w ciemnych okularach. Było ich trzech: Stas, Vadik i Igor.

Byli “Złotą młodzieżą”, elitą moskiewskiego społeczeństwa: syn wiceministra—syn profesora MGIMO i odnoszącego sukcesy czarnego marketera. Przybyli do tego odległego obszaru na “safari”. Znudziły im się restauracje w Arbacie i domki w Peredelkino, pragnęli egzotyki rosyjskiego ducha: bimbru, łaźni i niedrogich wiejskich dziewcząt. Wyszli z samochodu przed wiejskim sklepem jak kosmici lądujący na

Mars. Ubrani w dżinsy, które kosztowały roczną pensję kołchoźnika i trampki Adidasa, z ostrym japońskim magnetofonem w ręku, patrzyli na miejscowych, jakby zabawiali zwierzęta w zoo. Roześmiali się głośno, wskazując na pochylone płoty. Stas naśmiewał się z miejscowych, wrzucając niedopałek do wiadra z czystą wodą, które niosła starsza kobieta. Dla nich nie było tu ludzi, tylko sceneria dla ich rozrywki.

Kupili pudełko bimbru od Starego Mitricha, płacąc paczką nierozliczonych banknotów. Wieczorami na swojej Wołdze z pełną prędkością przekraczali pola, dla Zabawy miażdżąc gęsi. Czuli się panami życia, Królami rządzącymi wśród zwykłych ludzi.

Related Posts