Daniel Martyniuk od dawna nie liczy się ze słowami, obrażając kogo popadnie. Tym razem miarka się przebrała. Zreflektował się po tym, jak zaczął bluźnić przeciwko prezydentowi. Nagle wystosował przeprosiny i obiecał, że podejmie leczenie. “Jest ze mną źle, naprawdę. Idę na leczenie” – przekazał.
Daniel Martyniuk zamierza poddać się leczeniu: COŚ MI SIĘ STAŁO Z GŁOWĄ
Wszystko zaczęło się od kłótni Daniela z nową partnerką – Wiktorią, która twierdziła, że zna Karola Nawrockiego. Niespodziewanie młody Martyniuk obrzucił głowę państwa stekiem wyzwisk, nawiązując przy tym do kibicowskiej przeszłości prezydenta.
Widocznie zrozumiał, że grubo przesadził, ponieważ znieważenie prezydenta RP podlega karze. Syn Zenka po raz pierwszy zadeklarował, że zamierza poddać się leczeniu. Przeprosił wszystkich, w tym prezydenta, za swoje zachowanie.
Chciałbym przeprosić ludzi w całej Polsce za te wszystkie słowa, które mówiłem. Coś mi się stało chyba z głową, nie wiem. Jest ze mną źle, naprawdę, przepraszam wszystkich, prezydenta. Idę na leczenie. Naprawdę się zamykam, odcinam od wszystkiego. To jest koniec! Mam nadzieję, że kiedyś mnie poznacie jako innego, normalnego człowieka – przekazał na Instagramie.
Następnie wydał specjalne oświadczenie.
DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA WSPARCIE. CHCĘ SIĘ LECZYĆ DLA RODZINY, ŻONY I SYNKA, KTÓRYCH BARDZO KOCHAM. ZROBIĘ WSZYSTKO, ŻEBY ICH NIE STRACIĆ. ZAWSZE BYLIŚCIE MOJĄ SIŁĄ I ZROBIĘ PO PROSTU WSZYSTKO, ŻEBYŚCIE CHCIELI BYĆ ZE MNĄ. CHCĘ BYĆ TEŻ LEPSZYM CZŁOWIEKIEM DLA SWOICH RODZICÓW, DZIECI I RODZINY. PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKO CO SIĘ WYDARZYŁO.
Wiele osób dziwi się, się w jaki sposób Faustyna Martyniuk może wytrzymać z tak niestabilnym mężem. Próbuje tłumaczyć Daniela, twierdząc, że jej mąż “ma dwie twarze”.
Myślę, że Daniel ma takie dwie twarze. Jak jest spokojny, to naprawdę jest fajnym chłopakiem. Największą szkodę robi sobie sam, bo nie daje się poznać od tej pozytywnej strony. Żeby w końcu dał się ludziom poznać jako ten spokojny Daniel, a nie ten imprezowy – wyjaśniła podczas rozmowy z Jastrząb Post.