Telefon był lodowaty w uchu Margaret, ale głos po drugiej stronie brzmiał tak wyraźnie, jakby przecinał 65 lat jak skalpel tkankę. „Doktorze Holloway, tu Thomas Ravenfell”. Generator buczał w rogu jej domku, walcząc z październikową burzą, która szalała od trzech dni. Margaret zacisnęła artretyczne palce na słuchawce, a jej oddech był widoczny w mroźnym powietrzu. Tego ranka zawiodło ogrzewanie, ale chłód przenikający jej kości nie miał nic wspólnego z pogodą.
„To niemożliwe” – wyszeptała, choć w jej głosie nie było przekonania. Już dawno temu nauczyła się, że „niemożliwe” to tylko inne słowo na określenie rzeczy, których nauka jeszcze nie wyjaśniła.
„Wiem, jak to brzmi”. Głos Thomasa był dokładnie taki, jak go zapamiętała: młody, szczery, z tą charakterystyczną intonacją, która zawsze niepokoiła innych badaczy. „Ale Elena umiera, doktorze Holloway. Jej struktura komórkowa ulega rozpadowi i myślę, że tylko pan może zrozumieć, dlaczego”.
Margaret opadła na zużyte skórzane krzesło obok kominka, gdzie żarzące się węgle wyglądały jak małe pomarańczowe oczy w ciemności. Izolacja, którą tak starannie pielęgnowała – bez internetu, bez sąsiadów w promieniu wielu kilometrów, tylko z książkami i poczuciem winy – nagle wydawała się pułapką. „Dzieci z Projektu Meridian nie żyją” – powiedziała, powtarzając kłamstwo, które wmawiała sobie od dziesięcioleci. „Akta zostały zapieczętowane. Obiekt został opuszczony”.
„Naprawdę?” Śmiech Thomasa nie zawierał w sobie ani odrobiny humoru. „A może po prostu przenieśli wszystko głębiej pod ziemię?”
Na zewnątrz wiatr wył wśród sosen, a Margaret słyszała, jak gałęzie łamią się pod ciężarem śniegu. Wybrała to miejsce właśnie dlatego, że podczas takich burz było ono niedostępne. Żadnych gości, żadnych zakłóceń, żadnych przypomnień o życiu, od którego uciekła. Jednak przeszłość jakoś ją znalazła.
„Widziałam, jak umieracie” – powiedziała, a słowa te drapały ją w gardło. „Oboje. Nagranie z kamer bezpieczeństwa pokazało…”
„Co pokazałeś, doktorze Holloway? Puste cele, bo nic więcej nie było do zobaczenia. Nigdy nie umarliśmy. Po prostu nauczyliśmy się odchodzić”.
Naukowy umysł Margaret, uśpiony przez lata, ożył pomimo jej przerażenia. „Nauczyła się odejść. Co to znaczy?”
„Dokumentowałeś tempo regeneracji naszych komórek. Pamiętasz, jak nasze próbki tkanek odbudowywały się nawet po całkowitym rozdzieleniu?”
Przypomniała sobie. Boże, pomóż jej, przypomniała sobie podekscytowanie, jakie czuła, obserwując niemożliwe zjawiska biologiczne pod mikroskopem. Komórki krwi Thomasa i Eleny nie tylko się goiły, ale wydawały się pamiętać swój pierwotny układ i odbudowywały się z przerażającą precyzją. Napisała 17 tajnych raportów, próbując wyjaśnić to zjawisko, zanim zniknęli tej nocy.
„Regeneracja ograniczała się do próbek tkanek” – powiedziała Margaret, choć w jej głosie dało się wyczuć niepewność. „Żywe obiekty nie mogłyby…”
„Nie mogło co? Rozproszyć się i ponownie połączyć? Nigdy nie sprawdziłeś granic możliwości, doktorze Holloway. Byłeś zbyt zajęty próbami odtworzenia naszych zdolności u normalnych dzieci”.
Oskarżenie uderzyło ją jak fizyczny cios. Margaret zamknęła oczy, widząc ponownie niekończącą się paradę dzieci przyprowadzonych do Projektu Meridian – niektóre utalentowane, inne po prostu mające pecha, że znalazły się w niewłaściwym miejscu, gdy agenci rządowi przyszli szukać obiektów do badań. Ilu z nich pomogła zniszczyć w swoim dążeniu do zrozumienia wyjątkowej biologii Thomasa i Eleny?
„Gdzie teraz jesteś?” – zapytała.
„Bliżej niż myślisz. Pytanie brzmi, czy nam pomożesz, czy też Elena umrze, ponieważ zbytnio boisz się stawić czoła temu, co pomogłeś stworzyć”.
Margaret rozejrzała się po swojej chatce – swojej świątyni, więzieniu, pomniku tchórzostwa. Na półkach stały dziesiątki lat czasopism naukowych, ale od lat ich nie otwierała. Jej stare notatki badawcze były zamknięte w skrzyni pod łóżkiem, zapieczętowane jak materiały radioaktywne. Przekonała samą siebie, że chroni świat przed wiedzą zbyt niebezpieczną, by mogła istnieć. Ale jeśli Thomas mówił prawdę, jeśli Elena umierała…
„Nawet gdybym chciała pomóc” – powiedziała Margaret – „nie mam dostępu do oryginalnych danych. Kiedy projekt został zamknięty, wszystko zostało zaklasyfikowane jako tajne powyżej mojego poziomu uprawnień”.
„Projekt nigdy nie został zamknięty, doktorze Holloway. Po prostu poszedł głębiej. A twoje notatki badawcze – te prawdziwe, nie te wygładzone raporty, które złożyłeś – wiem, że zachowałeś ich kopie”.
Miał rację. W noc, w której zniknęły bliźniaki, potajemnie wyniosła swoje osobiste obserwacje, kierowana instynktem, że nie można ufać oficjalnym kanałom. Notatki te zawierały jej najbardziej niepokojące odkrycia: sekwencje genetyczne, które nie powinny istnieć, zachowania komórkowe naruszające podstawowe prawa biologiczne oraz jej rosnące podejrzenie, że Thomas i Elena nie byli tylko utalentowanymi dziećmi, ale czymś zupełnie nowym.
– Jeśli twoje zdolności są nienaruszone – powiedziała powoli Margaret – to po co ci ja? Z pewnością twoja regeneracja…