Nazywam się Noemi Clairvaux. W 1943 roku miałem 23 lata. Byłam studentką w Paryżu. Mieszkałem w małym mieszkaniu niedaleko Saint-Germain-des-Prés. Spędziłem dni czytając Malraux, rozmawiając z przyjaciółmi w zadymionych kawiarniach i wierząc, że słowa mogą zmienić świat. Byłem młody. Myślałem, że wojna to coś, co działo się daleko na Wschodzie, w Chambuy.
Nie wiedziałem jeszcze, że wojna mogła dostać się do Twojego domu we wtorek po południu w postaci dwóch uprzejmych mężczyzn, którzy poprosili cię, abyś poszedł za nimi na krótką kontrolę. Nawet nie skończyłem filiżanki herbaty. Zostawiłem otwartą książkę na stole. Myślałem o powrocie wieczorem, aby zakończyć rozdział. Nigdy nie wróciłem. Podróż na wschód trwała trzy dni.
Wagon do przewozu bydła. Ani wody, ani powietrza, ani światła. Ciężka cisza, cisza tych, którzy rozumieją, że nie są już ludźmi. Stały się rzeczy, ładunkiem. Kiedy drzwi się otworzyły, powietrze pachniało popiołem i brudnym śniegiem. Poproszono nas o wyjście, ustawiono nas w kolejce, obcinano głowy na łyso i dostaliśmy ubrania: szare spódnice, znoszone koszule.
Nasze stopy są już niebieskie od zimna. Nadal tłumaczył tym samym spokojnym głosem. “Twoje spódnice powinny kończyć się dokładnie 16 cm nad kolanem. Ani 1 mm więcej, ani 1 mm mniej. To zasada dyscypliny, to zasada widoczności.”Pierwszej nocy zapędzono nas na drewniane palety. Bez koca, bez materaca. Tylko ich zbyt krótkie spódnice i przezroczyste koszule.
Spojrzał na nasze stopy. Trzymał w ręku linijkę. Tak, tak. Drzewo uderzało w jego udo z hukiem na każdym kroku. Czasami się zatrzymywał. Przykucnął. Przyłożył linijkę do skóry i zmierzył. Jeśli trwało to zbyt długo, dawał znak. Kobieta zniknęła.
Jeśli to było za krótkie, uśmiechał się. Bezzębny uśmiech. Uśmiech, który nigdy nie dotarł do jego oczu. A potem była Eliza, przez wiele lat. Przyszyła kawałek materiału do rąbka spódnicy, aby uchronić się przed zimnem, niezgrabnymi szwami, aktem rozpaczy. Hynes zatrzymał się przed nią. Widział szwy. Nic nie powiedział. Po prostu położył dłoń w rękawiczce na jej ramieniu.
Zapytał ją delikatnie: “czy jest ci zimno?”Skinęła głową ze łzami w oczach. “Ciepło jest czymś, na co należy zasłużyć” – mruknął. Kazał jej zatrzymać się na środku dziedzińca, nieruchomo, z wyciągniętymi rękami, przyciskając linijkę do nogi. Poszliśmy do pracy. Kiedy wróciliśmy 12 godzin później, wciąż tam była, wpadła w śnieg, niebieska, nieruchoma.
Śnieg padał cienkimi płatkami. Nasze bose stopy zanurzyły się w niej. Ustawiliśmy się w rzędach po pięć osób. Nieruchomy. Strażnicy przechodzili obok z latarniami. Kontrolowali spódnice. Strzelali do niego. Mierzyli ją palcami. Jeśli był za długi, rozerwała rąbek gołymi rękami.
Powoli podszedł. W prawej ręce trzymał drewnianą linijkę. Delikatnie poklepał go po lewym udzie. Tak, tak. Ten dźwięk stał się metronomem naszego horroru. Przeszedł między rzędami. On nie patrzył nam w twarz. Nie patrzył nam w oczy. Spojrzał na nasze stopy. Czasami się zatrzymywał. Przykucnął.
Przyłożył linijkę do skóry. Jego rozmiar był dokładnie 16 cm Powyżej kolana. Ani milimetr więcej, ani milimetr mniej. Jeśli uznał spódnicę za długą, nie krzyczał. Dał dyskretny znak nadzorcy. Kobieta zniknęła. Nigdy więcej jej nie widzieliśmy. Jeśli uznał spódnicę za krótką, uśmiechał się subtelnym, ponurym uśmiechem.
I powiedział bardzo cicho:”świetnie, tak trzymaj”. Trzeciego dnia zatrzymał się przede mną. Poczułem, jak moje serce się zatrzymuje. Przykucnął. Linijka dotknęła mojej skóry. Zimny, twardy. Zamarł w oczekiwaniu. Po raz pierwszy spojrzał na mnie od dołu do góry. Powiedział: “numer 784. Jej lewa noga jest interesująca. Jest trochę asymetrii, blizny, niedoskonałości”.
“Będziemy musieli to naprawić.”Wstał. Dał znak nadzorcy. Nie zabrali mnie na podwórko, nie do pracy, ale do ambulatorium. Drzwi były białe, czyste. Pachniało ziemią i mydłem. Zapach, który pali w oczach. Wszedłem do środka, rozebrałem, położyłem na stole, a skórzane paski były zapięte wokół nadgarstków, kostek i talii.
“Właśnie tam wkroczymy.”Wziął strzykawkę, przezroczysty płyn. Wstrzyknął mi je-nie przeszywający ból, ale zimne, Głębokie pieczenie, które rozprzestrzeniło się po mojej nodze jak płynna trucizna. Policzył do 10. Moja noga stała się ciężka, twarda, obca. Nie mogłem już tego czuć. Było tam, ale już nie należało do mnie. Wziął swój notatnik i zapisał to.