Nazywam się Elena Vasilyeva. Teraz mam 67 lat. Rok w kalendarzu to 1990. Siedzę w oknach mojego mieszkania, patrzę na szary jesienny deszcz, który zmywa kurz z moskiewskich ulic i rozumiem, że to mój czas ucieka. Lekarze mówią, że serce jest zmęczone, ale nie wiedzą, co się dzieje w rzeczywistości moje serce zatrzymało się jeszcze pół wieku temu.

Przez te wszystkie lata żyłem jak cień. Nauczyłem się uśmiechać. Wyszedłem za mąż, pracowałem. Poszedłem do sklepów po chleb. Ale we mnie zawsze była ta jedna, druga Elena, ta, która została tam za drutem kolczastym. Milczałem przez 45 lat. Milczałem, bo wstyd był silniejszy pragnienie mówienia. Milczałem, bo bałem się, że jeśli powiem prawdę, ludzie zobaczą mnie nie jako ofiarę, ale jako coś brudnego, coś, czego nie wolno dotykać.

Ale dzisiaj muszę to zrobić. Piszę to, bo nie chcę zanieść tego sekretu do grobu. Mój mąż Andrey zmarł 3 lata temu, nigdy nie dowiedziawszy się, co ukrywam pod moimi wysokimi kołnierzami ich sukienek. Myślał, że jestem po prostu nieśmiały, co nie lubię otwartych ubrań z powodu blizny po oparzeniu, jak okłamałem go podczas naszej pierwszej nocy małżeńskiej.

Wcześniej, gdy niebo zrobiło się czarne od dymu, mieszkałem w małej wiosce pod Smoleńskiem. To był czas, że teraz wydaje mi się jak sen widziany w innym życiu. Mój świat był prosty i czysty. Pamiętam zapach starych książek w wiejskiej bibliotece, gdzie mój ojciec Michaił. Był cichym inteligentnym człowiekiem, który wierzył, że oświecenie uratuje świat przed okrucieństwem.

Jak bardzo się mylił? Pamiętam, jak poprawiał okulary na grzbiecie nosa i czytał mi Czechowa na głos wieczorami, podczas gdy mama cerowała skarpetki w świetle lampy naftowej. Marzyłam o zostaniu pielęgniarką. dla mnie chciałem pomóc ludziom, złagodzić ból. Wyobrażałem sobie siebie w białej wykrochmalonej szacie chodzącej po lekkich szpitalnych korytarzach.

Byłem naiwny, byłem szczęśliwy. Miałem 18 lat w 1941 roku. W wiosce powiedzieli, że rozkwitłem. Sąsiedzi żartowali, że wkrótce od zalotników nie będzie zgaszonych świateł. Miałem długie brązowe włosy, które splatałem w ciasny warkocz, a oczy w kolorze lnu. Uwielbiałem patrzeć na siebie w małym drżącym lustrze na korytarzu, prostując złamane jedno pasmo.

Nie wiedziałem wtedy, co to dokładnie była twarz, te oczy, ta młodzież stanie się moim werdyktem. Nie wiedziałem, jakie piękno może być bardziej niebezpieczne niż choroba. Pamiętam, że lato, gorące, duszno, wypełniło szum pszczół. A potem szum się zmienił. Stało się niskie, dudniące, przerażające. To nie były pszczoły, to samoloty z czarnymi krzyżami na skrzydłach.Wojna nie przyszła do nas od razu.

Skradła się jak drapieżnik. Początkowo były plotki, uchodźcy z wiązkami rzeczy, przestraszone oczy kobiet przechodzących przez naszą wioskę. Potem gdzieś w oddali dudnił. Ojciec stał się ponury. Zabronił mi wyjeżdżać daleko od domu. – Elena-powiedział do mnie, ściskając moją rękę suchymi, ciepłymi palcami.

“Jeśli przyjdą, musisz się ukryć idź prosto do piwnicy i usiądź tam cicho, jak mysz”. Skinąłem głową, ale nie do końca w to wierzyłem, że to może nam się przydarzyć. Zło wydawało się czymś odległym, książkowym. Weszli do naszej wioski w październiku. Najpierw usłyszeliśmy motocykle. Silniki trzaskają przez ciszę poranka jak szorstka tkanina.

Szczekanie psów. Mowa szczekania obcych. Niemcy. Pamiętam, jak mój ojciec wepchnął mnie do piwnicy, w której trzymaliśmy ziemniaki i pikle. Tam pachniało wilgocią i ziemią. – Siedź tutaj, Lena, nie wychodź, dopóki cię nie zawołam-wyszeptał. Jego twarz była biała jak kreda. Zamknął pokrywę włazu i rzucił ją na stary dywan, a ja zostałem w ciemności.

Słyszałem nad głową kroki ciężkich butów. Słyszałem deski podłogowe naszego W Domu. Usłyszałem głos mojego ojca, który próbował wyjaśnić coś złamanym niemieckim. A wtedy usłyszałem cios, tępy, ciężki dźwięk spadającego ciała i ciszy. Siedziałem tam przez coś, co wydaje się wiecznością. Zimno przeniknęło pod moją cienką sukienkę.

Ale nie odważyłem się ruszyć. Chciałem krzyczeć, zadzwoń do taty, ale strach kajdany gardło lodowatą ręką. Potem pokrywa włazu nagle się otworzyła. Światło uderzyło mnie w oczy, oślepiło mnie. Zamknąłem oczy zakryłem jej twarz dłońmi. Silne ręce złapali mnie za kołnierz i wyciągnęli jak kociak. Widziałem wcześniej młodego żołnierza w szarym mundurze.

Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a potem jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. Knuje coś krzyczącego do swoich towarzyszy. Nie rozumiałem słów, ale intonacja była jasna. Znalazł trofeum i został wypchnięty na ulicę. Dom został wywrócony do góry nogami. Książki ojca leżały w błocie.

Strony trzepotały wiatrem jak dotknięte ptaki. To już na zewnątrz zgromadziło inne kobiety i dziewczęta. Widziałem Swietłanę, moją przyjaciółkę z dzieciństwa, z którą razem pobiegliśmy nad rzekę. Uklękła w kurzu. Jej sukienka była rozdarta na ramieniu. Płakała cicho kołysząc się z boku na bok. Szukałem ojca oczami i znalazłem go.

Leżał na ganku z twarzą na ziemi. Jego okulary leżały w pobliżu. Jedna szklanka została rozbita. Chciałem się do niego spieszyć ,ale żołnierz uderzył mnie kolbą karabinu między łopatkami ” Worverts!”- szczekał. “Naprzód! Zostaliśmy wpędzeni w tył ciężarówki, jak bydło. Było ciasno. Przytulaliśmy się do siebie, drżąc z zimna i przerażenia.

Przylgnąłem do Swietłany. Chwyciła mnie za rękę tak mocno, że paznokcie wbiły się w skórę. “Lena, co się z nami stanie?”- szepnęła. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Spojrzałem na wycofujący się dom, na ojca ciała, który stawał się coraz mniejszy, aż zniknął w chmurach pyłu drogowego. W tym momencie jeszcze nie byłemsuszony. Wszystko we mnie Zamarło.

Zamieniłem się w kamień. Droga była długa. Przywieziono nas na dworzec kolejowy. Były tam już Wagony, te same do transportu zwierząt gospodarskich, które teraz stały się symbolem naszej śmierci. Wepchnęli do środka 60, 70 osób. Nie było wystarczającej ilości powietrza, pachniało moczem i potem. stare żelazo.

Kiedy ciężkie drzwi zamknęły się z rykiem i pogrążyliśmy się w zmierzchu, ktoś krzyknął: “to był krzyk zwierzęcy horror.”Pociąg ruszył. Jechaliśmy kilka dni. Straciłem poczucie czasu. Dzień zmieniał się w nocy, ale zawsze stał w powozie zmierzch spaliśmy stojąc lub siedząc na kucki, opierając się na sobie. Wody prawie jej nie dali. Pragnienie było rozdzierające.

Język jest spuchnięty i przyklejony do podniebienia. W kącie stara kobieta umierała w powozie. Była majacząca i wzywała swoje dzieci. Nikt nie mógł jej pomóc. Wszyscy powoli przestaliśmy być ludźmi. Wstyd zniknął. Kiedy wiadro, które służyło jako toaleta, przepełniło się, jego zawartość rozpryskiwała się na podłogę z każdym pchnięciem pociągów. Staliśmy w tym błocie.

Ale najbardziej to nie było przerażające. Najgorsze było to, jak patrzyli na nas strażnicy, kiedy drzwi otwierały się w rzadkich przypadkach na parkingach. Świecili latarkami na nasze twarze. Wybrali. Pamiętam jeden przystanek gdzieś w Polsce. Wysoki oficer SS, z nieskazitelnym kołnierzem, szedł wzdłuż linii, kiedy zostaliśmy wyrzuceni na trochę powietrza i przeprowadzamy zmarłych.

 

Related Posts