Podczas wojny kobiety pozostawiły słowa, których nigdy nie można było wypowiedzieć na głos. To, co teraz usłyszysz, jest jedną z tych historii. Nazywam się Anna Kovaleva. Mam teraz 87 lat. I prawie przez całe życie milczałem o tym, co zrobiono mi za drutem kolczastym.

Wstaje w nocy jak wartownik i potrząsa Tobą za ramię. Zacząłem mówić teraz, ponieważ w ostatnich latach zacząłem słyszeć, jak ludzie łatwo mówią słowa o nienawiści i innych ludziach, jakby to była tylko rozmowa. A dla mnie to zapach mokrego drewna, zimno żelaza na skórze i dźwięk nożyczek, które tną Nie włosy, ale ludzką godność.

Przed wojną mieszkałem pod Smoleńskiem, we wsi niedaleko Vezmy. Pracowałem w szkole, uczyłem dzieci czytać i pisać, [muzykę], a wieczorami pomagałem mamie w domu. Mój ojciec poszedł na front w pierwszych miesiącach, a jego listy przychodziły rzadko, a potem przestały.

Latem 1942 r.front ponownie się zbliżył, a powietrze było stale gęste od dymu. Chowaliśmy chleb w piwnicy, wymienialiśmy rzeczy na ziemniaki, słuchaliśmy nucących w nocy samolotów . Nie byłam bohaterką. Po prostu pozostałem uparty i przekazywałem notatki partyzantom przez leśniczego, którego znałem, Siergieja.

Przez dwie noce ukrywała na strychu wczesnego Posłańca imieniem Grisha, [muzyka] a raz odmówiła prania ubrań niemieckiego oficera, który wszedł do naszego domu, jakby był tu szefem. Zostałem zabrany jesienią, pod koniec października. Pamiętam dokładny dzień nie według kalendarza, ale według pogody. Pierwszy mokry śnieg, który natychmiast zamienił się w błoto.

Dwóch żołnierzy i tłumacz, miejscowy, z oczami, które unikały patrzenia prosto przed siebie. Nazwał mnie podejrzliwym i powiedział, że mają napiwek. Mama chwyciła mnie za rękaw i szepnęła, że powinienem się na wszystko zgodzić, żeby pozostać przy życiu. Odwróciłem się, żeby na nią spojrzeć i to była ostatnia rzecz, jaką widziałem w moim starym życiu.

Jej ręce były czerwone od zimna, a chusteczka [była poplamiona ciemnymi łzami. Zostaliśmy przewiezieni ciężarówką z plandeką i bez okien. Zapach był gęsty, jak zupa, pot, mocz, mokra wełna, strach. Obok mnie siedziała dziewczyna o imieniu Zoya. Trzymała się za brzuch, jakby ukryty był tam ostatni ciepły kawałek świata.

Naprzeciwko była starsza od nas Lydia z cichym głosem nauczyciela. Próbowała szeptać modlitwę, [muzyka] ale jej słowa się splątały. Kiedy samochód odbił się od dziur, uderzyliśmy się w ramiona i nie przepraszaliśmy. Nie było siły na uprzejmość. Najpierw było więzienie, potem kolejny obóz przejściowy, potem pociąg.

W wagonie dla bydła drzwi były zamknięte na rygiel, a ciemność stała się osobnym stworzeniem. Ludzie oddychali tak blisko, że czułam czyjś oddech na policzku. Ktoś walił w ścianę i krzyczał, że [muzyka] jest dzieckiem, że potrzebuje powietrza. Nie było odpowiedzi. Czasami pociąg zatrzymywał się, a potem zimny przeciąg przenikał przez szczeliny i słychać było krótkie Niemieckie polecenia, szczekanie psów i ciężkie, spokojne kroki, jakby szli do normalnej pracy.

Pierwszy raz zobaczyłem obóz o świcie. Najpierw mgła nad wodą i nagie drzewa, potem wieże, drut, a nawet linie baraków. Było to miejsce w pobliżu Fürstenberg na Havel, obóz Ravensbrück. Nazwę nauczyłem się później, ale uczucie przyszło natychmiast. To tak, jakbyś nie trafił do więzienia, ale do systemu, który wie, jak szlifować ludzi tak gładko, jak Młyn Miele ziarno.

Ustawiliśmy się na placu apelowym. Ziemia była zamarznięta, ale na wierzchu [muzyka] było cienkie, śliskie błoto. Stałem tam i myślałem o tym, jak w szkole uczyłem dzieci, jak prawidłowo trzymać długopis. A teraz ręce mi się trzęsły ze strachu i nie mogłem nawet wstrzymać oddechu.

[muzyka] najpierw zabrali nam imiona, dali nam numery, a imiona stały się niebezpiecznym luksusem, który można było wymawiać tylko szeptem w nocy. Potem zabrali rzeczy, [muzykę] i zobaczyłem, jak znika ludzki nawyk porządku. Sukienka [muzyka], którą oszczędzałam na święta, skończyła w stosie brudnej tkaniny, jakby to nie było moje życie, ale czyjeś śmieci.

Potem [muzyka] zabrali nas do pokoju, w którym było zbyt ciepło i pachniało corbolin. Stała tam kobieta w mundurze, wysoka, o pozbawionej wyrazu twarzy. Później nauczyłem się jej imienia. Irmgort, naczelniku. Patrzyła na nas tak, jak się patrzy na worki z ziemniakami. Ile możesz wyjąć, ile zepsuje, ile trzeba wyrzucić.

I tam [muzyka] wydarzyło się coś, co na zawsze zmieniło moje poczucie siebie. Usadzili nas na stołkach, [Muzyka] i jedna kobieta po drugiej wymyślała nożyczki. Nożyczki klikały jak owady. kiedy nadeszła moja kolej, złapali mnie za włosy i Ostro pochylili do przodu. Próbowałem wstać.

Ale dłoń przycisnęła mnie do tyłu, [Muzyka] i poczułem, jak ostrze dotyka skóry z tyłu głowy. W tym momencie [muzyka] zdałem sobie sprawę, że nie chodzi o higienę, chodzi o to, żebyś przestał rozpoznawać siebie w lustrze. Włosy opadały na podłogę w mokrych [muzycznych] pasmach. Czułem się, jakby za każdym kliknięciem mówili mi: “nie jesteś już kobietą, nauczycielką, [muzyką] ani córką, jesteś przedmiotem.

“Przesunąłem dłonią po głowie, a to, co pozostało na moich palcach, to nie kosmyk włosów, ale zimna, szorstka skóra. [muzyka] po strzyżeniu zabrali nas pod prysznic. Woda czasami płonęła, czasem zamieniała się w lód. Ktoś krzyczał, ktoś śmiał się histerycznie. Stałem tam i nie mogłem zmusić się [muzyka] do płaczu.

Łzy wydawały się utknąć gdzieś głęboko. Potem dali nam pasiaste [muzyczne] ubrania, które nie ogrzewały nas, i drewniane buty, które natychmiast sprawiały, że nasze stopy [muzyka] wydawały się dziwne. W koszarach spotkałem Ninę, pielęgniarkę z okolic Leningradu. Była chuda, ale trzymała się prosto, jakby wciąż miała w sobie jakąś dyscyplinę .

Nina nauczyła mnie najważniejszej rzeczy w obozie: nie marnuj energii na myśli, które niczego nie zmienią, i zachowaj oddech. Powiedziała: “Jeśli zaczniesz krzyczeć w głowie, umrzesz [muzyka] przed swoim ciałem.”Była też Marta, Polka, która umiała szyć i potrafiła ukryć [muzykę] kawałek nici w ciągu minuty, żeby nikt go nie znalazł.

A w nocy, kiedy strażnicy chodzili z latarniami, [muzyka] obok nas leżała cicha raya, bardzo młoda, a jej ramiona trzęsły się, jakby [muzyka] wciąż słyszała strzały. Reżim był prosty i nieskończony. Wstań przed świtem [muzyka], ustaw się w kolejce, licz, pracuj, licz ponownie, pracuj ponownie. Chleb [Muzyka] był czarny i wilgotny, jak Ziemia.

Related Posts