Okrutny dół – gdzie niemieccy żołnierze zmuszali radzieckie kobiety do błagania o śmierć

To świadectwo zostało napisane przez Irinę Michajłowną Sokołową w latach 1987-1989, dwa lata przed jej śmiercią. Przez 44 lata milczała o tym, czego doświadczyła w slumsach Mińska. Oto jej słowa:

Nazywam się Irina Michajłowna Sokołowa. Mam 67 lat. Przez większość życia zachowywałem się tak, jakby lata 1942-1944 nigdy nie istniały. Zachowałem się tak, jakby 21-letnia dziewczynka, którą wtedy byłem, zginęła daleko, w bitwie zapomnianej przez wszystkich. Ale ona nie umarła; przeżyła. A teraz, z drżącymi rękami i ciężkim sercem, muszę wam powiedzieć, co się stało w tej piwnicy w Mińsku. Bo jeśli teraz tego nie zrobię, prawda umrze ze mną. A inne kobiety, które tam były—te, które nie przeżyły, by dawać świadectwo-pozostaną na zawsze milczące.

Byłem nauczycielem literatury. Uczyłem dzieci Puszkina i Tołstoja w małej szkole na obrzeżach Mińska. Moje życie było proste, przewidywalne, przerywane książkami i śmiechem moich uczniów. Kiedy Niemcy przybyli w czerwcu 1941 r., wszystko zmieniło się w ciągu kilku dni. Zajęcia ustały, rodziny zaczęły znikać i, jak wiele innych, zacząłem robić, co mogłem, aby pomóc.Regały na książki

To nie było nic heroicznego. Po prostu ukrywałem żywność przeznaczoną dla niemieckich baraków i rozdawałem ją głodującym rodzinom. Ukrywałem fałszywe papiery dla Żydów próbujących uciec. Małe rzeczy, które w mojej naiwności wydawały mi się mieć znaczenie.

To świadectwo zostało napisane przez Irinę Michajłowną Sokołową w latach 1987-1989, dwa lata przed jej śmiercią. Przez 44 lata milczała o tym, czego doświadczyła w slumsach Mińska. Oto jej słowa:

Nazywam się Irina Michajłowna Sokołowa. Mam 67 lat. Przez większość życia zachowywałem się tak, jakby lata 1942-1944 nigdy nie istniały. Zachowałem się tak, jakby 21-letnia dziewczynka, którą wtedy byłem, zginęła daleko, w bitwie zapomnianej przez wszystkich. Ale ona nie umarła; przeżyła. A teraz, z drżącymi rękami i ciężkim sercem, muszę wam powiedzieć, co się stało w tej piwnicy w Mińsku. Bo jeśli teraz tego nie zrobię, prawda umrze ze mną. A inne kobiety, które tam były—te, które nie przeżyły, by dawać świadectwo-pozostaną na zawsze milczące.

Byłem nauczycielem literatury. Uczyłem dzieci Puszkina i Tołstoja w małej szkole na obrzeżach Mińska. Moje życie było proste, przewidywalne, przerywane książkami i śmiechem moich uczniów. Kiedy Niemcy przybyli w czerwcu 1941 r., wszystko zmieniło się w ciągu kilku dni. Zajęcia ustały, rodziny zaczęły znikać i, jak wiele innych, zacząłem robić, co mogłem, aby pomóc.Regały na książki

To nie było nic heroicznego. Po prostu ukrywałem żywność przeznaczoną dla niemieckich baraków i rozdawałem ją głodującym rodzinom. Ukrywałem fałszywe papiery dla Żydów próbujących uciec. Małe rzeczy, które w mojej naiwności wydawały mi się mieć znaczenie.

Pod ciekawym spojrzeniem innych żołnierzy poprowadzono mnie przez dziedziniec do głównego budynku. Zeszliśmy po spiralnych kamiennych schodach, które cuchnęły pleśnią i rozkładem. Światło zmniejszało się z każdym krokiem, aż dotarliśmy do piwnicy. Tam było zimno, znacznie zimniej niż w celi. Kamienne ściany pokryte były zielonkawym szlamem, a podłoga była przemoczona. Wszędzie kałuże wody i szum kapiącej wody odbijały się echem w ciszy.

Pośrodku tej wilgotnej, ciemnej przestrzeni zobaczyłem coś, co zapierało mi dech w piersiach: okrągły dół o średnicy około dwóch metrów, wcięty w ziemię. W pobliżu leżał ciężki żelazny ruszt. Zajrzałem do środka i zobaczyłem tylko ciemność i wodę. Usłyszałem szum wody płynącej pod nim i poczułem silny smród rozkładu unoszący się z dołu.

Jeden z żołnierzy-blond młodzieniec z pustym spojrzeniem-kazał mi w złamanym rosyjskim: “zdejmij płaszcz i buty.”Zacząłem drżeć nie z zimna, ale z przerażenia, którego nigdy nie znałem. Zapytałem go, co mi zrobią, ale nie odpowiedział. Po prostu powtórzył rozkaz, trzymając rękę na pistolecie. Zdjąłem gruby wełniany płaszcz i filcowe buty. Pozostało mi tylko lekka sukienka i podarte Pończochy. Zamarzłem.

Potem mnie zmusili. Drewniana drabina opierała się o bok dołu. Schodziłem krok po kroku iz każdym ruchem czułem dalszy spadek temperatury. Kiedy moje stopy dotknęły DNA, lodowata woda sięgała mi do kostek. Było tak zimno, że poczułem mdłości. Spojrzałem w górę i zobaczyłem dwóch żołnierzy, którzy mnie obserwowali. JEDEN się uśmiechał, drugi zapalał papierosa. Potem usunęli drabinę. Słyszałem metaliczny brzęk rusztu umieszczonego nad otworem, kliknięcie zatrzasku, a potem odgłos odsuwania butów.

Byłem sam. Sam w tej wąskiej dziurze, w której woda sięgała mi do kostek, otoczony kamiennymi murami pokrytymi błotem. Nie było światła, tylko słaby promień filtrujący przez kratkę u góry. Próbowałem się ruszyć, ale przestrzeń była tak ciasna, że łokcie uderzały o ściany za każdym razem, gdy próbowałem podnieść ręce. Nie można usiąść, nie można się położyć. Mogłem stać tylko w lodowatej wodzie, w niemal całkowitej ciemności.

Przez pierwsze piętnaście minut starałem się zachować spokój. Wziąłem głęboki oddech i próbowałem przekonać siebie, że to tylko ulotne uczucie. Ale woda była tak zimna, że nogi prawie natychmiast zaczęły mnie boleć. Zdrętwiały mi palce u nóg. Próbowałem pocierać ręce, aby je rozgrzać, ale to nie było pomocne. Zimno było wszędzie: w wodzie, na ścianach, a nawet w wilgotnym powietrzu, którym oddychałem.

Pół godziny później zaczęły się dreszcze. Najpierw łagodny, potem gwałtowny. Moje zęby gadały tak głośno, że bałem się, że pękną. Moje nogi zaczęły boleć z wymuszonej pozycji. Próbowałem usiąść przez kilka sekund, aby zmniejszyć ciśnienie, ale woda podniosła się do mojej talii, mocząc sukienkę. Mokra tkanina przylgnęła do mojej skóry, pochłaniając trochę ciepła, które mi zostało. Szybko wstałem, ale teraz byłem całkowicie przemoczony i drżałem jeszcze bardziej.

Wtedy zacząłem słyszeć odgłosy: nie tylko kapiącą wodę, ale także drapanie i ruch. Szczury. Zdałem sobie sprawę, że nie jestem sam. Byli na ścianach, poruszali się w wodzie. Nie widziałem ich, ale czułem ich obecność. W pewnym momencie coś dotknęło mojej nogi i krzyczałem. Mój krzyk odbił się echem w dole i wrócił przez dziurę. Słyszałem śmiech nade mną. Żołnierze słuchali. Czekali na to.

Straciłem poczucie czasu. Nie wiem, czy byłem tam przez godzinę, dwie czy trzy. Wszystko było pomieszaniem: ból, zimno, strach, ciemność. Moje myśli rozproszyły się. Pamiętam, jak moja matka śpiewała mi, kiedy byłem dzieckiem. Pamiętam, jak moi uczniowie czytali poezję. Przypomniałem sobie ciepło słońca na mojej skórze. Ale te wspomnienia wydawały się nierealne, jakby należały do czyjegoś życia.

Najgorsze nie był ból fizyczny, ale uczucie znikania. Moja osobowość, wszystko, czym byłem, zdawało się rozpuszczać pod zimnem i całkowitą samotnością. Zacząłem mówić do siebie, żeby usłyszeć ludzki głos. Powiedziałem głośno moje imię: “Irina. Irina Michajłowna Sokołowa. Nauczyciel. Córka Michaiła.”Próbowałem sobie przypomnieć, kim jestem, ponieważ czułem, że otchłań pochłania mój umysł tak samo jak moje ciało.

Nie wiem, ile czasu minęło, zanim w końcu po mnie przyszli. Godziny, może wieczność. Usłyszałem kroki, skrobanie metalu i Brama się poruszyła. Przyćmione światło z piwnicy oślepiło mnie. Drabina została opuszczona, a głos kazał mi się wspiąć. Próbowałem się ruszyć, ale moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Upadłem na kolana w wodzie i ostry ból przeszył mnie, gdy krew próbowała wrócić do moich kończyn.

Z wielkim trudem udało mi się wspiąć po drabinie. Każdy krok był torturą. Na szczycie praktycznie nieśli mnie dwaj żołnierze; nie mogłem stać. Moje mięśnie były sztywne jak drewniana lalka. Moje ubrania były przemoczone, Moje usta niebieskie, a ja drżałem tak bardzo, że nie mogłem mówić.

Wrzucili mnie do celi Komunalnej. Inne kobiety owinęły mnie cienkimi kocami i próbowały ogrzać własnym ciałem. Przez całą noc miałem gorączkę. Natasza trzymała mnie w ramionach i szemrała modlitwy. Olga, Pielęgniarka, masowała moje nogi, aby przywrócić krążenie. Byłem majaczący, widząc twarze z przeszłości. Przez chwilę myślałem, że umrę—i część mnie była zadowolona. Śmierć wydawała się lepsza niż powrót do tego zapomnianego przez Boga miejsca.

Ale nie byłem martwy. Rano jeszcze żyłem. Moje ciało było bardziej odporne, niż sobie wyobrażałem. Trzy dni później, kiedy w końcu mogłem wstać, żołnierze wrócili. Kiedy usłyszałem moje imię na korytarzu, miałem złe przeczucia. Wiedziałem dokładnie, dokąd mnie zabierają.

Drugi raz był gorszy, bo wiedziałem, czego się spodziewać. Tym razem zostawili mnie tam na osiem godzin. I postanowili dodać kolejną udrękę: co godzinę żołnierz podchodził do bramy i wylewał mi na głowę wiadro lodowatej wody. Za każdym razem, gdy moje ciało próbowało przystosować się do zimna, uderzał mnie kolejny podmuch lodowatej wody. Słyszałem, jak się śmieją na górze. To była ich rozrywka.

Po raz drugi coś we mnie pękło. Nie czułem już gniewu, tylko Głębokie zmęczenie i pragnienie, aby się skończyło. Zdałem sobie sprawę, że nie tylko mnie karzą; chcieli mnie złamać psychicznie. Chcieli, żebym błagał ich, żeby zostawili mnie w spokoju.

W ciągu następnych kilku miesięcy byłem zamknięty w tej dziurze dziewięć razy. Używali go do najmniejszych rzeczy: jeśli nie wstałem wystarczająco szybko, gdy wszedł oficer, lub dlatego, że znaleźli kawałek chleba, którym próbowałem się podzielić. Za każdym razem był to cykl nieustannego zimna i ciemności.

Inne kobiety spotkały ten sam los. Nataszę wrzucono do dołu tydzień po mnie na dwanaście godzin. Kiedy ją wyciągnęli, nie mogła mówić. Zmarła trzy dni później na zapalenie płuc. Była też Maria, która miała zaledwie 19 lat. Została rzucona cztery razy. Po raz czwarty wróciła z głębokimi ranami na nogach, gdzie zaatakowały ją szczury. Bez lekarstw obserwowaliśmy, jak więdnie z gangreną. Była Lydia, która śpiewała w dole, dopóki jej głos nie zniknął na zawsze.

Poznałem nazwiska strażników. Oberscharführer Kurt Weber wydał rozkazy; wyglądał jak dyrektor szkoły, a nie Potwór. Unterscharführer Hans Müller był młodym człowiekiem, który mechanicznie wylał wodę. A potem był Stefan, najokrutniejszy z nich wszystkich. Wrzucił kamienie do dołu, a nawet oddał do niego mocz, gdy byłem w środku. Upokorzenie było głębsze niż fizyczny ból.

To był systematyczny charakter, który był naprawdę diaboliczny. Pit nie był aktem impulsywnego gniewu; to była metoda. Skrupulatnie zapisali czas potrzebny na złamanie kobiety. To było biurokratyczne zło, okrucieństwo przebrane za naukę.

Zima 1942-1943 była najtrudniejsza. Na zewnątrz było -20°C. Woda w dole zaczęła zamarzać na krawędziach. W lutym do naszej celi wrzucono Żydówkę o imieniu Sophia. Straciła męża i dzieci. Była zamknięta w dole na szesnaście godzin. Prawie umarła, ale trzymała się życia z wytrwałością, o której nigdy nie wiedziałem, że ją posiada. Stała się moim filarem siły. Nauczyła mnie, że przetrwanie jest formą oporu, odmową usunięcia się z własnej tożsamości.

Wiosną 1943 roku słychać było huk sowieckiej artylerii. W lipcu zostałem wrzucony do dołu po raz dziewiąty i ostatni. Zostawili mnie tam na 24 godziny. Prawie umarłem. Moje ciało zaczęło się zamykać i miałem halucynacje. Kiedy mnie wyciągnęli, byłem chudy jak worek pszenicy. Nie pamiętam następnych trzech dni, ale inne kobiety uratowały mnie, ogrzewając moje serce.

W sierpniu Niemcy rozpoczęli ewakuację, gdy zbliżała się Armia Czerwona. 23 sierpnia 1943 roku obudziliśmy się w milczeniu. Strażnicy zniknęli. Byliśmy wolni. Ale ta wolność miała dziwny smak. Z szesnastu kobiet w naszej celi przeżyło tylko siedem. Pozostali zmarli z powodu choroby, wyczerpania lub infekcji.

Po wojnie nie mogłem już uczyć. Nie mogłem stanąć przed dziećmi i udawać, że świat ma sens. Pracowałem w fabryce-prosta, powtarzalna praca. Nikomu nie powiedziałem o kopalni. Bałem się, wstydziłem i myślałem, że nikt mnie nie zrozumie.

Sophia zmarła na gruźlicę w 1951 roku. Jej ostatnie słowa brzmiały: “powiedz im, Ira. Nie pozwól im zapomnieć.”Ale nic nie powiedziałem. Ożeniłem się z dobrym człowiekiem, Peter, i miał dwoje dzieci. Starałam się być dobrą matką, ale część mnie była nawiedzana przez tę traumę. Najmniejszy dźwięk kapiącego kranu może wpędzić mnie w panikę. Moje dzieci wiedziały, że ich matka była “zepsuta” w sposób, którego nie rozumiały.

Dopiero w 1977 roku w końcu znalazłem odwagę, by to napisać. Moja córka dała mi notatnik i powiedziała: “napisz to dla swoich wnuków.”Zapisałem imiona kobiet i strażników. Nie wiem, czy ci ludzie byli kiedykolwiek pociągnięci do odpowiedzialności za swoje czyny, ale piszę to, ponieważ prawda ma wartość.

Pit już nie istnieje w Mińsku. Budynek został zburzony w latach 60., aby zrobić miejsce dla mieszkań. Żadnej tablicy, żadnego pomnika. To tak, jakby to się nigdy nie wydarzyło. Ale tak się stało. Byłem tego świadkiem, a teraz ty też.

Nazywam się Irina Michajłowna Sokołowa. Byłem profesorem literatury. Byłem więźniem. Byłam kobietą wrzuconą do dołu, żeby ją złamać, ale nie byłam złamana. Przeżyłem. Po 44 latach milczenia opowiadam swoją historię i historie tych, którzy nie mogli mówić. To jest prawda, którą świat próbował pogrzebać, ale już nie jest pochowany. Wymaga wysłuchania.

Irina Michajłowna Sokołowa zmarła w listopadzie 1991 roku w wieku 70 lat. Z 43 kobiet, które podobno wrzucono do dołu w Mińsku w latach 1942-1944, tylko siedem przeżyło do wyzwolenia.

 

Related Posts