“Jesteś zbyt piękna, by umrzeć”. – straszny los dziewcząt mieszkających w ” specjalnym bloku
Zanim otworzę drzwi do najnudniejszego budynku obozu, do tego miejsca, w którym musiałeś poświęcić swoją duszę, aby przeżyć, poświęć chwilę. To historia wymuszonego wstydu, nieusuwalnej plamy, którą tysiące kobiet zabrały ze sobą do grobu. Jeśli uważasz, że wszystkie ofiary zasługują na wysłuchanie, nawet skazane, zasubskrybuj kanał “zakazana Tajna wojna”. Kliknij dzwonek, Za jego pomocą możesz zrezygnować z zapomnienia.
I powiedz mi w komentarzach, gdzie oglądasz ten film dziś wieczorem. Lyon, Bruksela, Montreal czy Algieria? Twoja obecność jest naszą siłą. A teraz przygotuj się. Zapomnij na chwilę o komorach gazowych. Było miejsce, w którym nie zabijano ciał, ale zabijano sumienie noc po nocy.
Jesteś zbyt piękna, by umrzeć.
1. Część II: Przeklęty wybór
Jestem zbyt piękna, by umrzeć. Nazywałam się Lena. W 1943 roku miałem 22 lata. Byłam warszawską pianistką, dziewczyną z dobrej rodziny, która uwielbiała jedwabne sukienki. Ale kiedy pociąg zatrzymał się na płycie postojowej w Birkenau, już mnie nie było – tylko rząd czekających, pokrytych błotem i drżących z zimna w czarnym listopadowym błocie pośniegowym. Trap zamienił się w przeddzień piekła: oślepiające reflektory, szczekanie wilczaków, krzyki esesmanów.
“Routh! Schnell! Wysiadaj, szybko!”Były tysiące ludzi wyładowywanych z wagonów do przewozu bydła. Zapach był nie do zniesienia – zapach spalonego mięsa, słodki i tłusty, który sprawiał wrażenie gardła. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, co to jest. Myślałem, że to fabryka. Trzymałem za rękę moją młodszą siostrę Annę. Miał piętnaście lat. Chudy i przestraszony. – Nie pozwól mi odejść, Lena! – krzyknął. – Nie puszczaj!
Dotarliśmy do człowieka, który przypieczętował nasz los. Wyglądała nieskazitelnie w swoim szaro-zielonym mundurze, a jej błyszczące buty odbijały światło reflektorów. W ręku trzymał kij dowodzenia. LEWA, PRAWA, LEWA, PRAWA-śmierć, życie. Kiedy nadeszła moja kolej, podniosłem głowę. To był głupi odruch, resztki mojej dawnej dumy. Chciałem umrzeć na stojąco. Oficer zatrzymał się. Nie podniósł ręki. Spojrzał na mnie. Nie patrzył na moją żółtą gwiazdę ani na brudne ubrania. Patrzył na moją twarz. Spojrzał na moje wysokie kości policzkowe, zielone oczy, usta, jeszcze nie oszpecone głodem. Uśmiechnął się-ledwo zauważalny, wyrozumiały uśmiech, jak człowiek, który znajduje perły w kupie śmieci. Wyciągnął rękę w skórzanej rękawiczce i dotknął brody. – Sean-mruknął. Następnie wypowiedział zdanie, które stało się dla mnie wiecznym przekleństwem: “jesteś zbyt piękna, by umrzeć.”Najlepsze sklepy odzieżowe
Machnął ręką w inny sposób. Nie w lewo, w kierunku komór gazowych, ani w prawo, w kierunku obozu pracy i powolnej śmierci. Pstryknął palcem i wskazał na ukryty za płotem budynek z czerwonej cegły. – Sonderbau-rozkazał strażnikowi. Poczułem ogromną, zwierzęcą ulgę. Zostałem uratowany. Uścisnąłem dłoń Anny. “Chodź, chodźmy do pracy, jesteśmy uratowani”. Ale strażnik uderzył Annę w ramię kolbą karabinu. “Nie”, krzyknął, ” tylko Ty!”
“Ona jest moją siostrą. Nie odejdę bez niego”.
Uśmiech oficera zniknął. Wykonał wrogi gest ręką. “Mała dziewczynka idzie w lewo. Albo pójdziesz ze mną, albo zejdziesz za nim rurą. Zdecyduj teraz!”
Czas się zatrzymał. Spojrzałem na Annę; płakała, wiedziała. Spojrzałem na rurę, z której w oddali wybuchały płomienie. Gdybym poszedł z nim, oboje bylibyśmy martwi przez godzinę. Gdybym poszedł za strażnikiem, przeżyłbym. Instynkt samozachowawczy to paskudna bestia. Nie zna moralności, tylko strach. Puściłem rękę Anny i cofnąłem się. “Wybacz mi” – wyszeptałem. Wykrzyknął moje imię. “Lena! Lena!”I ja… skręciłem w prawo, prowadzony przez strażnika, moje łzy mieszały się z potem błyszczącym na mojej twarzy. Właśnie popełniłem swoją pierwszą zdradę.
Zabrali mnie do bloku 24. Gdy tylko przekroczyłem próg, doznałem fizycznego szoku. Było gorąco. Śmierć nie pachniała. Pachniało mydłem, gorącą zupą i tanimi perfumami. Poznała mnie kobieta. Był więźniem, ale nosił czyste cywilne ubrania. Jej włosy były starannie ułożone. Miała na imię Magda. Była starszą siostrą obozu, starszym oficerem obozu. Badał mnie, jak mężczyzna badał konia. Dotknął moich rąk, bioder, zbadał zęby. “Masz szczęście” – powiedział ochrypłym głosem. “Jesteś świeża. Kochają nowych ludzi”.
“Gdzie jestem?”- zapytałam, waląc zębami. – To ambulatorium? – co? – spytałem.
Magda roześmiała się przerywanym, cynicznym śmiechem. – Ambulatorium? Nie, moja droga, to pawilon radości, Freudenabteilung. Nie umieramy tu z głodu. Pracujemy w pozycji leżącej.
Rozumiem. Ziemia zadrżała mi pod stopami. To nie był warsztat szycia. To nie była kuchnia. To był burdel. Burdel w środku fabryki śmierci. – Nie – cofnęłam się do drzwi. – nie mogę. Jestem muzykiem”.
Magda uderzyła mnie dźwięcznym policzkiem. “Posłuchaj mnie, księżniczko. Po drugiej stronie ogrodzenia twoi przyjaciele zamienią się w dym. Oto twoje łóżko. W Twojej zupie jest mięso. Oto gorąca woda. Złapał mnie za ramię i potrząsnął mną. “Cena to tylko twoje ciało, to wszystko. Ciało trzeba umyć, śmierci nie można zmyć. Więc weź prysznic, załóż tę sukienkę i uśmiechnij się, bo jeśli nie zadowolisz klienta, jutro rano wrócisz na scenę. Rozumiesz?”Najlepsze sklepy odzieżowe
Myślałem o Annie. Pomyślałem, że może nie żyje. Gdybym wrócił do poręczy, jego śmierć byłaby bezcelowa. Musiałem przeżyć, żeby to zobaczyć, zapamiętać. Powiedziałem sobie, żeby nie zwariować, wiesz? W czwartek zabrano mnie pod gorący prysznic – prawdziwa Obsługa klienta. Otarłam skórę. Chciałem zmyć brud, ale przede wszystkim chciałem pozbyć się wrażenia, jakie pozostawiła ręka strażnika na brodzie. Dostałem sukienkę-niebieską jedwabną sukienkę, prawdopodobnie skradzioną z bagażu kobiety wysłanej do komory gazowej po przyjeździe.
Wciąż czułam zapach jego perfum. Zrobili mi makijaż, pomalowali spierzchnięte usta karminową czerwoną szminką. Kiedy zobaczyłem siebie w pękniętym lustrze w łazience, nie rozpoznałem siebie. Nie byłam już młodą pianistką. To dziecko. Zepsuta lalka pomalowana na kolory życia, ale martwa w środku.
Mam numer 7. Był mały, ale w środku było prawdziwe łóżko z pościelą. Na stoliku nocnym leżał kawałek chleba – biały chleb-i kromka kiełbasy. Mój żołądek skurczył się, głód mnie przytłoczył. Wziąłem chleb i zjadłem go ze zwierzęcą chciwością i nagle zdałem sobie sprawę, że ten chleb był kosztem mojej siostry. Zwymiotowałem. Zwymiotowałem wszystkim.
Słyszałam hałas z zewnątrz. Czas przeczytać wieczorny harmonogram dla reszty obozu. Podeszłam do zakrytego okna. Zobaczyłam przechodzącą kolejkę kobiet – “pasiastych”. Byli Siwi, kościści, z ogolonymi głowami i uderzali drewnianymi kapciami w błoto. Zobaczyli moje oświetlone okno. Zobaczyli mnie-mnie z długimi włosami, szminką, w jedwabnej sukience. Myślałem, że patrzą na mnie z zazdrością, ale tak nie było. Ich oczy były pełne nienawiści. Jakaś kobieta splunęła przez moje okno. “Cholera!”- krzyknął. “Ty suko, jesz nasz chleb?”
Przerażona cofnęłam się. Byłam obiektem, ale zdradziłam moje cierpiące siostry. Zmieniłam strony. Współtworzyłam Horror. Siedziałam na łóżku drżąc. Drzwi się otworzyły. Weszła Magda. – Przygotuj się-powiedział chłodno. “Drzwi otworzą się za dziesięć minut. Dziś kolej na odbiorców. Są okrutni, ale przynoszą papierosy”. Wkrótce przybył pierwszy gość i zdałem sobie sprawę, że w Auschwitz nie można po prostu umrzeć w komorze gazowej.