To, z czym musi się teraz mierzyć, przerosło jej najśmielsze obawy. Dramatyczne wieści o spadku, który zamiast wsparciem, stał się potężnym ciężarem. Gwiazda sieci przerywa milczenie i wyjawia całą prawdę o swojej sytuacji.
Rodzina Clarke z poważnymi kłopotami finansowymi
Historia rodziny Clarke’ów to gotowy scenariusz na serial, w którym sielanka nagle zderza się z brutalną rzeczywistością. Dominika i Vincent, rodzice jedenaściorga dzieci, porzucili podkarpacki Horyniec-Zdrój dla egzotycznej wyspy Koh Lanta. I choć życie w Tajlandii kojarzy się z palmami, ich codzienność to raczej logistyczna walka: rehabilitacja wcześniaków, kontrole lokalnych służb i wieczne tłumaczenie się przed internautami.
Ostatnio jednak nad ich azjatyckim rajem zebrały się ciemne chmury, a powód przyszedł prosto z Polski. Okazało się, że wielka ucieczka przed rutyną nie oznacza ucieczki przed polską biurokracją. Pani Dominika przeżyła szok, gdy po zalogowaniu się na konto bankowe zobaczyła zajęcie komornicze. Kwota? Astronomiczna, bo dług urósł z 17 do 60 tysięcy złotych.
Wchodzę na drugie konto — zajęte przez komornika. Wszystkie moje konta są zajęte.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że problem nie wyniknął z ich rozrzutności, a z przeszłości. Chodzi o zaległy rachunek po zmarłej mamie pani Dominiki. List z urzędu, który mógłby wyjaśnić sprawę wcześniej, utknął gdzieś w drodze, a gdy koleżanka w końcu go otworzyła, było już po herbacie. Mechanizm zadziałał bezlitośnie – brak kontaktu oznaczał narastające odsetki i wejście komornika na środki, które miały zapewniać byt tak licznej gromadce.
Tak to jest w życiu kochani, człowiek myśli, że wszystko jest ogarnięte, a jednak zawsze jakiś kop od życia – mówiła zapłakana Dominika Clarke.
Nowe problemy rodziny Clarke “To wszystko robimy po coś”
Dominika wyznała ostatnio, że mimo wcześniejszych ustaleń sądowych, na jej konto wszedł komornik. Sytuacja wygląda na patową, a ona sama nie kryje zdziwienia, że system zadziałał tak bezwzględnie.
W całej tej sprawie kluczowe okazuje się pojęcie dobrodziejstwa inwentarza. Mówiąc najprościej, jest to zasada spadkowa, która chroni spadkobiercę przed spłacaniem długów przekraczających wartość tego, co faktycznie dostał w spadku. Jeśli więc ktoś zostawił po sobie dom wart 100 tysięcy i długi na milion, to osoba przyjmująca spadek z „dobrodziejstwem” odpowiada tylko do kwoty tych 100 tysięcy. Reszta jej nie interesuje. Prawnik pani Dominiki stoi na stanowisku, że tak właśnie powinno to wyglądać w jej przypadku, ale rzeczywistość komornicza, jak widać, rządzi się własnymi prawami.
Jakim cudem po prostu jest zajęcie mojego konta i moich pieniędzy, kiedy wszystko jest zasądzone prawnie?- zastanawia się zrozpaczona Dominika
Reakcje internautów są, jak to zwykle bywa, skrajne. Część osób nie zostawia na Dominice suchej nitki, twierdząc, że to niedopatrzenie spraw i brak pilnowania terminów doprowadziły do obecnego stanu. Padają argumenty, że dorosła osoba powinna mieć porządek w papierach, zwłaszcza przy tak dużej rodzinie i medialnym trybie życia. Z drugiej strony barykady stoją ci, którzy widzą w tym nieuczciwość i opresyjność państwa. Dla nich to dowód na to, że w Polsce przepisy swoje, a życie swoje, i nawet mając rację, można zostać z pustym kontem przez błąd systemu lub urzędniczą nadgorliwość.
Niezależnie od tego, kto ma rację, sytuacja Clarke pokazuje jedno: przepisy dotyczące długów to w Polsce prawdziwe pole minowe. Można mieć prawnika i rację po swojej stronie, a i tak obudzić się z blokadą na rachunku.