Lena-Maria odchrząknęła, jakby chciała podkreślić własne znaczenie w tym domu.
— Marta, kochana — zaczęła niemal czułym tonem — może jeszcze nie rozumiesz, czym jest prawdziwie zjednoczona rodzina. W rodzinie Emila nie ma tajemnic. To, co jest wasze, jest również nasze. Tak żyliśmy od zawsze.
Marta poczuła w sobie ukłucie złości zmieszanej z niedowierzaniem.
— Dom potrzebuje prywatności. A nasze życie osobiste to nie szafa, z której można brać, co się chce — odpowiedziała spokojnie, lecz stanowczo.
Spojrzenie Leny-Marii stwardniało.
— Prywatności? A jaką to prywatność naruszyłam? Chciałam jedynie mieć pewność, że mój syn ma się dobrze. Że niczego przede mną nie ukrywa… albo że ty nie próbujesz oddzielić go ode mnie.
Emil uderzył lekko dłonią w stół.
— Mamo, proszę! To nie o to chodzi.
— Ależ właśnie o to chodzi, Emilu! — uniosła głos jego matka. — Odkąd Marta tu zamieszkała, czuję, jakbym nie miała już żadnego miejsca w twoim życiu!
Marta poczuła ścisk w piersi. Nie chciała zamieniać rozmowy w konflikt między matką a synem, lecz milczenie niczego by nie rozwiązało.
— Lena-Mario, nie zabrałam ci miejsca. Ale para potrzebuje jasnych granic. I wzajemnego szacunku. Kiedy weszłaś tu bez uprzedzenia… kiedy przeszukiwałaś nasze rzeczy… poczułam się naruszona.
Kobieta zacisnęła usta.
— Gdybym wiedziała, że nagrywa mnie kamera, w ogóle bym nie weszła. To upokarzające! Jakbym była złodziejką!
— Nie nagrywałam ciebie — odparła Marta cicho. — Kamera była tam, bo rzeczy zaczęły znikać. Nie spodziewałam się zobaczyć na nagraniu kogoś znajomego.
Cisza, która zapadła, była ciężka i dławiąca. Emil przeczesał włosy dłonią, jakby nie wiedząc, jak kontynuować.
— Mamo… wiem, że chcesz dobrze. Ale przekroczyłaś granicę. I musisz zrozumieć, dlaczego nie możemy dać ci znowu klucza. Nie teraz.
W oczach Leny-Marii pojawiły się łzy — nie ze smutku, lecz z urażonej dumy.
— Dobrze — powiedziała chłodno. — Skoro tego chcecie, więcej tu nie wejdę. Ale nie oczekujcie, że będę się czuła mile widziana, skoro to wy mnie od siebie odpychacie.
Gwałtownie wstała, chwyciła torebkę i ruszyła w stronę drzwi. Emil próbował ją zatrzymać, lecz uniosła rękę, dając mu do zrozumienia, że nie chce dotyku.
— Matka potrafi wybaczyć wiele — wyszeptała. — Ale nie zdradę własnego dziecka.
Drzwi zatrzasnęły się głucho.
Marta i Emil zostali sami, w ciszy tak gęstej, jakby ściany również wstrzymały oddech. Marta spojrzała na niego z niepokojem, a on po raz pierwszy wyglądał na naprawdę zagubionego.
— Co teraz zrobimy? — zapytała cicho.
Emil wziął głęboki oddech.
— Teraz… musimy znaleźć sposób, by ustawić granice właściwie. Razem.