Elisabeth stała przez kilka sekund nieruchomo, jakby próbowała przetworzyć scenę, którą miała przed sobą. Potem odchrząknęła i odstawiła kieliszek na ladę z wyraźnym stuknięciem. Ale nie podeszła od razu. O nie. Ona nigdy się nie spieszyła — najpierw musiała założyć swoją perfekcyjną, sztuczną maskę, zanim zaatakowała.
Zanim jednak zbliżyła się do nas, Daren pochylił się lekko w moją stronę.
— Uśmiechnij się, Lea. Ma uwierzyć, że jesteśmy razem od dawna.
— Ale my nawet się nie znamy — wyszeptałam sztywno, jak marmurowy posąg.
— I właśnie to doprowadzi ją do szału, odparł z łobuzerskim półuśmiechem.
Ujął moją dłoń w swoją tak naturalnie, jakbyśmy rzeczywiście należeli do siebie. Jego dłoń była ciepła, pewna — a ja na krótką chwilę zapomniałam, że to tylko improwizowany spektakl.
Elisabeth zatrzymała się przed nami, jej wzrok natychmiast padając na nasze splecione dłonie.
— Widzę, że… masz towarzystwo — powiedziała, jakby każde słowo sprawiało jej ból.
— Tak, siostrzyczko — odpowiedziałam, prawie nie ukrywając triumfu. — Nie mówiłam ci? Ja i Daren… spotykamy się od jakiegoś czasu.
Daren ścisnął delikatnie moją dłoń — znak, że gra dalej.
— Zgadza się — potwierdził spokojnie. — Chcieliśmy przyjść razem, ale dotarłem odrobinę później. Martwiłem się, że Lea będzie czuła się samotna.
Zobaczyłam, jak mięsień na jej szczęce drga. Maleńki szczegół, ale tak niezwykle satysfakcjonujący.
— Jak… miło — rzuciła fałszywie entuzjastycznym tonem. — Szkoda, że nic nam nie powiedziałaś wcześniej, Lea.
— A uwierzyłabyś? — wzruszyłam ramionami.
Elisabeth na chwilę straciła język — co jej się rzadko zdarzało. Potem, próbując odzyskać kontrolę, spojrzała na Darena.
— I… czym się zajmujesz?
— Inwestycjami w energię odnawialną — odpowiedział spokojnie. — Ale dziś nie chcę mówić o pracy. Przyszedłem tu dla Lei.
Powiedział to wystarczająco głośno, by pobliscy goście mogli usłyszeć. Szepty rozeszły się natychmiast: „Lea i kuzyn pana młodego…”, „Nie wiedziałam, że są razem!”, „Pasują do siebie!”
Po raz pierwszy tego wieczoru poczułam, że mogę oddychać.
Daren przesunął rękę na moje plecy i powiedział:
— Chciałbym z nią zatańczyć, jeśli nie masz nic przeciwko.
Nie czekając na odpowiedź Elisabeth, poprowadził mnie w stronę parkietu, omijając trzynasty stół, jakby nigdy nie istniał. Muzyka złagodniała, światła stały się cieplejsze.
— Teraz możesz oddychać — szepnął.
— Nie rozumiem, dlaczego mi pomagasz — przyznałam szczerze.
— Bo to, jak cię potraktowali, było niesprawiedliwe. I… bo mi się podobasz — dodał naturalnie, bez wahania.
Zatrzymałam się, zaskoczona.
— Przecież dopiero się poznaliśmy.
— Czasem sekunda wystarczy, Lea.
I w tej chwili poczułam, że on już nie gra roli.
A może ja też nie.
Na brzegu parkietu Elisabeth stała osłupiała, patrząc na nas szeroko otwartymi oczami. Trudno jej było uwierzyć, że historia, którą wymyśliłam na szybko — choćby tylko na jedną noc — miała w sobie coś prawdziwego.