Przeskakujemy na stronę 197 braunoksiążki. Tym razem mój „ulubieniec” masakruje czasy panowania Władysława Jagiełły i jego następców.
Pisze że: „Teraz się udaje i stanie się punktem wyjścia do czegoś większego niż przewrót kopernikański, czyli do pełnego przebiegunowania polityki środkowoeuropejskiej. To będzie Grunwald i w perspektywie Chojnice za Kazimierza Jagiellończyka i zmiany, zmiany, zmiany i wiek największej potęgi Korony spowinowaconej z Litwą.”
Ok, przyznam szczerze że mam problem aby zrozumieć co tu poeta miał na myśli. To znaczy – mamy Grunwald, czyli niewątpliwe zwycięstwo koalicji polsko-litewskiej, i mamy Chojnice z 1454 która to bitwa zakończyła się totalną klęską Kazimierza Jagiellończyka. Mimo przewagi liczebnej przewagi wojska polskie i Związku Pruskiego zostały pobite tak srodze pobite że pruskie miasta które wcześniej opowiedziały się antykrzyżacko zaczęły zastanawiać się czy to był aby na pewno dobry pomysł.
Natomiast bez wątpienia klęska pod Chojnicami przyniosła spore zmiany w zakresie polskiej wojskowości. Kazimierz Jagiellończyk na wojnę trzynastoletnią szedł tak jak wcześniej jego ojciec. A przed nim Andegawenowie i Piastowie.
To znaczy – na czele pospolitego ruszenia. Czasy się jednak zmieniły. Rycerz przepoczwarzał się w szlachcica-ziemianina. Walka nie stanowiła już o sensie jego egzystencji a wyprawa wojenna stawała się upierdliwą niedogodnością odrywającą go od ciekawszych zajęć takich jak gospodarowanie majątkiem.
Wzrosła natomiast znacznie rola wojsk zaciężnych – zawodowców żyjących całkowicie z wojny. Żołnierz walczący dla pieniędzy ma swoje wady, owszem. Ale poziomem wyszkolenia i jakością ekwipunku nierzadko przewyższał szlachcica stającego do boju od święta.
Chojnice pokazały to bardzo dobitnie. Tak dobitnie że często uznaje się ją za koniec średniowiecza w Polsce.
Ok, idźmy dalej, bo w tej samej wypowiedzi Braun po raz kolejny udowadnia że się nie zna. Mówi: „Krytycy unii z naszej strony akcentują to, że było to trwałe przesunięcie na wschód i odwrócenie zainteresowania od Śląska i Pomorza. To też był pewien anachronizm, ponieważ na Śląsku wszystko wówczas „grało i kolidowało”, interes się kręcił, panował niekończący się, wieczny pokój. Dopiero rewolucja protestancka, a po stu latach wojna trzydziestoletnia, spowoduje tam dewastacje”.
Pisałam o tym kilka tygodni temu…
Braun totalnie przegapił wojny husyckie z lat 1419-1434. Rejzy husyckie regularnie wpadały na Śląsk łupiąc i paląc szereg miast. Mieszkańcy Barda, Brzegu, Prudnika, Złotoryi oraz masy innych miast i wsi złupionych i spalonych przez heretyków z kielichem na chorągwi pewnie uśmialiby się gdyby ktoś im powiedział że wszystko gra…
Ilustracja pochodzi z portalu turystycznego Turysta w Chojnicach. I jest tak straszna że musiałam się tym z Wami podzielić.
Jeżeli lubicie Szczęść Wtorki i chcecie aby trwały dłużej, albo nie lubicie mnie i chcecie mnie wykończyć to zachęcam do sfinansowania kolejnej książki Brauna o historii Polski. Linki do zrzutek tradycyjnie w komentarzu