— Słuchaj, Aniu, może po prostu ci się wydaje? — zaśmiał się Maksim, podchodząc i obejmując ją za ramiona. — Nie przesadzaj, przecież to tylko krem.
— Nie, Maksim, nie przesadzam — odpowiedziała chłodno. — To nie o krem chodzi. To o granice.
W jego oczach pojawił się cień zniecierpliwienia.
— Boże, z tobą zawsze wszystko musi być pod linijkę. Ręcznik, krem, sukienki w kolorach… Nie można po prostu żyć spokojnie?
— Spokojnie? — powtórzyła z drżącym głosem. — Kiedy obca dziewczyna siedzi w moim domu, przegląda moje rzeczy i udaje, że wszystko jest w porządku?
Z sypialni wyszła Lena, w dresie i z kubkiem kawy.
— Ej, jeśli o mnie chodzi, to ja niczego nie dotykałam, okej? — powiedziała z wyraźną ironią. — Może sama coś przestawiłaś i zapomniałaś.
— Naprawdę? — Anna spojrzała na nią zimno. — A krem na twojej półce w łazience to też „nie dotykałam”?
Lena uniosła brew. — A co, nie można skorzystać odrobinkę? Myślałam, że nie będziesz mieć nic przeciwko.
— To pomyślałaś źle.
Przez chwilę w mieszkaniu panowała cisza. Słychać było tylko szum ulicy za oknem. Maksim spojrzał to na jedną, to na drugą.
— Dobra, dziewczyny, po co te nerwy. Lena i tak zaraz się wyprowadzi…
— Zaraz? — przerwała mu Anna. — Mówiłeś to tydzień temu.
Lena westchnęła, jakby cała sytuacja była dla niej uciążliwa. — Tak, tak, wiem, obiecałam. Ale mieszkanie, które miałam oglądać, okazało się ruiną. Nie będę przecież mieszkać w piwnicy.
— Więc rozumiem, że zamierzasz tu zostać na stałe? — spytała Anna.
— Nie dramatyzuj, Aniu. — Maksim próbował się uśmiechnąć. — Jeszcze kilka dni, obiecuję.
Ale coś w niej pękło.
— Nie, Maksim. Koniec. Albo twoja siostra się wynosi dziś, albo wynoś się razem z nią.
Zapadła cisza. Lena uniosła kubek z kawą i z udawaną obojętnością powiedziała:
— No proszę, zaczęło się. Wiedziałam, że długo nie wytrzymasz.
Maksim odwrócił się do Anny. — Przesadzasz.
— Nie. Przez dwa miesiące zamieniłam swoje życie w hotel, w którym ty nawet rachunku nie płacisz. A teraz mam jeszcze znosić twoją siostrę, która uważa, że może używać moich rzeczy? Nie. Dosyć.
Jego twarz stwardniała. — Wiesz co? Jeśli tak do tego podchodzisz, to może rzeczywiście powinniśmy się wynieść.
Anna poczuła ukłucie bólu, ale nie dała po sobie poznać. — Świetny pomysł.
Przez następne dwie godziny Maksim z Leną pakowali swoje rzeczy. Dwa walizki, torba ze sprzętem fotograficznym, trochę ubrań. Lena wciąż komentowała półgłosem, że „niektórzy mają nierówno pod sufitem”, a Maksim milczał.
Kiedy wyszli, drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem.
Anna długo stała w korytarzu, patrząc na puste miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stały jego buty. Potem powoli zaczęła sprzątać — wycierała szafki, myła podłogę, układała rzeczy na półkach. Każdy ruch był jak sposób na odzyskanie kontroli.
Wieczorem nalała sobie wina, usiadła na sofie i włączyła cicho muzykę. Cisza była dziwnie przyjemna.
Ale następnego dnia, wracając z pracy, znalazła w skrzynce kopertę bez nadawcy. W środku było kilka banknotów i krótka kartka:
„Za rachunki. I przepraszam. M.”
Uśmiechnęła się smutno.
Nie wiedziała, czy to początek nowego rozdziału, czy po prostu kropka w starym. Ale jedno było pewne — od teraz w jej mieszkaniu nikt nie zamieszka bez jej zgody.
I po raz pierwszy od miesięcy, gdy weszła do łazienki, ręcznik był suchy, a krem leżał dokładnie tam, gdzie powinien.