Zamarłam w progu. Serce waliło mi jak oszalałe.
— Mihai… co ty robisz?! — wyszeptałam, a głos mi się załamał.
Odwrócił się gwałtownie. Jego oczy były czerwone, pełne gniewu, ale i zaskoczenia.
— To dziecko musi wreszcie zrozumieć, że świat nie jest zabawą! — krzyknął. — Nie może robić wszystkiego po swojemu!
— Ona ma dziewięć lat! — odpowiedziałam ostrzej, niż sama się spodziewałam. — Dziewięć lat, Mihai!
Cătălina szlochała, skulona przy podłodze, trzymając wciąż mokrą szmatkę.
Podeszłam do niej i uklęknęłam, otaczając ją ramionami.
— Kochanie, wstań. Już dobrze. Mamusiu tu jest… — szeptałam, gładząc jej włosy.
Mihai zrobił krok do przodu.
— Nie ucz jej buntu! — wycedził przez zęby. — Jeśli teraz zacznie ci odpowiadać, za parę lat nie będziemy mieli nad nią żadnej kontroli.
Spojrzałam na niego. W tym momencie zobaczyłam człowieka obcego. Nie mojego męża. Nie ojca mojego dziecka.
— Mihai — powiedziałam spokojnie, ale stanowczo. — Wyjdź z tego pokoju. Natychmiast.
— To mój dom! — ryknął. — Ja tu ustalam zasady!
Wstałam, trzymając Cati przy sobie. Moje ręce drżały, ale głos już nie.
— Nie. To nasz dom. I w naszym domu nikt nie będzie krzyczał na moje dziecko.
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. On z wściekłością, ja ze strachem, ale i determinacją. Potem odwrócił się i trzasnął drzwiami od sypialni.
Cati wtuliła się we mnie jeszcze mocniej.
— Mamusiu, ja nie chciałam… ja tylko rozlałam sok… — wyszeptała.
Zrobiło mi się niedobrze. Za to miał kazać jej klęczeć na kolanach i szorować podłogę?
— To nie twoja wina, maleńka. — Ucałowałam ją w czoło. — Nigdy.
Kilka dni później
Mihai próbował zachowywać się normalnie, jakby nic się nie stało. Ale ja nie mogłam zapomnieć. W nocy słyszałam jeszcze echo jego krzyku, widziałam strach w oczach mojej córki.
Zrozumiałam, że muszę wybierać. Albo mąż, albo spokój i bezpieczeństwo dziecka.
Pewnego wieczoru, kiedy Cati zasnęła, usiedliśmy naprzeciwko siebie w kuchni.
— Mihai — zaczęłam cicho. — Widziałam, co zrobiłeś. To, jak na nią krzyczałeś. To nie była dyscyplina. To było znęcanie się.
Zmarszczył brwi.
— Przesadzasz. Każde dziecko czasem trzeba nauczyć porządku.
— Nie w taki sposób! — podniosłam głos. — Ona nie jest twoim wrogiem. Jest naszą córką!
Przez moment w jego oczach pojawiło się coś jak cień wstydu. Ale zaraz znów stwardniały.
— Ty nic nie rozumiesz. Rozpieszczasz ją.
Westchnęłam ciężko.
— Jeśli jeszcze raz podniesiesz na nią głos w taki sposób… jeśli jeszcze raz zmusisz ją do czegokolwiek przez strach… odejdziemy.
— Odejdziecie? — zaśmiał się gorzko. — I dokąd niby?
Spojrzałam mu prosto w oczy.
— Dokąd trzeba.
Epilog
Nie minął miesiąc, a spakowałam rzeczy swoje i Cati. Znalazłam małe mieszkanie u przyjaciółki. Było ciasno, ale cicho. Pierwszej nocy moja córka zasnęła spokojnie, wtulona we mnie, bez lęku, że ktoś zaraz zacznie krzyczeć.
Mihai dzwonił, pisał, groził i błagał. Ale ja wiedziałam, że nie mogę wrócić.
Bo miłość do dziecka oznaczała, że muszę je chronić. Nawet przed własnym ojcem.
I choć moje serce bolało, wiedziałam jedno: w końcu oddychałyśmy wolno.