Kiedy zapadła noc, mały kościół na wzgórzu pogrążył się w ciszy. Tylko wiatr poruszał starymi dzwonami, które nikt nie powinien był słyszeć o tej porze, bo lina dawno została zdjęta. A jednak — jeden po drugim, ciężkie uderzenia rozległy się w ciemności.
Mieszkańcy wioski wyszli przed domy, spoglądając w stronę wzgórza.
— Ktoś tam jest… — szepnęła kobieta w chustce.
— Nie ktoś. Coś. — poprawił ją starszy mężczyzna, krzyżując się.
Na dźwięk dzwonów wszyscy przypomnieli sobie starą historię, którą powtarzano od pokoleń: że jeśli kościelne serce odezwie się o północy bez ludzkiej ręki, to znaczy, że zmarły nie chce leżeć w ziemi.
Nazajutrz, przy grobie świeżo pochowanego organisty, ziemia była naruszona. Nie wyglądało to jak dzieło zwierząt ani deszczu. Wyraźnie ktoś… albo coś… próbowało wydostać się z wnętrza.
Rodzina, drżąc, poprosiła księdza o powtórne otwarcie trumny. Wszyscy zebrali się przy mogile, choć większość wolała patrzeć z daleka.
Wieko podniesiono.
Organista leżał tam, ale jego dłonie były poranione, paznokcie połamane, jakby walił nimi w drewno z całych sił. Oczy miał otwarte. A na piersi, tam gdzie podczas pogrzebu włożono różaniec, spoczywała teraz zczerniała kartka pergaminu, na której widniał znak przypominający odwrócony krzyż.
— To niemożliwe… — jęknęła wdowa. — Włożyłam mu krzyżyk, nie to!
Ksiądz pobladł, lecz zamiast słów modlitwy wydobył z siebie chrapliwy szept:
— To znaki, których tu nie powinno być… ktoś przywołał go z powrotem.
W tym momencie dzwony zadźwięczały same, choć nikt ich nie dotykał. Organista uniósł lekko głowę, a z jego ust wydobył się cichy dźwięk — nie jęk, nie szept, lecz melodia, którą grał na organach w ostatnią noc przed śmiercią.
Ludzie krzyknęli i zaczęli uciekać. Tylko wdowa pozostała, trzymając męża za zimną rękę.
— Kto to zrobił? — zapytała, a wtedy jego spojrzenie skierowało się ku tłumowi. Jedna z kobiet w czerni odwróciła wzrok i zakryła twarz chustą, ale wszyscy widzieli jej drżące ramiona.
Kiedy ksiądz zerwał pergamin z piersi zmarłego, melodia urwała się nagle, a ciało opadło bezwładnie. Dzwony umilkły.
Ale od tego dnia każdej nocy, gdy zegar wybija północ, mieszkańcy słyszą echo organów dobiegające z kościoła — choć od dawna są tam tylko puste ławy i zakurzone nuty.
Starzy ludzie powtarzają więc szeptem:
„Nigdy nie wkładaj znaków do trumny, bo nie wiesz, kto je tam odnajdzie. I pamiętaj — jeśli usłyszysz nocne dzwony, nie wychodź z domu, bo może to być wołanie nieżywych, szukających towarzysza.”