Spacerowaliśmy po cmentarzu, kiedy moja przyjaciółka wzięła wieniec z grobu, położyła go sobie na głowę i zaczęła się wygłupiać. Nie zapomnę tego, co stało się potem.

Kiedy byłam młoda i głupia, postanowiłyśmy z koleżankami pospacerować po cmentarzu. Cmentarz w naszej wsi znajdował się na samym skraju, obok lasu. Miejsce dość straszne. Z jakiegoś powodu uznałyśmy, że podrażnienie sobie nerwów to dobry pomysł.

I tak spacerowałyśmy, oglądając nagrobki. I tu jedna z moich przyjaciółek zerwała kwiaty z jednego nagrobka. – Nastia, może nie warto?

– spanikowałam. Ale ona tylko roześmiała się głośno. Inne dziewczyny ją poparły. Nastia założyła wieniec na głowę i zaczęła się wygłupiać. Do domów wróciłyśmy późno. Czułam się jakoś nieswojo. Tej nocy miałam straszny sen. Szkielet z wiankiem na głowie wyciągał do mnie swoje kościste ręce i mówił głosem Nastii: „Chodź do mnie, dziewczynko”. Obudziłam się cała spocona. Rano od razu pobiegłam do domu Nastii, poprowadził mnie tam szósty zmysł.

A tam zebrało się mnóstwo ludzi! Rodzice Nastii płakali! –

Co się stało? – zapytałam przerażona ciocię Luba. – Nastia w nocy udusiła się we śnie.

Od razu przypomniał mi się mój sen z rękami sięgającymi do mojej szyi. Byłam przerażona.

Potem porozmawiałam z pozostałymi dziewczynkami. Okazało się, że one też miały ten sen. Olena ze strachu nawet się rozpłakała. To, co stało się z Nastia, bardzo nas przeraziło i postanowiłyśmy powiedzieć o wszystkim dorosłym. – Nie wolno zakłócać spokoju zmarłych! – surowo powiedziała moja prababcia. Zabrano nas do kościoła i obmyto świętą wodą. Po tym sny ustały. Ale to był najstraszniejszy epizod w moim życiu.

Related Posts