– Myślałem o ślubie z portfelem taty i życiu na Malediwach, a tu taka niespodzianka. Chodź kochanie, improwizuj!

– Artem, czy w ogóle mnie słuchasz?

– Co? Tak, Tak, oczywiście, Elin-Artem pośpiesznie wypił herbatę, starając się wyglądać na skupionego.

– Pytam, który kolor jest lepszy na wesele: brzoskwiniowy czy Ivory?

Artem pomyślał. Szczerze mówiąc, w ogóle nie rozumiał różnicy między tymi kolorami, ale postanowił zaryzykować.

Brzoskwiniowy … brzmi solidnie.

Elina prychnęła i potrząsnęła głową.

– Brzoskwinia jest staromodna! Wszystko będzie w Ivory.

Artem skinął głową ze zmęczeniem. Przez dwa miesiące żył jak na polu minowym: przygotowania do ślubu, spotkania z krewnymi, wybór restauracji, przymiarki kostiumów. Ale wszystkie te kłopoty wydawały się drobiazgiem w porównaniu z jego wielkim planem.

“Tutaj poślubię Elinę” – pomyślał – ” i wszystko się zmieni. Życie będzie lśnić nowymi kolorami! Z pieniędzmi jej taty można zapomnieć o pracy. Samochód, mieszkanie, wakacje na Malediwach – oto nowy rozdział mojego życia!»

Elina była córką lokalnego przedsiębiorcy – właściciela firmy budowlanej, o którym krążyły legendy. Niektórzy mówili, że jest fajniejszy niż jakikolwiek Stołeczny oligarcha, inni, że to tylko pokaz, ale Artemu to nie obchodziło. Wydawało mu się, że małżeństwo z Eliną jest bezpośrednim biletem do nieba.

Ślub odbył się na wielką skalę. W restauracji zebrało się całe lokalne “kremowe społeczeństwo”. Teść promieniał z radości, przytulał wszystkich jak polityk na wiecu wyborczym.

– Moje Drogie dzieci! oznajmił podnosząc kieliszek. – Niech ci będzie lepiej niż ja!

Artem, stojąc obok Eliny, już wyobrażał sobie, jak ten Toast zakończy się wręczeniem kluczy do mieszkania lub przynajmniej nowego zagranicznego samochodu. Zamiast tego teść kontynuował:

– A teraz najważniejsze!

Podszedł do Artema i uroczyście wręczył mu pęk kluczy i torbę sportową.

– Trzymaj! To początek Twojej podróży!

– Klucze do czego? – co? – zapytał zdziwiony Artem.

Od “Niwy”. Niezawodny samochód jak czołg! A w torbie są dokumenty biznesowe. Teraz jest Twój.

Artem patrzył zdezorientowany na klucze, a potem na torbę.

– Jaki biznes? niepewnie sprecyzował.

– Dostawa wody! “Czysta kropla”. Własna studnia, rozlewnia, Wszystkie pozwolenia. I prawie bez długów! Cóż, jest trochę, ale to małe rzeczy.

Elina również wydawała się być w szoku, ale szybko się podniosła.

– Tato, naprawdę? Dopiero się pobraliśmy!

– Właśnie! Czas stać się samodzielnym. Cóż, wszyscy, szczęśliwie! teść poklepał Artema po ramieniu i wrócił do gości.

Artem próbował zrozumieć, czy to żart, czy nie, ale torba wydawała się zbyt prawdziwa.

Przez całą noc zwinął się, podczas gdy Elina cicho dyszała obok. Myślał o wszystkim: o Malediwach, o nowym samochodzie, o tym, jak zamiast tego dostał starą Nivę i biznes, który prawie tonie w długach.

Nazajutrz, patrząc na siebie w lustrze, mruknął:

– Co, Artem, marzył o bajce? Weź to!

***

Rano do domu nowożeńców przywieziono prezent ślubny.

– Więc tak, Artem – teść wesoło zatrzasnął maskę widywanej “Niwy”. – Samochód jest bestią, tylko napełnij zbiornik – i ruszaj w drogę. Przepisałem Ci dokumenty, wystawiłem ubezpieczenie na oba, a potem sam, to wszystko jest teraz Twoje. Rząd rodzinny, że tak powiem.

Samochód to naprawdę bestia. Straszny-burknął Artem, patrząc na łuszczącą się farbę i pęknięcie na przedniej szybie.

Elina stała obok.

– Tato, mówisz poważnie? To straszny śmieć! A jaki biznes? Nic w tym nie rozumiemy!

– Elinko, kochanie-ojciec uśmiechnął się szeroko. – jesteś mądra. A Ty, Artem, jesteś facetem. Orientować się. Wierzę w ciebie!

Teść wsiadł do swojego nowego zagranicznego samochodu i odjechał, zostawiając nowożeńców stojących przy wejściu.

– Co zrobimy? – co? – spytała Elina, rzucając na męża niezadowolone spojrzenie.

Artem wzruszył ramionami:

– Najwyraźniej ratowanie biznesu.

Dzień rozpoczął się od zbadania zawartości torby. Wewnątrz znalazło się kilka folderów z fakturami i pozwoleniami, gruba książka “Księgowość dla opornych” oraz lista klientów, z których tylko dwóch składało regularne zamówienia.

– Wszystko jasne-mruknął Artem przewracając strony. – Jesteśmy w pełnej … wodzie.

– Daj spokój-powiedziała niespodziewanie optymistycznie Elina. – Jesteśmy młodzi, energiczni, coś wymyślimy!

Na tym skończyła się jej energia, ponieważ następna godzina poszła na daremne próby założenia “Nivy”. Po piątym podejściu Artem, już wyczerpany i spocony, kopnął samochód.

– Twój tata mówił, że to czołg. Zapomniał dodać, że czołg jest z I wojny światowej!

Kiedy samochód udało się uruchomić, wyjechali na pierwsze zamówienie. Jechaliśmy z przygodą: albo silnik zgasł, albo skrzynia biegów chrupała tak, że wydawało się, że teraz się rozpadnie.

Klientem okazał się jakiś mężczyzna z wiejskiej wioski, który zamówił sześć dużych butelek wody. Wręczając je, Artem zdał sobie sprawę, że nie jest to takie łatwe. Jedna butelka wyślizgnęła się i uderzyła o ziemię z hukiem.

 

– Uważaj! – co? – burknął facet. – To nie Drewno. OK, nie pękła, bo zapłaciłbym z kieszeni.

Po powrocie do domu Artem z przerażeniem zdał sobie sprawę, że wydali więcej na benzynę w ciągu jednego dnia niż zarobili na dostawie.

– Tak, wymyśliłam-powiedziała nagle Elina, wyciągając laptopa. – Trzeba poszerzyć bazę klientów. Zrobię reklamę w mediach społecznościowych!

Artem tylko sceptycznie:

– No cóż. Zobaczmy, jak twoje dziewczyny polubią.

Ale Elina okazała się o wiele poważniejsza, niż myślał. Nie tylko ustawiła reklamy, ale także nagrała film, w którym ujawniła, jaka jest ich “przyjazna dla środowiska i zdrowa woda”. W tle stał Artem, próbując się uśmiechnąć, ale wyglądał jak zapędzony koń.

Film nagle wystrzelił. Następnego dnia telefon zaczął pękać od połączeń.

– To ja z powodzeniem wyszedłem do kadru – skrzywił się Artem, ładując bagażnik “Nivy” butelkami.

Elina, która siedziała za kierownicą, odpowiedziała dumnie:

– Daj spokój, to moja kreacja zadziałała.

Już wieczorem zdali sobie sprawę, że sukces reklamy nie zawsze jest dobrodziejstwem. Były zamówienia, ale maszyna nie wytrzymała tak dużej ilości pracy. Na jednym z wyjazdów po prostu wypadł jej tłumik. Artem, przeklinając, ledwo przykręcił go drutem.

– Czuję, jak moje życie toczy się w otchłań – powiedział do Eliny, gdy po raz kolejny utknęli na skrzyżowaniu.

– Ale jesteśmy razem-odpowiedziała śmiesznie chichocząc.

– Razem na bagnach-mruknął Artem, skręcając do domu kolejnego klienta.

Ten dzień był dla niego prawdziwym objawieniem: marzenia o bogatym życiu stopiły się na jego oczach, ale zamiast tego po raz pierwszy poczuł się… przydatny.

***

– Słuchaj, Artem, kupimy Mundur? nagle zaproponowała Elina, zatrzaskując bagażnik “Nivy”.

– Mundur? Żartujesz sobie? Ledwo płacimy za benzynę-powiedział Artem.

Elina, nie zważając na jego burczenie, nadal rozwijała pomysł:

– To styl, rozpoznawalność marki! Musimy mieć swój własny chip.

– Mamy już Chip: jesteśmy jedyną dostawą wody na wraku, która bardziej hałasuje niż jeździ.

– To świetnie, będziemy się wyróżniać – odcięła Elina, a potem dodała z chytrym przymrużeniem oka: – a nie boisz się, że konkurenci nas ominą?

Konkurenci naprawdę stali się bólem głowy. Pewnego dnia, dostarczając zamówienie do biura, Artem zobaczył zaparkowaną furgonetkę z jasnym logo innej firmy. Wewnątrz znajdowały się schludne nowe butelki, które wyglądały, jakby zostały właśnie usunięte z plakatu promocyjnego.

– Teraz z nimi pracujemy-poinformował strażnik leniwie popijając herbatę.

– Dlaczego? – wycisnął Artem.

– Mają szybszą dostawę, a samochód ładniejszy-uśmiechnął się.

Artem ledwo się powstrzymał, aby nie uderzyć nogą w tę najbardziej “ładną” furgonetkę.

– No nic, jeszcze pokażemy tym przystojniakom! – co? – burknął, wracając do swojego samochodu.

Elina postanowiła działać radykalnie. Nagrała nowy film dla sieci społecznościowych, w którym ona i Artem, ubrani w te same koszulki z logo “Czysta kropla”, opowiadali o “gwarancji świeżości i prawdziwej opiece rodzinnej”.

– Opieka rodzinna? – co? – zapytał Artem, czytając scenariusz. – Chodzi Ci o to, jak wczoraj prawie upadłem z butelkami, gdy ciągnąłem je na trzecie piętro?

– Tak-zachichotała Elina. – To była troska o klienta!

Film znów się rozpadł. Połączeń było jeszcze więcej, ale wraz z tym zaczęły się problemy. Jeden z konkurentów postanowił je wrobić.

Pewnego dnia, ładując bagażnik na początku dnia pracy, Artem odkrył, że jedno z pudełek z małymi butelkami pękło. I wystawała z niej paczka brudnych ulotek z napisem: “Nie pij tej wody, jest brudna!»

– Zobacz, do czego doszedłeś! oburzył się, pokazując znalezisko Elinie.

– Daj spokój-uspokoiła. – To znaczy, że się boimy. Konkurujemy z nimi!

Elina, jak zawsze, znalazła sposób na wykorzystanie sytuacji. Nagrała nowy film, w którym opowiedziała o “zazdrosnych ludziach”, którzy nie mogą pogodzić się z sukcesem ich firmy.

– Teraz to sprawa osobista-mruknął Artem, rozwożąc zamówienia z podwójną gorliwością.

Punktem kulminacyjnym było duże zamówienie z lokalnej fabryki. Elina, pewna swoich umiejętności, zgodziła się dostarczyć 50 dużych butelek naraz.

– Elin, czy zdajesz sobie sprawę, ile to jest? Rozpadniemy się!

– Ale jaki dochód! – co? – pomachała.

Ale dochód zamienił się w ból głowy: okazało się, że ani “Niva”, ani sam Artem i Elina nie poradzą sobie z taką objętością. W końcu zatrudnili przyjaciela Artema, Sashkę, który zgodził się pracować przy butelce wody i kolacji.

Po załadowaniu samochodu do granic możliwości ruszyli w drogę. Oczywiście po drodze doszło do katastrofy: na zakręcie jedna z butelek zawaliła się i przebiła dno Niwy.

– Wszyscy, jesteśmy trupami-powiedział Artem, patrząc na strumień wody wylewający się z bagażnika.

– Ale teraz mamy dostawę efektów specjalnych – prychnęła Elina śmiejąc się z absurdu sytuacji.

Cały wieczór spędzili na dostarczaniu tego zamówienia. Artem przysiągł, że nigdy więcej nie podejmie takich przygód, ale gdzieś w głębi duszy dobrze się bawił.

I naprawdę, jaki inny biznes mógłby dać tyle przygód?

Related Posts