– Bez naszej zgody? – teściowa oburzyła się-żyjesz z naszych pieniędzy – decyzja należy do nas Olga stała przy drzwiach kuchni i słuchała, jak teściowa melduje się mężowi.

Olga stała przy drzwiach kuchni i słuchała, jak teściowa karci męża. Piąty dzień z rzędu. Ta sama rozmowa.

– Oszalałeś? Jak zamierzasz wychować dziecko? Na jakie Shishi? – głos Niny Pietrownej dzwonił z oburzenia. – W czyimś mieszkaniu, za cudze pieniądze?

– Mamo, to nie jest obce mieszkanie, to nasz wspólny dom-Dymka mówił cicho, jakby się usprawiedliwiał.

– Tak, ogólne! A kto za to płaci? Kto kupuje ci jedzenie? Twój tata Garbi się w wieku sześćdziesięciu pięciu lat, żebyś tu jeździł jak ser w maśle!

Olga przygryzła wargę. Ser w maśle! Przez trzy lata on i Dimka skulili się w dziesięciometrowym pokoju, oszczędzając na wszystkim, nawet na przejeździe. Jaki olej.

– Mamo, damy radę. Dostałem pracę w niepełnym wymiarze godzin-Dimka znów próbował coś wyjaśnić.

– Poradzi sobie! A myślałeś, co się stanie, Kiedy pójdzie na urlop macierzyński? Nawet pieluchy nie wystarczą na twoją pensję! Przynajmniej poprosiłeś nas o pozwolenie przed podjęciem takiej decyzji!

Olga poczuła, jak guzek podchodzi do gardła. To jest to. Potrzebowali pozwolenia. Pozwolenie na urodzenie własnego dziecka.

Wszystko zaczęło się trzy tygodnie temu. Olga patrzyła na dwa paski na teście i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Ona i Dimka tak długo na to czekali!

– Dim, spójrz na to! wręczyła mężowi test, gdy ten wrócił ze studiów.

Dimka wpatrywał się w paski, po czym spojrzał na żonę.

– Czy to prawda? – jego oczy się rozszerzyły.

– Tak! Będziemy rodzicami!

Podniósł ją w ramiona, zawirował po pokoju. Śmiali się, planowali, wymyślali nazwiska. A potem Dimka nagle zamarł.

– Ol, a jak powiemy rodzicom?

Olga też zamilkła. Nina Pietrowna i Wiktor Siemionowicz. Jej teściowie. Ludzie, którzy schronili ich, gdy tylko się pobrali. Którzy karmili ich, gdy nie mieli pieniędzy. I którzy codziennie im o tym przypominali.

 

– Może jeszcze nie będziemy rozmawiać? – zaproponowała Olga. – Poczekamy chwilę. Wiesz, że w pierwszych miesiącach wszystko może się zdarzyć.

Dimka skinął głową, ale w jego oczach pojawił się niepokój.

Starali się zachowywać jak zwykle. Olga nie jadła już marynowanych ogórków w nocy-Nina Pietrowna natychmiast podejrzewałaby, że coś jest nie tak. Dimka dostał pracę jako kurier, aby w wolnym czasie dorabiać. Szeptali w nocy, marzyli, jak wyjdą od rodziców, jak będą żyć we trójkę.

Ale pewnego ranka Olga była mocno oszołomiona. Ledwo pobiegła do toalety. Kiedy wyszła, na korytarzu stała teściowa.

– Co, Olenka, nie jest dobrze? – co? – spytała z podejrzliwością.

– Tak, coś się zdenerwowało-skłamała Olga.

– Żołądek, więc-wyciągnęła Nina Petrovna. – Czy nie jesteś w ciąży?

Olga zarumieniła się. Nigdy nie umiała kłamać.

– Ja … chcieliśmy powiedzieć, ale…

– Jasne wszystko z Tobą-odcięła teściowa i poszła do kuchni.

Wieczorem wybuchł skandal.

– Zdecydowałeś się nas postawić przed faktem? – krzyczała Nina Petrovna. – Karmimy Cię, jemy, a Ty bez naszej zgody, robisz to za naszymi plecami?

– Jakie rozwiązania, mamo? – nie rozumiem Dimka. – Chcemy dziecka.

– Gdzie mieszkasz? Tutaj? Trójka w tym samym pokoju? A pieniądze? Myślisz, że mój ojciec i ja utrzymamy was troje?

– Damy radę-powtarzał uparcie Dimka.

– Jak sobie poradzisz? Na twoje stypendium i żółtą torbę? A Ty — odwróciła się do Olgi – co myślałaś? Masz dwadzieścia jeden lat! Karierę trzeba budować, a nie siedzieć w dekrecie.

– Nina Pietrowna, my…

– Co pan robi? Co? Nawet nie zadałeś sobie trudu, aby zapytać! Może mieliśmy plany! Ojcze na emeryturę, niedługo będę na gorącej liście, odpoczniemy! A teraz co? Siedzieć z dzieckiem podczas pracy?

Dimka milczał, spuszczając głowę. Olga czuła, jak wszystko w środku robi się zimno. Czy nie ochroni ich dziecka?

– Może nie jest za późno, żeby to naprawić – powiedziała nagle cicho teściowa. – Teraz jest to łatwe i bezpieczne.

Olga nie uwierzyła własnym uszom. Czy proponują jej pozbycie się dziecka?

– Nie zrobię aborcji – powiedziała stanowczo.

– A kto cię pyta? – co? – parsknęła teściowa. – W naszym domu, za nasze pieniądze żyjesz, jesz – to zależy od nas. Więc bądź miły, myśl głową, a nie…

– Mamo, wystarczy-powiedział nagle Dimka. – Ola ma rację. To nasze dziecko. I zostawimy go.

Nina Pietrowna zacisnęła usta.

– Patrzcie. Tylko wtedy nie przychodź płakać.

Kolejne dni zamieniły się w piekło. Teściowa wyzywająco nie rozmawiała z Olgą. Gotowałem tylko dla trzech. Wiktor Siemianowicz wzdychał i kręcił głową. A Dimka … Dimka zaczął wątpić.

– Ol, a może mają rację? – co? – zapytał pewnego wieczoru. – Może za wcześnie? Nie jesteśmy gotowi.

– Dim, co Ty? Olga nie wierzyła własnym uszom. – Sam chciałeś mieć dziecko!

– Chciałem, ale … mieszkamy u rodziców. Nie mamy własnego mieszkania. Mało pieniędzy. Jak wychować dziecko?

– Jak wszyscy rosną! Poradzimy sobie!

– A jeśli nie? Jeśli rodzice nas wyrzucą? Dokąd pójdziemy?

Olga spojrzała na męża i go nie rozpoznała. Gdzie poszedł ten Dimka, który krążył po jej pokoju? Kto wymyślił imiona dla swojego nienarodzonego dziecka?

– Proponujesz mi aborcję? – co? – spytała wprost.

Dimka odwrócił wzrok.

– Nie wiem, Ol. Po prostu nie wiem.

A teraz stała przy drzwiach kuchni i słuchała, jak teściowa ponownie naciska na męża. I poddaje się. Poddaje się.

– Musisz z nią porozmawiać-mówiła Nina Pietrowna. – Wyjaśnić, że tak będzie lepiej dla wszystkich. Potem urodzić, gdy staniesz na nogach.

– Tak, mamo-odpowiedział cicho Dimka.

Olga nie wytrzymała. Otworzyła drzwi i weszła do kuchni.

– Nie musisz ze mną rozmawiać-powiedziała. – Słyszałam.

Nina Pietrowna podniosła brwi.

– Nie jest dobrze podsłuchiwać, Olenka.

– Wiesz, co jeszcze nie jest dobre? Zmuszanie ludzi do rezygnacji z dziecka.

– Nikt cię nie zmusza – prychnęła teściowa. – Po prostu doradzamy. Jak bardziej doświadczeni ludzie.

– Nie radzisz. Manipulujesz. Szantażujesz nas jedzeniem i dachem nad głową.

– Ola-powiedział ostrzegawczo Dimka.

– Co Ola? Co? odwróciła się do męża. – Czy jesteś gotów zrezygnować z naszego dziecka, ponieważ twoja mama tak chce?

– Myślę o nas! O naszej przyszłości!

– Nie, myślisz o sobie! O tym, jak będzie Ci wygodniej!

Nina Pietrowna stanęła między nimi.

– Nie mów tak do mojego syna!

– A ty nie odważysz się zdecydować, czy mam urodzić, czy nie!

Do kuchni wszedł Wiktor Siemianowicz.

– Co to za krzyki?

– Twoja synowa jest całkowicie bezczelna-skarżyła się Nina Petrovna. – My jej dobrze życzymy, a ona…

– Dobra? przerwała Olga. – Nazywasz to dobrym? Chcesz, żebym porzuciła moje dziecko!

– Nikt o tym nie mówi — skrzywił się Wiktor Siemianowicz. – To nie czas.

– A kiedy będzie czas? Kiedy pozwolisz?

Olga czuła, jak wszystko w środku się gotuje. Przez trzy lata znosiła. Przez trzy lata milczała, gdy teściowa krytykowała jej gotowanie. Kiedy teść sprawdzał ich wydatki. Kiedy on i Dimka nie mogli nawet się pokłócić, ponieważ ściany były zbyt cienkie.

– Wiecie co? – powiedziała, uspokojona nagle. – Nie zrobię aborcji. I nie będę już tu mieszkał.

~ Ola – zawołał Dimka.

– Co Ola? Wybrałeś stronę, Dim. I to nie moja strona.

Wyszła z kuchni, poszła do ich pokoju. Wyjąłem walizkę i zacząłem składać rzeczy.

– Dokąd się wybierasz? Dimka poleciał za nią.

— Odchodzić.

– Dokąd?

– Znajdę gdzie, Marinka nie odwróci się, a potem wrócę do akademika.

– Ola, zwariowałaś? Ma odnushkę! Nie zmieścicie się tam razem!

– Zmieścimy się-odcięła Olga. Wolałabym spać na podłodze u koleżanki, niż mieszkać tam, gdzie moje dziecko nie chce.

– Ola, porozmawiajmy-Dymka chwycił ją za rękę. – Nie chciałem cię skrzywdzić. Po prostu się boję.

– Czego się boisz, Dim? Odpowiedzialności? Albo że mama będzie niezadowolona?

– Obawiam się, że nie damy rady! Że nie będziemy mieli nic do karmienia dziecka!

– A ja się boję, że pewnego dnia się obudzę i Zdam sobie sprawę, że żyję życiem kogoś innego. Co pozwoliło innym ludziom decydować za mnie.

Zapięła walizkę, wzięła torbę.

– Przepraszam, Dim. Wychodzę.

Stał w drzwiach, nie wiedząc, co powiedzieć. Na korytarzu pojawili się teściowie.

– Dokąd się wybierasz? zapytała Nina Pietrowna.

– Odchodzę od Ciebie. Na zawsze.

– Dokąd? – co? – zaśmiała się teściowa. – Do rodziców? Tak mają swoje życie. Nie czekają na ciebie.

To był cios poniżej pasa. Rodzice Olgi mieszkali w innym mieście. Nie własne mieszkanie, mała pensja. Przyjęliby córkę, ale oznaczałoby to dla nich nowe wydatki, nowe wyzwania.

– Dam radę-powiedziała stanowczo Olga. – Bez twojej pomocy.

– Jak sobie poradzisz? Na czym będziesz żył? – teściowa się nie uspokoiła.

– Będę pracował. Jestem pielęgniarką przez pięć minut, nie zostanę bez pracy.

– Z brzuchem? Kto cię potrzebuje?

– Nina-powiedział nagle Wiktor Semenowicz. — Mieć.

Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem.

– Co wystarczy? – Nina Pietrowna nie zrozumiała.

– Przestań naciskać na dzieci. Są dorosłymi ludźmi. Mają prawo decydować.

– Vitya, co Ty? Siedzą na naszej szyi!

– I co? W ich wieku też nie byliśmy milionerami. Twoi rodzice nam pomogli, zapomniałaś?

Nina Pietrowna zacisnęła usta.

– To było inne. Czas jest inny.

– Czas jest zawsze inny-zauważył filozoficznie Wiktor Siemionowicz. – A dzieci są zawsze dziećmi.

Zwrócił się do Olgi.

– Nigdzie nie pójdziesz. To twój dom. I tu urodzisz swoje dziecko.

– Tato-Dimka patrzył na ojca ze zdziwieniem.

– Co to za Tata? Myślisz, że nie widzę, jak twoja matka na Ciebie naciska? Jak boisz się jej zaprzeczyć? Mieć. Czas zostać mężczyzną.

Zwrócił się do żony.

– A Ty, Nino, uspokój się. Będziemy mieli wnuka lub wnuczkę-musimy się cieszyć. A Ty co zrobiłaś? Wojna w rodzinie?

Nina Petrovna otworzyła usta, zamknęła. Potem prychnęła i poszła do sypialni, trzaskając drzwiami.

– Odejdzie-powiedział Wiktor Siemianowicz. – Po prostu przestraszyłam się, że stara stała się. Czego nikt nie będzie potrzebował.

Poklepał Dimkę po ramieniu.

– A ty, synu, zadbaj o swoją żonę. I dziecka. To najważniejsza rzecz w życiu.

Poszedł do kuchni, zostawiając ich razem. Dimka patrzył na Olgę, nie wiedząc, co powiedzieć.

– Ol, wybacz mi-w końcu wycisnął. – Jestem taki głupi.

– Głupiec-zgodziła się, ale walizkę odłożyła.

 

Related Posts