— Wyślę żonę na urlop, a sam sprzedam jej mieszkanie, już znalazłem kupców — podsłuchałam rozmowę męża.

On po prostu mnie wykorzystał. Jakby mi oczy się otworzyły. Dlaczego wcześniej nic nie zauważyłam? Pewnie byłam zbyt naiwna. Zbyt ufałam ludziom. Teraz będę bardziej ostrożna. Z jakiegoś powodu wydawało mi się, że coś takiego może spotkać każdego, ale nie mnie. Niestety, okazało się, że nikt nie jest ubezpieczony.
Do niedawna mieszkaliśmy z mężem w moim mieszkaniu.

Rodzice podarowali mi je jeszcze przed ślubem. To bardzo ładne mieszkanie prawie w centrum miasta, ale dla nas dwojga było trochę za małe. Kolia ciągle mi powtarzał, że kiedyś kupimy większe mieszkanie, a może nawet zbudujemy dom… Po prostu wciskał mi kit. Malował różową przyszłość, jak znajdzie sobie inną pracę, jak razem zaoszczędzimy pieniądze i… Ogólnie przekonywał mnie, że czuje się niezręcznie, mieszkając w moim mieszkaniu, że to nie będzie trwało wiecznie. W rzeczywistości wszystko mu pasowało. Tylko na słówkach był takim pracusiem. W życiu nie kiwnął palcem, żeby spełnić swoje marzenia. Zresztą, moim zdaniem, moje mieszkanie było szczytem jego marzeń. I wtedy postanowił się wykazać.
Mi wydawało się, że wszystko między nami jest w porządku. Nigdy się nie kłóciliśmy. Żyliśmy jakbyśmy byli duszami bliźniaczymi. We wszystkim wspieraliśmy się nawzajem. Mówiliśmy sobie o wszystkim, co leżało nam na sercu. Wszystko, ale nie wszystko, jak się okazało… Myślałam, że znalazłam mężczyznę moich marzeń. Był taki troskliwy, taki czarujący. Wystarczyło, że tylko o czymś pomyślałam, a on już był gotowy spełnić moje życzenie. Ze wszystkich sił starał się, żebym niczego nie potrzebowała, żeby chodziła w jedwabiach i jadła niemal ze złotej zastawy. Teraz rozumiem, po co to wszystko było.

Moje przyjaciółki mi zazdrościły. Ich mężowie nie poświęcali im tyle czasu, ile mój Kolia poświęcał mi. Ciągle gdzieś z nim chodziłam: do parków, na karuzele, do kina… Zupełnie jak nastolatki. Myślałam sobie: jak dobrze, że nie zgasła w nas ta iskra, która u wielu gaśnie po ślubie. Żyłam i cieszyłam się. A trzeba było pomyśleć…
Okazuje się, że nie na darmo tak mnie adorował. Spełniał każde moje zachcianki. Miał tylko jedno na głowie… Kiedy teraz o tym myślę, robi mi się nawet strasznie: jak to możliwe? Czy można być tak hipokrytycznym? Czy naprawdę przez cały ten czas nie było w nim ani odrobiny szczerości? Czy naprawdę nasz związek był dla niego tylko grą od początku do końca? Jakkolwiek próbowałam się o tym przekonać, nie pozostało mi nic innego, jak tylko przyznać, że był po prostu oszustem i bezdusznym człowiekiem.

A przecież nic nie zapowiadało nieszczęścia. W naszej rodzinie panował spokój i harmonia. To znaczy, tak mi się wydawało. W rzeczywistości przez cały ten czas on knuł swoje podstępne plany.
Kolia pracował wtedy w kawiarni, a ja byłam administratorem w siłowni. Tak się złożyło, że zarabiałam więcej niż on, co całkowicie mu odpowiadało. Z tego, co rozumiem, kawiarnia, w której pracował, nie była zbyt popularnym miejscem, prawie nikt tam nie chodził, więc Kolia w zasadzie cały dzień nic nie robił. Gdyby chciał, mógłby znaleźć inną pracę, w naszym mieście nie ma z tym problemu. Ale on nie potrzebował niczego, znalazł już sposób na dorobienie… Do pewnego momentu nie wiedziałam o tym sposobie.

Większość wydatków spadała na mnie. Kocia obiecywał, że to nie będzie trwało wiecznie, że kiedyś znajdzie lepszą pracę… Ale mówił to tylko dla pozoru. Było mu całkiem wygodnie żyć na mój koszt. Mieliśmy wspólny budżet i nie wahał się, nie pytając mnie, kupować z niego bilety w pierwsze rzędy na jakiś mecz, bilety dla siebie i swoich przyjaciół. Mówił, że czasami bardzo potrzebuje się zrelaksować, że jeśli nie odpocznie porządnie, nie będzie mógł pracować. Oczywiście, oczywiście, przecież on dosłownie się wykańczał, nadwyrężał plecy w pracy.
Poza tym, jeśli nie brać pod uwagę kwestii finansowych, wszystko u nas było jakby wspaniale… Jakby. Tylko że rzecz w tym, że nigdy nie można odkładać na bok kwestii finansowych. Czasami właśnie w nich ujawnia się prawdziwy charakter człowieka.

Niezależnie od tego, jak naiwna byłam, zaczęłam coś podejrzewać. Wszystko zaczęło się od tego, że znalazłam w naszym mieszkaniu grzebień. To nie był mój grzebień, tego byłam pewna. Wcześniej nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby wątpić w wierność mojego męża. Myślałam, że nadal jest we mnie bez pamięci zakochany. A tu proszę: obca szczotka do włosów. Długo nie mogłam dojść do siebie po tym odkryciu.
Co mogłam pomyśleć? Że mój mąż postanowił zostać fryzjerem? Oczywiście, że nie. Odpowiedź nasuwała się sama: mąż sprowadza kogoś do naszego domu, kiedy jestem w pracy. Nie powiedziałam Kolowi nic o swoim znalezisku. Wciąż wątpiłam, nie chciałam wierzyć. Był dla mnie tak samo czuły i delikatny jak zawsze, a jednak okazało się, że… Mój czuły i delikatny potwór.
„Jak on ma czelność?” – myślałam. Nie miałam pojęcia, że po prostu nie ma sumienia. Nie wiedziałam, co robić. Chciałam być pewna na sto procent… Gdybym mu powiedziała o grzebieniu, wymyśliłby coś i byłby ostrożniejszy. Chciałam go złapać na gorącym uczynku.

Przez kilka dni zastanawiałam się, co zrobić, wątpiłam.
Ale pewnego razu siedziałam na kanapie i czytałam, i nagle zauważyłam na oparciu długi czarny włos. „Nie, to już za dużo” – powiedziałam sobie wtedy. Nie chciałam żyć w niepewności. Musiałam sama wszystko wyjaśnić. Inaczej po prostu nie mogłabym spać po nocach. Nie wyobrażam sobie, jak można mieszkać w jednym domu z człowiekiem, który cię zdradza? Tak, nie wyobrażam sobie, a sama tak długo żyłam ze zwykłym oszustem.
Aby dowiedzieć się, kogo dokładnie mąż przyprowadza do naszego domu, postanowiłam zainstalować ukryte kamery. Kiedy wszystko było gotowe, zaczęłam czekać. Codziennie przeglądałam nagrania, ale nie zauważyłam nic podejrzanego. Już miałam zrezygnować z mojego pomysłu: „A jeśli Kolia przypadkiem zauważy kamery… Co wtedy?”. Prawdopodobnie naprawdę bym je usunęła, ale wewnętrzny głos kazał mi poczekać jeszcze trochę… I posłuchałam go. I nie na darmo. Wkrótce w końcu zobaczyłam coś interesującego. Ptaszyna wleciała do klatki, pozostało tylko zamknąć drzwiczki.

Kiedyś, przeglądając nagrania wideo, zamiast młodej piękności zobaczyłam starszą kobietę. Na początku nie zrozumiałam. Ale w następnej chwili dotarło do mnie, że dobrze, nawet zbyt dobrze znam tę kobietę. To była moja ukochana teściowa. Nie przyszła sama, towarzyszył jej Kolia.
Na początku poczułam ulgę: „Najważniejsze, że jest mi wierny. Jak mogłam go w ogóle o coś podejrzewać?”. Już miałam wyłączyć nagranie, pomyślałam, że Kolia po prostu zaprosił mamę w odwiedziny, co w tym dziwnego? On wie, że nie mamy najlepszych relacji, więc postanowił uwolnić mnie od konieczności uśmiechania się do niej i nalewania jej herbaty… Ale to, co usłyszałam, sprawiło, że zadrżałam (nie tylko ustawiłam kamery, ale także podsłuch – przygotowałam się na wszystko i, jak się okazało, zupełnie nie na darmo).
— Wyślę żonę na wakacje, a sam sprzedam jej mieszkanie, już znalazłem kupców — podsłuchałam rozmowę męża.
Przewinęłam ten fragment nagrania kilka razy. Te słowa sprawiły, że oczy wyszły mi z orbit. „I to mówi mój Kolia? Ten sam Kolia, który przysięgał mi miłość i wierność? Chce mnie tak po prostu oszukać? Nie ma mowy, kochany, nie na mnie trafiłeś, na mnie ten numer nie przejdzie).

Po reakcji teściowej na słowa Kolii zrozumiałam, że jest po prostu zachwycona jego planem. Oczywiście wiedziałam, że ma na mnie oko, ale żeby aż tak… To prawdziwy spisek. Ciekawe, jak dawno to wszystko zaplanowali? Może Kocia poznał mnie specjalnie, żeby zdobyć moje mieszkanie? A może ma cały biznes? Nagle okazuje się, że jednocześnie podrywa jeszcze kogoś innego?
Trzeba było działać, nie można było tak tego zostawić.

Wkrótce naprawdę planowałam wziąć urlop. Myślałam o spędzeniu go u rodziców na wsi, ale Kolia zaproponował mi wyjazd nad morze. Sam wszystko zorganizował, sam wszystko opłacił. Nigdy wcześniej tak się dla mnie nie starał. Nigdy wcześniej nie był tak uległy, tak troskliwy.
Opowiadał mi, jak dobrze będę się tam czuła, jakie są tam plaże, jakie powietrze… Zgadzałam się na wszystko, dziękowałam mu. A on odmawiał: nie ma za co, to jego obowiązek, żeby sprawiać radość żonie. Mówił, że zbyt długo nie byłam nad morzem, że tylko pracuję i pracuję, że czas to zmienić. Ja tylko kiwałam głową w odpowiedzi.
On naprawdę się postarał: zarezerwował pokój w czterogwiazdkowym hotelu, zaledwie sto metrów od morza. Myślę, że to było jak spełnienie marzeń, a nie wakacje. I to nie na jeden tydzień, ale na całe dwa tygodnie wysłał mnie tam.
W ostatnich dniach, które pozostały mi do spędzenia z nim pod jednym dachem, po prostu podziwiałam jego talent aktorski. Był samą troskliwością, po prostu idealnym mężem… Ciągle bałam się, że dowie się, że ja wiem… Kamery oczywiście usunęłam, gdy dowiedziałam się wszystkiego, co chciałam.

W tych ostatnich dniach nawet teściowa zaczęła mnie lepiej traktować. Przyszła z ciastkami, rozumiesz. Mówiła, jaka jestem cudowna i wspaniała. Jak jej syn ma szczęście, że ma mnie. „No cóż”, pomyślałam, „nie, to już nic nie da. Twój syn nie ma szczęścia, że ma mnie. Nie uda wam się już dłużej mnie oszukiwać”.
I pewnego dnia, kiedy jak zwykle powiedział mi swoje czułe słówka i w końcu wyszedł na zmianę (wcześniej postanowił wziąć urlop, żeby nic nie przeszkadzało mu w realizacji planu), wezwałam ślusarza i wymieniłam zamki. Zaraz po tym poczułam się znacznie spokojniejsza. Nie postawi już stopy w moim mieszkaniu. Cieszyłam się, że przechytrzyłam go. Przez cały ten czas on oczywiście myślał, że można mną po prostu manipulować, że nie zauważę, co robi mi pod nosem. Pewnie uważał się za bardzo mądrego i przebiegłego, prawdziwego mistrza intryg. Nic z tego, ja też nie jestem głupia.
Kiedy wrócił i próbował otworzyć drzwi, pewnie był bardzo zaskoczony. Szkoda, że nie widziałam wtedy jego oczu. Zaczął pukać i dzwonić, pytał, o co chodzi. Nie ukrywałam przed nim, o co chodzi. Powiedziałam mu wprost: wiem, co zamierzał zrobić, i wiem, że mu się nie uda.

On oczywiście zaczął udawać, że nie ma pojęcia, o czym mówię. Prosił, żebym mu otworzyła, żebyśmy wszystko omówili… Być może doszło do jakiegoś nieporozumienia… Ale jakie nieporozumienie może tu być, skoro mam nagranie jego słów? Przekonywał mnie, błagał, a ja tylko się z niego śmiałam. No proszę, do czegoż to się posunął, żeby zdobyć moje mieszkanie. Raz po raz opowiadał mi bajki o tym, jak bardzo mnie kocha i nie może bez mnie żyć. Najpierw go słuchałam, a potem przestałam, włączyłam głośniej muzykę, wzięłam lody i wyszłam na balkon, żeby cieszyć się pierwszymi letnimi dniami. Kiedy po kilku godzinach wróciłam z balkonu, on nadal stał pod drzwiami i czymś mówił ochrypłym głosem.
Nie, nie było mi go żal. Niech jego mama go żałuje, ja nie będę. Pozostało mi tylko załatwić kilka formalności, aby oficjalnie z nim zerwać. I usunęłam je. Okazało się, że to wcale nie było trudne. Kiedy wszystko było już załatwione, poczułam się wolna. Poza tym w końcu byłam bezpieczna.
Wkrótce wyjechałam nad morze. Tylko w jednej rzeczy mój były mąż miał rację: bardzo kocham morze i dawno tam nie byłam. Cały czas pracuję i pracuję, czas naprawdę trochę odpocząć. W końcu myślę, że zasłużyłam na to.
Nie wiem, co będzie dalej z Kolą, ale jakoś mnie to nie interesuje. Najważniejsze, żeby trzymał się ode mnie z daleka. Nie chcę go więcej widzieć. Mam nadzieję, że teraz gryzie łokcie i czeka na kolejną wypłatę. Miał szczęście, że tak łatwo się upiekł. Niech wie, że ze mną nie ma żartów.

W przyszłości będę bardziej ostrożna. Mam nadzieję, że nauczę się jeszcze ufać ludziom. Po tym wszystkim, co mnie spotkało, nie mogę być do końca pewna nikogo. Wszyscy wydają mi się podejrzani. Nikomu nie powiem, że mam mieszkanie. Mam nadzieję, że w końcu znajdę człowieka, który pokocha mnie taką, jaką jestem, a nie za to, co mam…
Teraz wiem, jak ważne jest, aby czasem zrobić pierwszy krok, aby nie żyć w wątpliwościach, aby nie dać się oszukać. Najważniejsze to nie bać się i zacząć działać, podejmować decyzje, wziąć los w swoje ręce, wtedy żadne Kolie i żadne teściowe nie będą ci straszne.

Related Posts