– Nie jestem najedzony-Basia wzięła dużą salaterkę z półki, nalała grubszego barszczu po brzegi, włożyła do kuchenki mikrofalowej.
– Po co tyle? W końcu zostanie na zjedzeniu.
– Poproszę o suplementy. Karmisz mnie jak kotka, Wiecznie Głodny.
– Gdzie to wszystko w Tobie pasuje? naprawdę nie rozumiała Julii, niemal z przerażeniem obserwując, jak mąż pochłania ogromną porcję zupy, z dużą kromką chleba obficie posmarowaną masłem.
– Co tu zmieścić? Norma dziecięca. Musisz kupić naczynia dla dorosłych. Nie ma z czego.
– Jak nie z czego? Serwis nowy, piękny, na ślub podarowany.
– To jest dobre dla gości, ale musisz jeść normalnie.
Rozprawił się z barszczem i wyjął z piekarnika upieczonego kurczaka.
Apetyt Wasilija był godny pozazdroszczenia. Bez mrugnięcia okiem zjadłby tego kurczaka za jednym razem, ale przy żonie się wstydził.
– Będziesz? zaproponował jej z grzeczności.
– Jak myślisz, po co ją upiekłam? Oczywiście, że tak.
Z westchnieniem żalu odłamał jej rumianą udko z kurczaka i zaczął jeść resztę.
– Słuchaj, zostaw na obiad, nie zamierzam cały dzień w kuchni kręcić się-Julia bezceremonialnie odebrała mu to, co zostało.
– Dobra, potem dojemy-niechętnie zgodził się Basia.
– Jak tak bardzo się w ciebie wkurza, nie rozumiem. Mówi się, że żołądek człowieka jest wielkości banana. Jaki masz banan wielkości wiadra?
Wasilij chciał odebrać, ale rozproszył Go telefon.
– Tak, mamo, wszystko w porządku, nie martw się. Nie przeklinaj, nie. Dobrze jem. Julia gotuje pysznie. Mało prawda i wkłada do spodka, ale wkrótce kupimy naczynia, nie martw się.
Julia przewróciła oczami do sufitu, słuchając jego skarg. I dlaczego tylko pokochała to dziecko?
Cała wioska zniechęciła Wasilija do poślubienia miejskiej FIFY. Ale on się uparł, nikogo nie słuchał. Zakochał się bez pamięci w Julence i osiadł z nią w mieście, pozostawiając rodziców i liczną rodzinę w wiosce.
Poznali się w jej nowym mieszkaniu-Studio, kiedy przywiózł taksówką towarową Yule Meble, które kupiła na parapetówkę.
Jak się zobaczyli, od razu zrozumieli, że znów się spotkają. Długo nie mogli się wypowiedzieć. I o czym już nie pamiętają. Miłość wydarzyła się w nich prawdziwa, nie mogą się na siebie spojrzeć.
Tylko jeden problem-Vasya od dzieciństwa przyzwyczaiła się do obfitego, tłustego i satysfakcjonującego jedzenia, a Julia, jak ptak, kilka razy gryzie widelec na talerzu i jest pełna.
– Ale przed ślubem jadłeś jak zwykły człowiek, dlaczego teraz nagle się zmieniłeś? – Julia nie mogła zrozumieć.
– Nie jadłem przy tobie, tylko udawałem. A potem, kiedy się rozstali, zjadł już w domu.
– Okłamałeś mnie? – śmiała się. – Fajnie jest słuchać takich wyznań.
– Nic, chyba się przyzwyczaisz – uspokajał.
Ale poza tym nie mieli problemów. Wszystko robili razem, poszli do sklepu i posprzątali, a Vasya dała żonie całą pensję.
A teściowa, Olga Semenovna, była z niego prawie zadowolona.
– Słowa niegrzecznego nie powie, zapchałem mnie w kuchni. Złoto, nie szwagier. Taki pracowity i uprzejmy! Szkoda tylko, że nie Miasto. Oczywiście nie o tym marzyłem.
A teściowa Ulyana Timofeevna martwiła się. Zebrałem się i zabrałem jedzenie do miasta, aby mój ukochany syn nie głodował.
Wczesnym rankiem, w sobotę, zjawili się z Michaiłem Fedorowiczem i zasypali przedpokojem torby.
Teść od razu poszedł do swoich spraw, a teściowa po mistrzowsku zaczęła demontować hotele.
– Karm męża po ludzku, nie głoduj, oto mięso dla Ciebie, wieprzowina, cielęcina. Worek ziemniaków, marchew, cebula, buraki, kapusta. Wiadro miodu, dżem truskawkowy, chaber bardzo lubi. Sam jedz, bo tam jest, przejrzysty. Na razie jedną dynię, potem przyniesiemy, musimy je zjeść. A potem mleko, śmietana, domowy twarożek, kosz na jajka.
– Och, nie mamy gdzie tego przechowywać – przestraszyła się Julia-po co tyle?
– Nic, szybko odejdzie. Nasz syn jest zdrowy, lubi jeść. A to ze spodka karmić, czyż nie? Zahireet, co zrobisz? Gdzie jest Wasiatka?
– Śpij jeszcze raz, dzień wolny. Tak, nie ze spodka, jemy z talerzy.
– Ojcze, wychudzony, pod kołdrą nie widać-Ulyana Timofeevna zatrzasnęła się po stromych bokach, podeszła na palcach do śpiącego syna, potrząsnęła głową ze smutkiem i tak samo, na palcach, wróciła do worków i toreb – tutaj przywieźliśmy – wyjęła dwie trzylitrowe miski – naczynia do chabru.
– To są umywalki – zamrugała Julia.
– Trzeba karmić faceta, a nie dokuczać spodkami – teściowa podniosła na stół miski. – nie można oszczędzać na jedzeniu, osłabnie, nie będzie mógł pracować. Daliśmy ci syna dobrze odżywionego, bohatera, więc nie psuj go.
– Och! – Julia uchyliła jedną z paczek i przestraszona odskoczyła na bok. – co to jest?
– To wszystko na galarecie, gotuj. Jeśli nie możesz, Vasya pomoże, uwielbia ten biznes.
– Co kocham? oddał głos Wasilij, wyczołgując się spod koca.
– Galaretowaty, synu-powtórzyła radośnie Ulyana Timofeevna-gotuj.
– Zróbmy, mamo-podszedł podrapując się i obejrzał Gościniec. – dziękuję. Bo sam chciał jechać. W sam raz na Nowy Rok potrzebne są produkty.
-I-I-I, do Nowego Roku już nie zostanie, jeszcze przywieziemy. I lepiej spotkamy się z nami razem.
– Jeszcze nie zdecydowaliśmy.
– I nie ma o czym myśleć-oświadczył powracający teść. – na nowy rok do nas jedź, tu jedź! Wszyscy się spotkają. I przynieś swatkę, niech nie walczy z krewnymi.
Przez cały grudzień Julia namawiała męża do pozostania w mieście na święta Nowego Roku. Ale Wasilij nie chciał nic słyszeć, tęsknił za ciastami i pierogami mojej matki. Julina gotowanie w żaden sposób nie dotarła do matki.
Olga Semenovna nie lubiła pomysłu świętowania Nowego Roku na wsi. Ale nie chciałem pozostać w mieście, musiałem się zgodzić.
Zadzwonili, omówili, co przywieźć z miasta, a trzydziestego grudnia pojechali odwiedzić taksówkę z prezentami.
Cała duża rodzina już przygotowywała się do wakacji. Przyjechały do rodziców obie siostry Wasilija z mężami i dziećmi.
Na dziedzińcu migała girlandami ubrana choinka, aw domu matka i siostry wyczarowały przy piecu.
Zięciowie wraz z ojcem byli na podrywaniu kobiet-wyjąć coś z podziemia, przynieść, zabrać, oczyścić, posiekać…
Dzieci w noworocznych kostiumach misiów i króliczków owiniętych blichtrem wycinały płatki śniegu z papieru. Podśnieżona stara kobieta Alena upewniła się, że nie rozpieszczają.
Pomoc przyszła! – powitała gości Ulyana Timofejewna. – bądź jak w domu, połącz się, pierogi nie wystarczą do rzeźbienia rąk.
– Masz to, dużo już jest przyklejone-spojrzała Olga Semenovna na duże arkusze sklejki z pierogami.
– Goście przyjdą, a sami nie raz będą chcieli. Nie planuj powrotu wkrótce, zostań do końca wakacji.
Przez cały dzień robiono pierogi, kruszono sałatki, pieczono ciasta, gotowano galaretkę, gołąbki, bułki, kiełbaski, przekąski…
Na noc rozłożyli materace bezpośrednio na podłodze, ledwo mogąc zmieścić wszystkich w dwóch małych pokojach. Tylko babcia uroczyście spała sama na wysokim żelaznym łóżku, a wszystkie pięcioro dzieci (najstarsze dziewięć, najmłodsze trzy) zostało ułożonych na rozkładanej sofie.
Następnego dnia, po śniadaniu, w kuchni znów gotowała się praca.
Mężczyźni z dziećmi zostali wysłani na podwórko, aby odgarnąć śnieg, który spadł w nocy, zbudować zjeżdżalnię.
– Czy tylko będziemy jeść? – Olga Semenovna od dawna interesowała się tym pytaniem. Będzie coś jeszcze w programie świątecznym?
– A co-odpowiedziała Galina, starsza siostra Wasilija-petardy, fajerwerki. Dzieci nie czekają.
– Faceci nie mniej czekają-zaśmiała się Valya, najmłodsza. Romka pół pensji na te bzdury wydał. A Twój Fiodor chwalił się arsenałem. Ogólnie zaopatrzone.
– Chodźmy po Gości-powiedziała Ulyana Timofeevna-nie bój się, nie będziesz się nudzić. Pozostań u nas dłużej, nie pożałujesz.
W Sylwestra pogoda okazała się bajeczna-lekki mróz, puszysty śnieg. Wydawało się, że cała wioska wylewa się na ulicę, nikt nie chce siedzieć w domu.
Do rana grzmiały saluty, brzmiała muzyka, śmiech. Ludzie z prezentami i smakołykami wpadali do siebie, śpiewali, tańczyli i całowali się.
A następnego dnia wydaje się, że nikt nie obudził się w swoim łóżku, wszystko się pomieszało i pomieszało.
– Ulyana – słychać krzyk z bramy. – moje masz?
– Nie, mam jąkanie, nie widziałam moich?
– Romka wasz u Czekanicha kaca, Kawka Fedka już się ciągnie. Pójdę zbierać swoje.
A następnego dnia, na śnieżnej górze za wioską, zorganizowano masowe przejażdżki. Na sankach, tubingach, kartonach, basenach i korytach, kto na czym, stoczyli się pod piskiem i śmiechem, chłopcy, dziewczyny, mężczyźni i kobiety, zmieszani z dziećmi. W śniegu i znów wspinali się na górę.
– Tak, dobrze się bawisz-przyznała Olga Siemionowna, obserwując z okna, jak bawią się ludzie-ale to nie dla mnie. Nie mogłabym żyć na wsi.
– Nic, żyjemy-Ulyana Timofeevna ponownie ugniatała ciasto na ciasta. – Tylko z pracą mamy problem, nie ma jej. Ludzie do miasta pędzą. I tak, łaska. Przestrzeń dla dzieci. Szkoła-czyli u nas. Przyjedź latem. Ośrodek jest prawdziwy.
-Może kiedyś…
Ale Julia wieczorem ogłosiła matce, że ona i Vasya postanowili osiedlić się tutaj na stałe.
– Mogę pracować zdalnie, jest Internet, do miasta jest tylko pół godziny jazdy. I tak podobało mi się tutaj wiejskie Jedzenie i zjeżdżalnie śnieżne!
– Oszalałaś? – matka nie mogła uwierzyć, że córka mówi poważnie. – O czym tu zapomniałaś? Nie masz pojęcia, jak ciężko jest żyć na wsi. Myślisz, że każdy dzień będzie świętem? Błoto, obornik, muchy. Bez sklepów, bez teatrów!
Basia bardzo namawia. I chcę spróbować. Nie mogę go nakarmić sam – zaśmiała się Julia – A do miasta bliżej dojeżdżać niż w mieście z jednej dzielnicy do drugiej.
– To prawda-skinęła głową teściowa-a nie zakorzenisz się, zawsze zdążysz wrócić. Pomożesz nam trochę, starzy ludzie.
Miesiąc później Olga Semenovna przyjechała odwiedzić córkę, za którą już zaczęła tęsknić.
Nie rozpoznała jej od razu, przeszła przez Podwórko, prawie do ganku, kiedy Julia zawołała ze stodoły:
– Mamo! Witaj! otarła ręce o fartuch noszony na bawełnianej bluzie i chwytając wiadro poszła na spotkanie, niezdarnie przestawiając nogi w ogromnych filcowych butach.