Antonina sprzątała podwórka swojej dzielnicy. Nie płacili dużo pieniędzy, ale przynajmniej coś. Wraz z 30-letnim synem musieli zamieszkać w małym mieszkaniu. Żona wyrzuciła Valerę, mówiąc, że jest jeszcze młoda i nie chce wiązać rąk i nóg, mieszkając z osobą niepełnosprawną.
Antonina marzyła o przeprowadzce do wioski, gdzie można było poprawić zdrowie Valery. Pewnego ranka, zamiatając Podwórko, kobieta zobaczyła jakąś szafę. Meble nie wyglądały na tak postrzępione, by je wyrzucić. Woźna rozejrzała się. Nie zauważając nikogo w pobliżu, uchyliła szafę i prawie upadła. Ktoś zapomniał w nim paczki z pieniędzmi!
Teraz Antonina na pewno kupi Domek, ponieważ znalazła na to środki. Ale nie. Myśl o tym, że ktoś zapomniał o swoich pieniądzach, a teraz może płacze z tego powodu, nie dawała kobiecie spokoju. Antonina nie mogła tak po prostu wziąć kogoś innego.
Z wejścia nagle wyszedł wiecznie brudny alkoholik Vasya. Widząc woźnego, cofnął się. Nie chciał się z nią krzyżować. Ostatni raz, kiedy pili na podwórku, Antonina rozpędziła ich miotłą.
– Basia, chodź tu! krzyknęła do niego.
– Czego chcesz? Basia burknęła.
– Nie wiesz, kto wyrzucił te meble na śmietnik? – co? – zapytała Woźna.
Mężczyzna przyjrzał się uważnie.
– A co z tym? Wiem-odpowiedział. – Z trzeciego piętra zabrali panienkę jedną. Wydaje się, że jej dziecko jest chore, a ona sama zaczęła remontować mieszkanie, podczas gdy jej córka była w szpitalu. Mam premię za informacje, co, Ivanovna?
– Teraz zapłacę ci premię! zamach na Wasię zagroził Antoninowi, a ten wyskoczył z podwórka.
Pięć minut później kobieta stała przy drzwiach gospodyni wyrzuconej szafy.
– Dzień dobry! Jestem Antonina Iwanowna-powiedziała, gdy pojawiła się na progu.
– Witam, znam pana. Jesteś naszym woźnym – przywitała się Kasia. – Chodź, właśnie mieliśmy pić herbatę z naparem.
– Czuję się jakoś nieswojo, teraz wyglądam tak źle-zamilkła Antonina.
– W porządku, jesteśmy sąsiadami – zaśmiała się Kasia.
Kobieta poszła do kuchni za gospodynią. Przy stole Antonina zapytała:
– Powiedz mi, czy ostatnio nic nie wyrzuciłeś?
– Wyrzucać. Szafa była niepotrzebna.
– A w szafie nic nie było?
– Nie ma…
– A to? – co? – zapytała Woźna.
– Skąd go masz? – biorąc przedmiot, była zaskoczona Kasia.
– Leżał w Twojej szafie-powiedziała Antonina.
Młoda kobieta z przerażeniem zawołała córkę:
– Varenka, włożyłaś moją torbę do szafy?
– Mamo, ukrywałaś go wszędzie, więc postanowiłam go odłożyć – rozpłynęła się pięcioletnia dziewczynka, patrząc na
Kasia swoimi niebieskimi oczami. – Jesteś zła, mamusiu?
– Nie, dżem, co Ty. Idź Pa, pobaw się u siebie, porozmawiamy z ciotką.
– Dobrze, mamo-wybaczała mała. – Musisz nakarmić lalkę Dashę!
Od Katyi Antonina dowiedziała się, że jej córka nie została długo. Lekarze postawili rozczarowującą diagnozę, a młoda kobieta, najlepiej jak potrafiła, walczyła o życie małej Wari.
Antonina nie powiedziała synowi o tym, co się stało.
Minęło pół roku. W dzień wolny matka miała kłopoty w kuchni z naleśnikami, a syn oglądał telewizję. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
– Mamo, nie czekasz na nikogo? krzyknął młody człowiek do Antoniny.
– Nie, ale może Ljubka przyszła z nowinkami – powiedziała pospiesznie kobieta.
Na progu stała Kasia z córką.
– To my, Wpuść nas na mewy? – co? – spytała wesoło dziewczyna, kręcąc w dłoniach ciastem.
– Oczywiście, że tak-zaprosiła ich Antonina.
Z sąsiedniego pokoju na wózku inwalidzkim wyszedł Valera. Kasia nie przywiązywała żadnej wagi do jego obolałych nóg. Przywitała się z nim jak zwykły człowiek, z czego facet był bardzo zaskoczony.
– Wujku, a Ty mnie przejedziesz? – co? – spytała go Varia.
– No siadaj-Podchwyciwszy dziewczynę, posadził ją Valera.
Kobiety weszły do kuchni.
– Jak się czuje? zadała pytanie Antonina, podczas gdy młoda matka rozpakowywała ciasto.
– Wszystko w porządku. Przeprowadziliśmy operację-odpowiedziała Kasia. – Tylko my mamy jeden problem. Lekarze zalecili nam wyjazd na wieś, aby przywrócić zdrowie. Mamy duży domek, boimy się tam mieszkać sami. Chciałbym gdzieś zabrać towarzyszy.
– A ja i moja mama nie podejdziemy? mrugając do dziewczyny, zapytał Valery.
– Wiesz, bylibyśmy szczęśliwi! – krzyknęła Kasia.
– Byłoby fajnie! zgodziła się varia, a potem się zaśmiała. – A ja i wujek Valera prawie wpadliśmy w telewizor, mamo!
W wiosce było inaczej. Świeże powietrze, w pobliżu Jezioro, w którym Valera lubiła łowić ryby rano, leśny gaj z polanami truskawkowymi. Sąsiedzi Katiny pomogli w ogrodzie.
– Jeśli nagle nie będzie wody, możesz wziąć ją z naszej StuDni-powiedziała Baba nura.
Przez całe lato Antonina pomagała synowi ćwiczyć. Varia nie pozostała z boku, przypominając wujkowi Valerze o codziennych ćwiczeniach. Pewnego dnia facet poczuł ból w nogach.
– Mamo, coś tam chyba pękło! zawołał, gdy po raz kolejny uprawiali wychowanie fizyczne.
Varia zachwycona:
– Wujku Valera, wkrótce zaczniesz chodzić, a moja mama wyjdzie za Ciebie!
Ze swojego pokoju pojawiła się Kasia. Uroczyście oświadczyła:
– Nie będziemy czekać, aż Valera wstanie. Za dwa tygodnie mamy ślub!
Pod koniec sierpnia młodzi podpisali. Ślub odbył się skromnie, wzywając tylko przyjaciół i bliskich znajomych. Antonina była szczęśliwa. Jak się cieszyła, że nie zabrała sobie tej torby z pieniędzmi. Teraz miała zarówno Domek letniskowy, jak i najlepszą synową na świecie.