Zoe przez całe życie pracowała jako nauczycielka, a teraz musiała sprzedawać warzywa na rynku z powodu małej emerytury.

Zoe przez całe życie pracowała jako nauczycielka, a teraz musiała sprzedawać warzywa na rynku z powodu małej emerytury. Zięć przyprowadził do swojego mieszkania nową żonę, a córka wróciła do matki z dzieckiem. Zoe pomagała jej najlepiej jak potrafiła.

– Mamo, czuję się nieswojo przed tobą. Spędzasz cały dzień w ogrodzie, ale na rynku-powiedziała Ela. – Wolałabym odpocząć.
– Nic, córko. Dopóki jest siła, pomogę ci z wnukiem. Ty też nie zostajesz na uboczu, połowa ogrodu w ciągu kilku dni, jak to zrobiłeś! Sama bym tak nie poradziła-odpowiedziała kobieta. -A do szkoły trzeba kupić nowe buty. Nie pójdzie do szkoły?

Tak żyli, pomagając sobie nawzajem. Wierzyli, że pewnego dnia na ich ulicy nadejdzie święto. Oczywiście, gdyby Ela mogła “chodzić po głowach”, nie cierpiałaby sama.

Pewnego ranka Zoja Fiodorowna poszła handlować. Miejsce miała atutowe, a jej miejsce było wałem. Zauważyli to inni sprzedawcy, wśród których była znajoma była nauczycielka, Ludmiła. Więc zajęła miejsce Zoe.
– Dlaczego tak długo śpisz? Przepraszam, że już zajmowałam Twoje miejsce. Będę się zbierał godzinę i rozkładał godzinę, więc będziesz musiał dzisiaj szukać innej opcji-stwierdziła Luda.

 

Zoe nie przeklinała jej. Nie w jej charakterze. Kobieta nie była daleko, położyła towar. Okazało się, że Sąsiadka handlowała w pobliżu.

– Co u Twojego szwagra? Nie wróciłeś? – co? – zapytała Tanya.
– Nie wróciłem – westchnęła Zoe. – Ma teraz swoje życie.
– Młodzi nie potrzebują teraz rodziny, dzieci. Chcą żyć dla siebie. Mój nadal się nie ożenił, wszystko biegnie po górach-powiedziała Sąsiadka.

Po rozmowie czas minął niezauważony. Po obiedzie na rynku pojawił się młody mężczyzna ubrany w dziwne ubrania.

– Nie siedziałeś? – co? – odezwała się Luda. wszyscy kupcy spojrzeli przestraszony w stronę przybysza.

Mężczyzna ruszył do sklepu Zoe. Podchodząc do jej towaru, otarł kieszenie i zapytał:

– Ciociu, nie ma pieniędzy. Mogę prosić o kilka jabłek?
– Weź to, co tam jest. A dlaczego taki młody człowiek nie ma pieniędzy? wzruszając ramionami, powiedziała w odpowiedzi.
– Muszę, ciociu, wracać do domu z miejsc nie tak odległych. Nie bój się, nie Jestem mordercą. Dałem się nabrać jak chłopiec na kobietę, więc znalazłem się w więzieniu.

– A co Ci krewni nie mogą pomóc? Dlaczego jeden wraca do domu?
– Być. Nie czuję się komfortowo, dzwoniąc do nich. Niespodzianka chcę przyjechać.
– A daleko jechać? – co? – zapytała kobieta.
– Uljanowsk
– Długa droga!

Potem były zek odszedł na chwilę. Przy Rynku znajdował się dworzec. Zoe widziała mężczyznę rozmawiającego o czymś z kierowcą, a potem wrócił do niej.

– Ciocia. Pożycz mi trochę. W przeciwnym razie nie widzę mojego domu. Nie bój się, oddam ci dług, Jak zarobię-zapytał, patrząc błagalnie na kobietę.

– Potrzebujesz dużo?
– Tysiąc!

A Zoe pod zakłopotanymi spojrzeniami innych sprzedawców wręczyła mu Hojny rachunek.
– Nie idź Ci pieszo, bierz-powiedziała.
– Dziękuję bardzo! Na pewno oddam! podziękował jej młody człowiek. – Mam na imię pasza, a jak się nazywasz?
– Zoja Fiodorowna
– Dziękuję, Zoja Fiodorowna! jeszcze raz podziękował i ruszył w stronę autobusu.
– Jaka jesteś, Zoe, głupia! Nic Ci nie zwróci! – co? – oburzyła się Sąsiadka.
– Musimy sobie pomagać, nie jesteśmy bestią-usprawiedliwiała się kobieta.
– Nie jest człowiekiem. Zek – on i w Afryce zek!

Zoe, machając ręką na Tanyę, zamknęła się w domu.

W weekendy piwo spadło z temperaturą. Matka, zbierając wszelkiego rodzaju zioła w ogrodzie, leczyła córkę najlepiej, jak potrafiła.

Wnuczka przybiegła wieczorem z książką i pociągając Zoe za rękaw, wybaczyła:

– Babciu, Poczytaj mi bajkę?
– Oczywiście, że czytam, wnuczka – zgodziła się starsza kobieta, głaszcząc dziewczynę po głowie.

Na Zewnątrz zaczęło padać. Pod trzaskiem drewna opałowego topionego w piecu, ale nakryła stół. Rodzina miała zjeść obiad. Nagle ktoś zapukał do drzwi.

Kobiety spojrzały. Nie czekali na nikogo!
– Mogę? otworzył drzwi i wszedł nieznajomy. Patrząc na niego uważnie, Zoe przypomniała sobie:
– Pasza?
– Tak, ja, Zoja Fiodorowna. Przepraszam, że od razu nie spłaciłem długu. Ostatnio sporo spadło na mnie.
– Gdyby nie twoje oczy, nigdy by cię nie poznała! roześmiała się starsza kobieta. – Wyglądasz tak przyzwoicie! Ubrany w Garnitur, Ogolony, prosto wyglądający.
– A ty Dołącz do naszej kolacji-zaproponowała gościowi Ela, trochę się zaśmiała.

Przy stole pasza opowiedział swoją historię o tym, jak trafił za kratki. Niesłusznie przyznano aż trzy lata!

– Teraz znowu wróciłem na stanowisko ordynatora, więc jeśli będzie trzeba, przyjdź do mojej kliniki-zakończył historię, patrząc z zainteresowaniem na Elę.

A tydzień później znajomy samochód zatrzymał się w domu Zoe, z którego wysiadł Paweł z dużym bukietem kwiatów.
– Córko, spójrz przez okno! Przyjechał twój narzeczony-spojrzawszy przez zasłonę, zawołała matka. – Wkrótce zagramy wesele?
– Tak? Więc na naszą ulicę przyszło święto! – co? – zaśmiała się Ela, przyciskając małą Lesię do piersi.

Related Posts