Przygarnęłam córkę na noc

Po rzuceniu kurtki Ludmiła wyszła do sieni i zabrała ze sobą paczkę suchej karmy. Od czasu do czasu smażyłem jej popiół na zakupionym — pozostało niewiele resztek ze stołu: syn poszedł do wojska, nie ma dla kogo gotować.

– Tak, wyszedłem, uspokój się! Jesion, tu-tu, gdzie jesteś?

Ale nie … nie do jedzenia jesionu. Pies szczekał wyraźnie w kierunku furtki. Widząc kochankę, zwinął jeszcze bardziej energiczny ogon, ale nie ruszył się z miejsca. Ludmiła spojrzała w ciemność przez płot z boku-wydaje się, że zarysy postaci za furtką są widoczne.

– Kto tam jest? Przychodzisz do mnie? Cicho, Jesionie, wow!.. – co? – skulona mocniej w kurtkę, krzyknęła Ludmiła.

Zimno jak, Ojcze! Chwalebnie pękło na ziemi mrozem! Podczas gdy Ludmiła, rzucając torbę z jedzeniem przy bramie, poruszała ryglem, usłyszała, jak kroki zaczęły oddalać się od niej po skrzypiącym śniegu. Zdążyła zobaczyć, że cienka postać ucieka w ciemność, torba w rękach podskakuje.

– Hej, hej, kobieto, czekaj! Czego chciałeś?

Postać poruszała się jeszcze szybciej, na rysia przeszła. Ludmiła za nią. Co to za dziwność?

– Stójcie! – dysząc, żądała Ludmiła. – AJ, no ty…

A potem postać, przebiegła jeszcze kilka kroków, zatrzymała się i pozostała, opuszczając głowę, jakby jej siły na tym wyschły. Torba z kobiecej dłoni wyślizgnęła się, pogrążając się cicho w śniegu. Ludmiła zamrugała w niezrozumiałych sprawach, podeszła bliżej. Odwróciła nieznajomego do siebie.

– Poleczka Oto te na! Co ty na to? I pomyślałem: co za kobieta, a to Ty, dziewczyno. Więc co Ty? Spójrz na mnie!

Paulina stała ponuro, spuszczając Oczy. Ludmiła ją znała, widziała ją trzy razy z synem. Spotkaliśmy się, jakby … przynajmniej mój syn uderzył. Tak, tylko przerwali wszystko nagle na trzy miesiące przed wezwaniem, a Vovka, jej syn, zdążył skręcić z innym. Och, i wietrzny, zmieniał dziewczyny, bawiąc się.

– Więc czego chciałaś, Paul? Z sufitem? Więc został zabrany do wojska od miesiąca, nie wiedziałaś?

— Wiedzieć. Do ciebie ja… — niezmiernie wycisnęła z siebie Paulina, wciąż nie podnosząc oczu.

Pierwszą myślą Ludmiły było to, że może coś się stało z Vovką,a ona jeszcze nie wie? Serce było zimne.

– Co to jest? Mów!

Polina spojrzała na nią nieszczęśliwie i otworzyła usta, nabierając zimnego powietrza, gdy nagle śnieg za plecami Ludmiły złapał wiatr z ziemi i, kołysząc się jednym wirem, wbił się w twarz Poliny kolczastymi płatkami śniegu. Ludmiła, posłuszna macierzyńskiemu instynktowi, złapała dziewczynę za rękę – była lodowata, prawie zdrętwiała.

– Och, kochanie! Chodźmy do domu, co tu stać na zimno! Wezmę Twoją torbę, ty idź do przodu, tylko poczekaj przy bramie-zatrzymam psa. Ogólnie jest spokojny, ale nigdy nie wiadomo.

Jesion powitał nocnego gościa radosnym szczekaniem, zwinięty że jest ogon moczu w postaci bajgla.

– Idź, idź! – dowodziła Ludmiła – w sieni i w lewo drzwi, rozbierz się tam. A ja mam psa do jedzenia.

Paulina, nieśmiała, skinęła głową i zaczęła wchodzić na ganek.

– Co ty, co? Co z tego? – pogłaskała psa Ludmiła-mój jesteś wspaniały! A kim jest mój dobry chłopak? Ty! Ty! Idziemy pod baldachim. Gdzie twoja miska? Cóż, wszystko, jedz, zasłużyłeś.

Potem wzrok Ludmiły stał się niespokojny. Spojrzała na kuchenne okno, w którym błysnęła owinięta w ciepłe postać Pauliny.

“A co to jest ona na noc patrząc?”Ludmiła pomyślała ponownie niepokojąco.

Kiedy gospodyni wróciła do domu, gość stał już rozebrany, przyciskając do siebie zimowy płaszcz. Z góry, dotykając podłogi, opadał jej kolorowy szalik. Ludmiła zostawiła torbę Poliny na wyciągnięcie ręki.

– Przepraszam, myślę źle po śnie-podeszła do kuchennego zestawu Ludmiła-znokautowała mnie po dniu. Rzuć płaszcz na krzesło i usiądź. Napijmy się mewy? A może jesteś głodna? Mam pureshkę z kotletami, choć wczoraj.

– Nie, Nie jestem głodna, dziękuję, ale herbatę można, jeśli nie jest to dla ciebie trudne.

– Usiądź, zaraz-rozkazała Ludmiła i zaczęła zapalać kuchenkę gazową.

Kilka minut spędziliśmy w ciszy. Ludmiła wyjęła torebki herbaty, rozłożyła je na kubki. Cóż, jak długo to dziecko będzie siedzieć cicho? Ile ona ma? Lat siedemnaście-osiemnaście? Z wyglądu całkiem dite, zamknięty, nieśmiały.

– A ja, wiesz, odeszłam od rodziców. Wyrzucili mnie-odezwała się nagle Paulina, prowadząc różowym palcem po wzorze na obrusie. – Powiedzieli, że jeśli nie chcesz aborcji, idź do kogoś, z kim chodziłeś, a oni nie będą jeść tej owsianki. Hmm-chrząknęła na końcu, próbując stłumić łzy.

– Jaką aborcja? O czym ty mówisz, kochanie? – zamarzła Ludmiła z paczką cukru (chciała dosypać do cukiernicy, bo została na dnie).

— Zwyczajny. Będę miał dziecko od waszej wowy.

Ludmiła zachichotała jak kura, poprowadziła głowę na boki. Oto wiadomości! Potem za plecami gwizdnął czajnik, prawie upuściła ten cukier. Wyłączyła wszystko, usiadła naprzeciwko Pauliny. Oczy są jak dwa motki babci do robienia na drutach. A gość nie odważy się patrzeć bezpośrednio, siedzi cały zaciśnięty, Konopki wyraźnie wyróżniają się na bladej skórze, rudawe rzęsy drżą, a sama Paulina jest ruda, niezbyt piękna, ale przytulna, słodka dziewczyna. Ma oczy z jakimś smutnym nacięciem, zewnętrzne rogi są opuszczone, gąbki są całkowicie cienkie, zagubione pośród całego tego szału. Tak, niezbyt ładna… ale spójrz na nią – i od razu się uśmiechnij, bo jest ciepła i przyjemna jak słońce.

– Opiekował się mną, wiesz. Myślałam, że mnie lubi… jestem w nim zakochana od dawna, od siódmej klasy… A on, jak się okazuje, kłócił się z chłopakami o kanister benzyny, że mnie to… cóż, rozumiesz. Mój pierwszy będzie. Więc osiągnąłem swoje-upił mnie, zabolał, a ja, D * RA naiwna, uszy i powiesiłem… następnego dnia twój Wowa już przytulił się do drugiego, a patrzył na mnie z uśmiechem, z zadorinką. Na przykład – ” a co to jest? Jesteśmy wolnymi ludźmi, nic Ci nie obiecałem”.

Ludmiła wzięła ciężki i głęboki oddech i tylko mogła wycisnąć z siebie:

– Oh!

Paulina, ośmielając się, podniosła oczy na Ludmiłę:

– Od razu nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Wydaje mi się, że miałem okres, no cóż… rozmazany, nie zgodnie z harmonogramem. Myślałam, że już tak się stało. Potem zgadłem, że zrobiłem test. Dzisiaj mama zabrała mnie do ginekologa … dwanaście tygodni … jeszcze można … ale nie mogę zabić tego dziecka. W domu taki skandal! Och, ten folder krzyczał!.. przeklinam!

Paulina przycisnęła rękę do ust, Cała pomarszczona. Ludmiła nie wiedziała, co włożyć.

– W sumie wyrzucili mnie z emocji. Gdzie mam tu iść? Myślą, że pójdę na spacer i się zastanowię, ale nie! Mogę pojechać do babci, mieszka w Lipkach, daleko, dziś już nie ma. Możesz mnie przytulić na jedną noc, jeśli możesz?..

Ludmiła, w końcu zdając sobie sprawę, czego konkretnie od niej potrzeba, stała się niezdecydowana.

– Zostań oczywiście! I nawet nie na jedną noc, ale na ile to zajmie. Co ja-nie znajdę dla Ciebie miejsca w trzypokojowym domu?

— Podziękowanie.

– Porozmawiam z Vovką, jutro zadzwonię do tego łajdaka. Poślubię cię po wojsku, i Ty!

– Nie rób tego. Nie kocha mnie. Nie chcę się w ten sposób ożenić.

– No wiesz-odparła pracowicie Ludmiła, wlewając wrzącą wodę do zapomnianych filiżanek. – teraz powinieneś trzymać swoje życzenia z daleka-mówię ci to jako matka, która wychowała syna. Wyjechaliśmy, tańczyliśmy i będzie z Tobą. Teraz nadeszła dorosłość, odpowiedzialność. Wowa z wojska wróci, Boże, mądrzejszy, bardziej dorosły. Co on teraz robi? Dzieciak z wiatrem między uszami. A w wojsku z niego wyrządzą wszelkie bzdury. Nie musisz się teraz denerwować. Zapomniałam — uczysz się w technikum, prawda? Ty i ja przechodzimy przez autobus.

– Tak, trzeci rok.

– A w którym?

– Na Medyka.

– Spójrz! Koledzy, to znaczy! Pracuję w Szpitalu Wojewódzkim jako starsza pielęgniarka, na oddziale chirurgii. Świat jest ciasny!

– Na pewno.

Rozmawiali o drobiazgach, Paulina nie wyróżniała się rozmową-była nieśmiała. Zaczęli się przygotowywać do snu.

– Ja ci u wowy pościelę, on ma dobre łóżko.

— Podziękowanie.

– A jutro na parę?

— Aga.

— A mnie do pracy-o zastępstwo prosili do wieczora. Więc pojedziemy razem autobusem. Śpij, odpoczywaj i nie myśl o niczym. Poranek wieczoru jest mądrzejszy, być może twoi rodzice się uspokoją jutro przyjdą na ukłon.

Paulina milczała. Ile jej ojciec powiedział … bardzo ją obraził.

Ludmiła nie spała do późnej godziny. Rzuciła list do syna na całe prześcieradło, zbeształa, wyjaśniła, jak prawidłowo żyć, przypomniała mu odejście ojca-jak to było dorastać bez ojca, chłopcze? Czy to dziecko zasługuje na coś takiego?

“Ogólnie Rzecz Biorąc, vova, nie zawiedź mnie całkowicie. Dużo znosiłam Twoje wybryki, przestań się wygłupiać, wrócisz z wojska jako tata i przejmiesz kontrolę nad rodziną. Bądź mężczyzną!»

A Paulina stała w jego pokoju, chodziła tam iz powrotem, badała jego mały świat z bliska. I tak kochałam. Wydawało jej się, że w tym pokoju wciąż jest zapach wowy-wytrwały, cierpki, bezczelny… potem położyła się na jego łóżku i próbowała zasnąć, obejmując jego poduszkę. I udusić jego polowanie i … wybaczyć. I wybaczyłaby, gdyby stał się dorosły.

Related Posts