Maksym chodził po pokoju, przechadzając się z kąta w kąt. Wydawało się, że wszystkie elementy jego starannie zaplanowanej gry w końcu się połączyły. Pozostał jeszcze jeden krok – musiał jakoś zneutralizować Katię. Od pierwszego spotkania między nim a pasierbicą nawiązała się cicha waśń.
Dziewczyna wydawała się mieć nadprzyrodzoną intuicję, która pozwalała jej dostrzec jego prawdziwe intencje pod maską oddanego męża. Zrozumiała, że dla niego Anna, jej matka, była tylko narzędziem do osiągania celów. To małżeństwo zostało zawarte wyłącznie w celu dostępu do rodzinnego majątku.
I tylko Katia potrafiła dostrzec prawdę pod fasadą kochającego męża. Wszyscy wokół upierali się, że uczucia Maksima są szczere. Najważniejsze było to, że sama Anna wierzyła w to bezwarunkowo. A on niezmordowanie wspierał tę wiarę.
Maksim miał jasny plan i realizował go z matematyczną precyzją. Nie tolerował półśrodków – tylko całkowitą kontrolę nad sytuacją. Jeśli chodzi o Annę, ta kwestia prawie rozwiązała się sama. Po tym tragicznym wypadku została przykuta do szpitalnego łóżka. Pojawił się jednak nieprzyjemny problem: Katia miała być w samochodzie z matką, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie i została w domu.
Na szczęście dla Maksima dziewczyna nie zauważyła jego triumfalnego świętowania po telefonie o poważnym wypadku z udziałem jego żony. A może zauważyła? Może dlatego tak szybko wyszła z domu? Oczywiście, nikt nie bierze słów nastolatki na poważnie. Ale jeśli zacznie szerzyć swoje podejrzenia, może to spowodować wiele problemów.
Katia musi zostać odnaleziona i objęta kontrolą. Przygotował już dokumenty, które uznają ją za niekompetentną i pozbawiają prawa do podejmowania samodzielnych decyzji.
Anna miała dobrze prosperujący biznes, debugowany w najdrobniejszych szczegółach. Stworzyła system, który działał nawet pod jej nieobecność. Teraz Maksym nie mógł przejąć kontroli nad firmą w swoje ręce. Firma funkcjonowała idealnie, ale on czuł się jak zewnętrzny obserwator.
„Dlaczego mnie ignorujecie?” – zwrócił się w myślach do pracowników. „Jakiż wkurzający! Ale mniejsza z tym… Najpierw znajdę Katię, a potem…”
Znowu chwycił za telefon:
„Jakieś wieści?”
Odpowiedź była negatywna. Wyglądało na to, że dziewczyna zniknęła. Szorstki głos po drugiej stronie linii sprawił, że się napiął, ale szybko się otrząsnął.
„Czy ty jesteś zupełnie ślepy? Nie możesz znaleźć chociaż jednej dziewczyny? Czy jesteś zupełnie bezużyteczny?”
Głos po drugiej stronie linii natychmiast odpowiedział:
„Powinieneś ugryźć się w język, bo inaczej możesz skończyć na zabawie w chowanego. Jeśli chcesz, sam jej poszukaj”.
Połączenie zostało przerwane krótkimi sygnałami dźwiękowymi. Maksym ze złością rzucił telefon na krzesło.
„Do diabła…” wymamrotał przez zęby. Z jakiegoś powodu nikt nie traktował go poważnie. Anna, tak. Wszyscy słuchali jej bez pytania, chociaż ona nigdy nie podnosiła głosu. Ale on nie. Bez względu na to, jak bardzo się starał.
Ta sytuacja doprowadzała go do szału. Za co otrzymał przydomek „Szalony”. Zapadł się w fotel, pogrążony w myślach. Jeśli Katia uciekła, oznaczało to, że nie pojawi się szybko. Dało mu to okazję do działania. Na przykład mógł negocjować z lekarzem, aby wyłączyć sztuczną maszynę podtrzymującą życie Anny. Jak długo mógł czekać? Minął tydzień. Był mężem, wyraził zgodę. Być może maszyna była bardziej potrzebna komuś innemu, kto miał większe szanse na wyzdrowienie…
Maxim się uśmiechnął. Osiągnie wszystko, co zaplanował. Będą go nazywać Maksymem Wiktorowiczem z szacunkiem. Zostanie głową ogromnego imperium, władcą losów wielu ludzi, którzy będą od niego zależni.
Zdecydowano. Wieczorem pójdzie do szpitala i rozwiąże sprawę z lekarzem.
W międzyczasie Katia przedzierała się przez gęste zarośla. Kilkakrotnie zmieniała autobusy, próbując zatrzeć ślady. Jej oczy były czerwone od płaczu. Bardzo martwiła się o matkę, ale rozumiała, że jeśli nie zrobi tego, co zaplanowała, to obie nie będą miały szans.
Tydzień przed tym fatalnym wypadkiem miała miejsce niezwykła rozmowa. Katia, jak poprzednio, często pytała matkę o ojca, ale zawsze otrzymywała tę samą odpowiedź: „Rozważ, że odszedł”. Jednak tego wieczoru, kiedy Maksima nie było w domu, Anna posadziła ją naprzeciwko i powiedziała:
„Katia, chcę ci opowiedzieć o twoim tacie”.
Dziewczynka uniosła brwi ze zdziwienia, a jej matka westchnęła ciężko:
„Widzisz, ostatnio coś mnie dręczy. Sama nie potrafię zrozumieć, co jest tego przyczyną. Mam jakieś nieprzyjemne sny. Nie wierzę w te wszystkie mistyczne bzdury, ale coś mi mówi…
Dlatego postanowiłam się tym z tobą podzielić. Jeśli zaczną dziać się dziwne rzeczy, będziesz musiała go znaleźć.
Katja pokręciła głową:
— Mamo, o czym ty mówisz?
— Jeszcze nie wiem, moja droga. Ale lepiej powiem ci, żebyś się uspokoiła. Zwłaszcza że zawsze chciałaś wiedzieć o nim więcej.
Anna zamknęła oczy:
— Wiesz, Katiuszo, nadal jestem pewna, że nikt inny nie doświadczył takiej miłości, jaka była między mną a twoim tatą. On był dla mnie wszystkim. A ja byłam dla niego.
Kobieta uśmiechnęła się smutno:
— Wtedy byłyśmy młode i gorące, a nasza młodzieńcza duma nie pozwalała nam wycofać się z podjętych decyzji.
x na emocjach. Twój tata był obiecującym lekarzem. A ja dopiero co skończyłam ekonomię na uniwersytecie. Byliśmy niesamowicie szczęśliwi i mieliśmy się pobrać.
Miałam przyjaciółkę Wierę, która szalała za Artemem. Jeszcze się nie poznaliśmy, a ona już się do niego przytuliła. Ale potem on poznał mnie i Wiera nie miała szans. Ale ona widziała to po swojemu. Po tym od razu przestała się ze mną kontaktować. Myślałam, że to tylko dziecinna uraza, która z czasem minie. Ale Wiera miała coś złego na myśli.
Pewnego dnia zadzwonili do mnie i powiedzieli, że Artem jest chory. Pobiegłam przez miasto. A kiedy przybiegłam, zastałam go w łóżku z Wierą. Krzyczałam, płakałam, wyrzuciłam go, nie dając mu szansy na wytłumaczenie się. Później dowiedziałam się, że Artem po prostu spał. A Wiera, która dawno temu zrobiła kopię kluczy, wszystko zaplanowała. Czekała na moment, kiedy wejdę i wskoczyła pod jego koc.
Kiedy się obudził, automatycznie przyciągnął do siebie tego, który był obok niego. Kiedy Wiera zorientowała się, że Artem jej nie pocieszy, opowiedziała mi wszystko. Pewnie po to, żeby ją jeszcze bardziej zranić. Ale było już za późno. Artem w gniewie zostawił wszystko, sprzedał mieszkanie rodziców i odszedł, a ja… nigdy za nim nie poszłam. Duma mnie zniszczyła.
Później oczywiście zdałam sobie sprawę ze swoich błędów, ale już tam nie poszłam. Po pierwsze, nie wiedziałam, gdzie go szukać, a po drugie, zrozumiałam, że będę miała ciebie.
– Córko, jeśli wydarzy się coś dziwnego lub strasznego, weź ten adres. Jest tam tylko nazwa wsi i regionu, ale znajdziesz go. Jestem pewna.
Katia starannie schowała kartkę. Jak tylko strach mamy minie, na pewno pojadą razem do tego samego Artema, który miał zostać jej ojcem.
Ale nigdy nie pojechali. Katia, dowiedziawszy się o incydencie, a potem zauważając, jak szczęśliwy był Maksym z telefonem w rękach, zrozumiała: im szybciej znajdzie ojca, tym większe szanse dla matki.
Przedzierając się przez gęste zarośla, Katia w końcu uznała, że to jest ta wieś, której szukała. Potrzebowała Artema Andriejewicza Sokołowa.
Rozejrzawszy się, wyszła na drogę.
– Cześć, czy mogę zadać ci pytanie? Jak mogę znaleźć Artema Sokołowa?
Starszy mężczyzna, którego spotkała, zmarszczył zamyślone czoło:
– Nie pamiętam go. Jak powiedziałaś, kogo szukasz?
– Sokołow Artem Andriejewicz.
Katię zaczęła ogarniać panika. A co, jeśli jej matka się pomyliła? A co, jeśli nie mieszka tu od dawna?
Wtedy dziadek uderzył się w czoło:
– Andrieicz, czy co? Mogłeś od razu tak powiedzieć! On jest w domu, dokąd mógłby pójść? Mieszka tuż przy pracy.
– A gdzie jest jego miejsce pracy?
Serce Katii waliło tak głośno, że wydawało się, że zaraz wyskoczy jej z piersi.
– Idź prosto do samego końca, potem skręć w lewo, a dotrzesz do budynku. Tam jest napisane „Szpital”.
Katia pobiegła we wskazanym kierunku, a potem rzuciła się biegiem. Wiedziała, że czas jest przeciwko niej. Poza tym musiała udowodnić Artemowi Andriejewiczowi, że naprawdę jest jego córką, a nie jakimś oszustem.
Poznała go od razu. Nikt inny nie mógł być tym, kim był dla jej matki. Anna nie mówiłaby o nim z takim ciepłem, gdyby Artem nie miał w sobie pewnej szczególnej cechy. Wysoki, o szerokich ramionach, ciemnych oczach i mocno zaciśniętych ustach sprawiał wrażenie osoby niezawodnej i zdecydowanej. W przeciwieństwie do Maksyma, którego maska kochającego męża zawsze wydawała się krucha, Artem Andriejewicz emanował autentycznością.
Katja stanęła przed nim, a Artem zamarł, wpatrując się w nią uważnie. Jego brwi powoli powędrowały w górę.
– Cześć, Artem Andriejewiczu!
Potrząsnął głową:
– Kim jesteś?
W tym momencie Katia zrozumiała powód jego zaskoczenia. Wszyscy mówili, że jest bardzo podobna do swojej matki.
– Jestem Katia! Twoja córka. Mama i ja potrzebujemy twojej pomocy. Wiem, że wiele się między wami wydarzyło, ale proszę, zapomnij o wszystkim, przynajmniej na jakiś czas. Nie poradzimy sobie bez ciebie.
W miarę jak mówiła, brwi Artema stawały się coraz wyższe. W końcu powiedział:
– Chodźmy do mojego gabinetu. Coś tu jest nie tak.
Maksim uważnie spojrzał na lekarza:
– Czy rozumiesz, czego się od ciebie wymaga?
Lekarz pokręcił głową:
— Zgodnie z prawem mamy prawo utrzymać twoją żonę przy życiu na maszynie. A poza tym, jeśli jest choć cień szansy…
— Naprawdę nie rozumiesz? Okej, spróbuję to inaczej wytłumaczyć.
Maksym wyjął plik pieniędzy i położył je przed lekarzem:
— Ta osoba jest już bezpowrotnie stracona. Nikt jej nie potrzebuje, a szczególnie ja. Nie ma sensu marnować energii i cennego sprzętu na beznadziejny przypadek.
Lekarz w milczeniu spojrzał na pieniądze, a Maksym z zadowolonym mruknięciem wyszedł z gabinetu. Teraz najważniejsze jest, żeby Katia wróciła do domu lub pozostała niewidzialna dla innych. Znajdzie sposób, żeby nikt jej nie zobaczył.
Po kolacji w restauracji Maksym wrócił do domu i z poczuciem spełnienia położył się spać.
Nie wiadomo, ile czasu minęło, zanim obudził go telefon. W ciemnościach pokoju przesunął wzrokiem po ekranie. Oczywiście, to był lekarz. Najprawdopodobniej zgłaszał śmierć żony.
— To byłem ja. Czy zrozumiałeś moją prośbę?
– Ona… zniknęła.
Maxim nagle usiadł na łóżku:
– Co masz na myśli, zniknęła? Zmarła?
– Nie, zniknęła. Nie leży w łóżku.
– Ale to nie jest
możesz! Była nieprzytomna, praktycznie trupem.
– Ja też nie potrafię tego wytłumaczyć, ale jej nie ma na oddziale ani w szpitalu.
– Zaraz tam będę. Przygotuj nagrania z monitoringu.
Okazało się, że wszystkie kamery były tej nocy wyłączone. Jedynym źródłem informacji był ochroniarz, który był pijany w sztok. Powiedział, że tej nocy przyjechał jakiś mężczyzna w imponującym jeepie. Był dobroduszny, wesoły i poczęstował ochroniarza miodem pitnym. Chciał zrobić niespodziankę żonie, więc ochroniarz go przepuścił.
Anna powoli wracała do rzeczywistości. Od dłuższego czasu próbowała wydostać się z ciemności, ale coś ją z góry naciskało, nie pozwalając jej wstać. Kiedy w końcu zaczęła rozróżniać obrazy, wszystko sobie przypomniała: pedał hamulca zawiódł na stromym zjeździe. Spodziewała się sztuczki z każdej strony, ale nie z samochodu.
Anna nagle szarpnęła się, próbując usiąść:
– Katya! Gdzie jest Katya?
Ktoś delikatnie, ale stanowczo przycisnął ją plecami do łóżka.
– Cicho, nie możesz wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Twoja córka jest cała, zaraz tu będzie.
Anna otworzyła oczy. Najpierw zobaczyła rozmazane kolorowe plamy. Stopniowo zaczęły nabierać kształtu – i zdała sobie sprawę, że słyszy nie tylko głos, ale także widzi osobę, którą uważała za straconą na zawsze.
– Ty?.. – szepnęła, mrugając kilka razy.
– Ja, – odpowiedział po prostu.
Anna nadal mrugała, jakby chciała się upewnić, że to nie halucynacja.
– Naprawdę ty? – zapytała, wciąż nie wierząc własnym oczom.
Artem się uśmiechnął.
– Wygląda na to, że uderzenie w głowę było silniejsze, niż myślałem.
Anna rozejrzała się dookoła. Wszystkie przedmioty były ukryte za białym kocem – pokój wydawał się niemal sterylny.
– A jak ty się tu znalazłeś? – zapytała ze zdziwieniem.
– Aniu, bardziej logiczne byłoby zapytać, jak tu trafiłaś. Teraz jesteś we wsi Sołoniki. A Katia i ja postanowiliśmy… cię zabrać.
Anna chciała się śmiać, ale zamiast tego poczuła się bardzo zmęczona i natychmiast zasnęła. Ale tym razem jej twarz rozjaśnił ciepły uśmiech. Jeśli Artem jest w pobliżu, nieważne, ile lat go nie było, wszystko na pewno się ułoży.
Kiedy się obudziła następnym razem, pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Anna, było zadanie pytania:
– Jesteś żonaty?
Artem się uśmiechnął.
– Mogłeś nie pytać.
– Oczywiście, że nie, machnęła ręką.
– Skąd taka pewność?
– Po prostu wiem. Leż spokojnie, zrobię teraz EKG.
Maksym został zatrzymany w domu. Po prostu urządzał imprezę – zmęczyło go zgadywanie, gdzie mogła pójść Anna. Policja również milczała, więc postanowił zrobić sobie małą przerwę. Długo nie pozwalał sobie na relaks. Zaprosił wiele dziewczyn, żeby móc wybrać towarzystwo.
Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, pomyślał, że jeden z gości się spóźnia i bez ostrzeżenia otworzył drzwi. W następnej sekundzie leżał już twarzą do podłogi.
Oczywiście Anna nie mogła jeszcze być świadkiem tej sceny, ale Katia była obecna. Maksym spojrzał na nią, zdając sobie sprawę, że gdzieś popełnił błąd. Być może za bardzo wierzył we własny plan.
„Mam nadzieję, że twoja matka umarła?” – mruknął.
Katia uśmiechnęła się szeroko.
„Nie, ona żyje. Nawet nie licz na nią. A tak w ogóle, ona niedługo wychodzi za mąż. Jak tylko złoży pozew o rozwód z tobą”.
Maksym warknął i próbował rzucić się na Katię, ale policja natychmiast powstrzymała jego impuls.
Anna i Artem oficjalnie sformalizowali swój związek dopiero po sześciu miesiącach. Nie dlatego, że Anna była słaba, ale dlatego, że nie mogli się zdecydować, gdzie się osiedlić: w mieście czy na wsi. Kiedy kolejny argument utknął w martwym punkcie, Katia westchnęła:
„Wygląda na to, że nigdy nie będę miała normalnej rodziny, jeśli moi rodzice będą się zachowywać jak dzieci”.
Wyszła z pokoju, a Anna i Artem spojrzeli na siebie i się zaśmiali.
„Nasza córka ma absolutną rację” – powiedział Artem.
Będziemy musieli na przemian żyć w mieście i na wsi.