— Czekasz na kogoś? — Jej głos brzmiał spokojnie, bez śladu podniecenia.
Taras podniósł wzrok, a na jego twarzy nie było ani zdziwienia, ani konsternacji. Po prostu się uśmiechnął.
— Oczywiście, że ty.
— Ja? — Olesia poczuła, że grunt usuwa się jej spod stóp. — A może Żanna?
— Wszyscy mężczyźni są tacy sami — Anna ściszyła głos do szeptu, jakby dzieliła się sekretem. — Każdy z nich! W pewnym momencie się nudzą i zaczynają szukać… nowych wrażeń.
— Uljana przyłapała wczoraj swojego Renata z jakąś dziewczyną! Dziesięć lat małżeństwa — i wszystko poszło na marne! — Anna oburzyła się, odstawiając filiżankę na stół i wpatrując się w przyjaciółkę, czekając na reakcję.
Olesia pokręciła głową. Kochała Annę, ale czasami jej przyjaciółka zbyt mocno przejmowała się problemami innych ludzi. Olesia nie znała Uljanę i Renata zbyt dobrze – poznali się na spotkaniach towarzyskich kilka razy.
– Biedna Uljan… I co, przyłapała ich w sypialni? – Olesia mieszała łyżeczką zimną herbatę, czując się dziwnie niezręcznie.
– Nie! Widziałam ich przypadkiem w restauracji. Wyobraź sobie – szli trzymając się za ręce, a ta dziewczyna jest taka młoda! Studentka, chyba studentka pierwszego roku – Anna podeszła bliżej. – Uljan podejrzewała coś od dawna. Jakby Renat się zmienił – zaczął zostawać po godzinach w pracy, otaczał się sekretami. A weekendy – zawsze jakieś spotkania biznesowe! W niedzielę, wyobrażasz sobie?
Olesia kiwała głową roztargniona, myśląc o swoich. Taras też zaczął częściej zostawać po godzinach… Ale on naprawdę ma dużo pracy. Niedawno awansował.
– Wszyscy mężczyźni tacy są – Anna znów ściszyła głos. – Każdy z nich! W pewnym momencie zaczynają się nudzić i szukają… nowych doświadczeń.
„Nie gadaj głupot” – Olesya słabo zaprotestowała. „Taras nie jest taki”.
Anna odchyliła się na krześle i sceptycznie uniosła brew.
„Naprawdę? Jesteś pewien?”
Olesya poczuła, jak w jej wnętrzu narasta fala irytacji.
„Zdecydowanie. Jesteśmy razem od dziesięciu lat. Mamy dwójkę pięknych dzieci”.
„I co z tego? Uljana i Renat też mają dziecko. To ich nie powstrzymało.
„Taras mnie kocha” – powiedziała stanowczo Olesia, ale gdzieś głęboko w jej duszy wkradł się zdradziecki cień wątpliwości.
Anna uśmiechnęła się, jakby przeczytała myśli swojej przyjaciółki.
„Sprawdźmy twojego męża?” – zasugerowała. „Wtedy dowiesz się, czy jest wierny!”
– Co za bzdura? – Olesia zmarszczyła brwi. – Nie będę szpiegować własnego męża.
– A kto mówi o szpiegowaniu? – Anna pochyliła się do przodu. – Jest łatwiejszy sposób. Stwórzmy fałszywe konto jakiegoś przystojniaka, napiszmy do niego, zobaczmy, jak zareaguje…
– Nie! – Olesia zdecydowanie odsunęła kubek. – To… niesprawiedliwe. A tak w ogóle – ufam mu.
– No, no – Anna pobłażliwie skinęła głową. – Uljana też mu ufała.
Pierwsze oznaki Wątpliwości wdzierały się do świadomości Olesi niczym woda przez pękniętą tamę. Drobiazgi, na które wcześniej nie zwracała uwagi, nagle nabrały złowrogiego znaczenia.
Taras naprawdę zaczął częściej zostawać w pracy po godzinach. Czasami próbowała do niego dzwonić wieczorem, ale nie odbierał. „Spotkanie” – krótko później tłumaczył.
Dziesięć lat małżeństwa minęło jak jeden dzień. Poznała Tarasa na uniwersytecie – on studiował prawo, ona psychologię. Przyciągnęła ją jego pewność siebie, jakaś wewnętrzna godność. Nie flirtował z nią jak inni faceci, tylko po prostu zaprosił ją do kina – uprzejmie i bezpośrednio. Potem były trzy lata związku, a teraz dziesięć lat wspólnego życia.
Oczywiście się kłócili. Było szczególnie ciężko po narodzinach Arsenija – Olesia nie radziła sobie z nową rolą matki, Taras też nie był gotowy na to, że dziecko wymagało tak wiele uwagi. Drugie dziecko, Maja, urodziło się, gdy już przezwyciężyli kryzys, nauczyli się być rodzicami… I potem znów zrobiło się trudno.
Teraz Arseniy ma pięć lat, Maya trzy. Dzieci są cudowne, ale czasu dla siebie prawie nie ma. A co najważniejsze — czasu dla nich z Tarasem. Kiedy ostatnio gdzieś razem wyjechali? Pół roku temu? Rok?
Olesya często łapała się na myśleniu, że stopniowo zamienia się w nakręconą maszynę, która kręci się między pracą, praniem, gotowaniem i kładzeniem dzieci spać. A Taras coraz częściej siedział przy telefonie, odpowiadając na służbowe e-maile nawet w weekendy.
A teraz — dzieci w końcu zasnęły, a Taras siedział w salonie, zagrzebany w smartfonie, entuzjastycznie coś pisząc. Olesya podszedł cicho, ale on nadal słyszał — i natychmiast wyłączył ekran.
„Co tam takiego ciekawego?” — zapytała, próbując brzmieć swobodnie.
„Och, po prostu… korespondencja służbowa” — odpowiedział Taras, ale jego oczy unikały jej wzroku. A serce Olesyi zapadło się ze złym przeczuciem.
„Wciąż uważam, że to zły pomysł” — Olesya nerwowo przygryzła wargę, patrząc, jak Anna tworzy nowy profil na portalu społecznościowym.
„Spokojnie!” Sprawdzimy tylko jego reakcję, – jej przyjaciółka machnęła ręką. – Jeśli jest ci wierny, zignoruje wiadomość lub grzecznie odmówi.
– A kim my jesteśmy… – Olesya zawahała się, – będziemy reprezentować?
– Myślę, że młodą niezamężną dziewczynę, – Anna wypełniła formularz z entuzjazmem. – Około dwudziestu pięciu lat, więc nie jest za młoda, ale nie w tym samym wieku. Co o tym myślisz?
Olesya skrzywiła się.
– Nie podoba mi się to… Jeśli
zrobić, to przynajmniej bądź szczera. Niech będzie mniej więcej w moim wieku.
– Nudne! – prychnęła Anna. – Mężczyźni są zainteresowani młodymi ludźmi… Więc kompromis – dwadzieścia siedem lat, okej?
Olesia niechętnie skinęła głową. W końcu była pewna Tarasa. Ten pomysł po prostu udowodniłby, że Anna się myliła.
– Skąd weźmiemy zdjęcia?
– Mam pomysł, – uśmiechnęła się Anna. – Pamiętasz Katię? No cóż, była na naszych imprezach kilka razy. Ma siostrę, w idealnym wieku. Piękna, bystra, dokładnie taka, jakiej potrzebujemy. Mieszka w Petersburgu, więc nikt jej tu nie zna. I ma mnóstwo selfie na Instagramie – zobacz.
Olesia spojrzała na ekran telefonu. Rzeczywiście ładna dziewczyna – szczupła brunetka o wyrazistych oczach.
– No więc imię… powiedzmy Żanna, – kontynuowała Anna. — Niedawno przeprowadziła się do naszego miasta, pracuje w marketingu… samotna i szuka nowych znajomości.
— Anna, nie jestem pewna… — zaczęła Olesya, ale jej koleżanka już wrzucała zdjęcia na profil. Stwórzmy kilka postów o przeprowadzce i życiu od podstaw, żeby konto nie wyglądało na fałszywe. To wszystko, konto jest gotowe! Teraz wyślij prośbę o dodanie do znajomych do swojego męża i napisz wiadomość, coś kuszącego.
— Czekaj! — Olesya w panice złapała za rękę swoją koleżankę. — Przynajmniej nie piszmy pierwsza. Po prostu wyślijmy prośbę i zobaczmy, czy zaakceptuje.
— Nudne! — przeciągnęła Anna. — Ale okej, niech będzie po twojemu. Po raz pierwszy.
Taras przyjął prośbę następnego dnia. Olesya zobaczyła powiadomienie, kiedy spotkali się z Anną na filiżankę kawy.
— No i bałaś się — powiedziała triumfalnie Anna.
– Może jest po prostu uprzejmy – niepewnie sprzeciwiła się Olesia. – Zawsze przyjmuje kontakty biznesowe.
– Tak, tak, powiedz mi – Anna już pisała wiadomość. – „Cześć! Nie znamy się, ale zwróciłeś moją uwagę. Czy mógłbyś porozmawiać?” Nic specjalnego, po prostu przyjacielskie powitanie.
Olesia poczuła, jak jej wnętrzności się kurczą. Coraz mniej podobał jej się ten pomysł.
Odpowiedź przyszła godzinę później: „Cześć, oczywiście, nie mam nic przeciwko. Jesteś nowa w mieście? Co robisz?”
– Widzisz? – Anna znacząco uniosła brwi. – Nie tylko odpowiedział, ale i okazał zainteresowanie!
– To tylko uprzejmość – uparcie powtórzyła Olesia, ale wątpliwości już zagościły w jej wnętrzu.
Przez następne trzy dni korespondencja stawała się coraz bardziej ożywiona. „Żanna” flirtowała coraz bardziej otwarcie i ku przerażeniu Olesi, Taras odpowiedział. Ponadto sam zaczął zadawać pytania osobiste i wspomniał, że „ostatnio czuje się samotny, pomimo aktywnego życia towarzyskiego”.
„Nawet nie wspomniał, że jest żonaty!” Głos Anny brzmiał złośliwie triumfalnie. „A na bezpośrednie pytania o swój stan cywilny odpowiada wymijająco”.
A potem „Żanna” zaproponowała spotkanie. I Taras się zgodził. Powiedział, że będzie w kawiarni Hermitage o siódmej w piątek.
„Tutaj eksperyment powinien się zakończyć” – powiedziała stanowczo Olesia, ocierając łzy. „Sam pójdę na to spotkanie”.
Olesia przywitała piątkowy poranek czerwonymi od łez oczami. Nonna, ich niania, spojrzała na nią zaniepokojona, ale nie zadała żadnych pytań – i za to jej dziękuję.
Gdy mijała biuro, Olesia usłyszała Tarasa rozmawiającego z kimś przez telefon.
„Nie, nie mogę o siódmej, mam bardzo ważne spotkanie” – brzmiał zaniepokojony.
Serce Olesi zapadło się boleśnie. On naprawdę jechał na to spotkanie. On naprawdę… Nie, nie potrafiła nawet w myślach wypowiedzieć tego słowa.
Poprosiła o wcześniejsze wyjście z pracy, tłumacząc się bólem głowy. W domu długo stała przed lustrem, patrząc na swoje odbicie. Jej twarz była zapadnięta, a oczy pełne bólu. Starannie nałożyła makijaż, próbując ukryć ślady nieprzespanej nocy, i założyła najlepszą sukienkę. Jeśli miała stawić czoła takiemu upokorzeniu, powinna przynajmniej wyglądać przyzwoicie.
Kawiarnia Hermitage znajdowała się w centrum miasta. Olesi przybyła dwadzieścia minut przed wyznaczoną godziną i zajęła stolik w najdalszym kącie, skąd miała dobry widok na całą salę, ale trudno było ją zobaczyć.
Taras pojawił się za pięć siódma, wyglądał elegancko, w ciemnoniebieskiej marynarce, tak jak obiecał, i z bukietem czerwonych róż. Serce Olesi zapadło się boleśnie. Kiedy ostatni raz dał jej kwiaty? 8 marca? A może w jej urodziny?
Taras usiadł przy stoliku przy oknie i zamówił coś u kelnera, który podszedł. Potem zaczął zerkać na zegarek i na drzwi wejściowe.
Olesia zamarła, nie wiedząc, co robić dalej. Czy powinna teraz podejść? Czy w ogóle nie podchodzić?
I wtedy zobaczyła Annę. Jej przyjaciółka wślizgnęła się do kawiarni i pomachała jej zza figowca.
„Teraz albo nigdy” pomyślała Olesia i zdecydowanie wstała. Trzy kroki do stolika męża wydawały się jej nie mieć końca.
„Czekasz na kogoś?” Jej głos zabrzmiał niespodziewanie równo.
Taras podniósł wzrok, a na jego twarzy nie było cienia zaskoczenia ani zakłopotania. Po prostu się uśmiechnął.
– Oczywiście, że na ciebie.
– Na mnie? – Olesia poczuła, że grunt usuwa się jej spod stóp. – A może Żanna?
Taras westchnął, wyjął telefon, odblokował go i podał jej.
– Wiedziałam, że to ty i Anya, od samego początku.
Na ekranie pojawiła się rozmowa z „Żanną”. Olesya spojrzała na ostatnie wiadomości i
zrobiło się zimno — Taras pytał wprost, czy za tym profilem stoi jego żona.
— Ale… Jak to zrozumiałeś?
— Po pierwsze, zdjęcia. Rozpoznałem na nich dziewczynę. Na początku myślałem, że to moja wyobraźnia, ale nie, zdecydowanie ją widziałem. Potem przypomniałem sobie, gdzie była, na urodzinach Arsenija, pamiętasz? Dawno temu, oczywiście, ale wiesz, że mam dobrą pamięć do twarzy. Ale żeby się upewnić, przejrzałem album ze zdjęciami na stronie Any z tamtych urodzin. Po drugie, styl komunikacji. Anna ma bardzo specyficzny sposób pisania, z jej niekończącymi się wykrzyknikami.
Olesya usiadła na krześle naprzeciwko męża, czując gulę w gardle.
— A ty mimo to zgodziłeś się na spotkanie? I kupiłeś kwiaty?
— Uznałem, że skoro zacząłeś taką grę, warto ją doprowadzić do końca — Taras wzruszył ramionami. — Poza tym dzisiaj jest dla nas szczególny dzień. Czy zapomniałeś?
Olesya zmarszczyła brwi, gorączkowo próbując sobie przypomnieć. Co przegapiła?
„Dziesięć lat i miesiąc od naszego ślubu” – przypomniał jej cicho Taras. „Przegapiliśmy rocznicę z powodu mojego wyjazdu służbowego, pamiętasz? Obiecałem, że na pewno będziemy świętować, gdy tylko będziemy mieli okazję”.
„Ale powiedziałaś, że… w korespondencji… Że jesteś wolna” – Olesya wciąż nie mogła w to uwierzyć.
„Postanowiłem grać. Chciałem zobaczyć, jak daleko się posuniesz” – w jego głosie słychać było nuty urazy. „I szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że naprawdę zorganizujesz taki test. Nie sądziłem, że nie ufasz mi tak bardzo”.
Olesya poczuła, jak jej policzki rumienią się ze wstydu.
„Ja…” – zawahała się. „Anna opowiedziała mi o Ulianie i Renacie, a ja po prostu… wątpiłam. Ostatnio tak dużo pracujesz, że prawie się nie widujemy…
Taras spojrzał na nią uważnie, a Olesia nie mogła zrozumieć, co kryje się za tym spojrzeniem – uraza, rozczarowanie czy coś innego.
Niespodziewanie do ich stolika podeszła młoda kobieta z teczką dokumentów.
– Przepraszam za spóźnienie – wyciągnęła rękę do Tarasa. – Ruch uliczny jest po prostu okropny. Wszystkie dokumenty są gotowe, możemy zacząć omawiać szczegóły.
Olesia spojrzała na kobietę zdezorientowana, a potem na męża.
– To Karina, agentka nieruchomości – wyjaśnił Taras. – Chciałem ci zrobić niespodziankę. Znaleźliśmy nowe mieszkanie – przestronne, z osobnymi pokojami dla Arsenija i Mai.
– Nowe mieszkanie? – powtórzyła Olesia.
– Tak, ja… – Taras zawahał się, zauważając wyraz twarzy żony. – Czy coś źle?
Karina spojrzała z zakłopotaniem na Tarasa i Olesję.
„Może przyjdę później?” zasugerowała delikatnie.
„Tak, proszę” Taras skinął głową i po odczekaniu, aż agent nieruchomości odejdzie, zwrócił się do Olesi. „Przepraszam, nie sądziłam, że tak to się potoczy”.
„Nie, to ty przepraszasz” Olesi poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. „Jestem taka głupia…”
Taras westchnęła, po czym cicho wyjęła z bukietu małą kopertę i podała jej ją. Olesi spojrzała na męża z zakłopotaniem.
„Otwórz” powiedział cicho.
Drżącymi rękami otworzyła kopertę. W środku była pocztówka z pismem Tarasa: „Mojej ukochanej żonie z okazji dziesiątej rocznicy ślubu. Dziękuję za dwójkę wspaniałych dzieci i za każdy dzień z tobą. Na zawsze twój, Taras.
Łzy spływały po policzkach Olesi, ścierając jej starannie nałożony makijaż.
„Wybacz mi” szepnęła. „Wybacz mi…”
Taras podał jej bukiet.
„Wiedziałem, że przyjdziesz. Ten bukiet zawsze był dla ciebie” powiedział cicho. „Szkoda tylko, że nie przyszłaś jako kochająca żona, ale jako śledcza”.
A w jego słowach było tyle goryczy, że Olesi poczuła, jak jej serce ściska się z bólu.
W domu było cicho. Nonna położyła dzieci spać i wyszła. Taras cicho wszedł do salonu, Olesi włożyła bukiet do wazonu, nie wiedząc, co powiedzieć. Napięta cisza wisiała między nimi jak mgła.
„Taras” powiedziała w końcu, zbierając odwagę. „Wiem, że postąpiłam głupio. Ale wydawało mi się…”
“Że jestem jak Renat?” uśmiechnął się gorzko, nie patrząc na nią. — Że dziesięć lat małżeństwa nic nie znaczy?
— Nie, oczywiście, że nie! — Olesya podeszła bliżej. — Po prostu ostatnio zawsze gdzieś byłaś, zawsze w telefonie…
Taras podniósł na nią zmęczone spojrzenie.
— Oszczędzałam na zaliczkę na mieszkanie. Podejmowałam się dodatkowych projektów, konsultowałam się w weekendy. A przez telefon pisałam SMS-y do agentów nieruchomości, szukając opcji.
Olesya znów poczuła, że gula rośnie jej w gardle.
— Nie wiedziałam… Nic nie mówiłaś.
— Chciałam cię zaskoczyć. Myślałam, że będziesz szczęśliwa.
— Co? Całkowity brak uwagi? Po narodzinach Mai i tak zaczęłam czuć się niepewnie. Dzieci, codzienna rutyna, wszystko na mnie. Wydawało mi się, że się zapuściłam, ciągle w domowych ciuchach, zmęczona… I wydawało mi się, że ty patrzysz na mnie inaczej. A potem te wieczne dodatkowe projekty. Widywaliśmy się czasem przez jakieś dwadzieścia minut w tygodniu: przychodziłeś, piłeś herbatę i kładłeś się spać. To wszystko! A potem przyszła Anya ze swoim „Sprawdźmy”. Najpierw odmówiłem, ale potem nie wracałeś do domu na czas ani razu przez tydzień. Co miałem myśleć?
Taras w końcu zwrócił się do niej.
„Olesia, to bzdura. Patrzę na ciebie tak samo, jak dziesięć lat temu”.
„Naprawdę?” Podniosła na niego wilgotne oczy.
Taras skinął głową i w tym momencie zadzwonił telefon Olesi. Anna. Olesia się rozłączyła.
„Nie chcesz rozmawiać z
ją? — zapytał Taras.
— Nie teraz — Olesia pokręciła głową. — Ja… ja nadal ją obwiniam. Gdyby nie jej pomysł z tym głupim testem…
— Nie obwiniaj Anny — powiedział niespodziewanie cicho Taras. — Problem nie był w niej. Problemem były twoje wątpliwości. I mój grafik pracy. Byłem tak pochłonięty pomysłem zrobienia ci niespodzianki, że nawet nie pomyślałem, jak to będzie wyglądało z twojej strony.
Olesia zamyślona przesunęła palcem po krawędzi wazonu z kwiatami, po czym wyjęła kartkę i przeczytała ją ponownie.
— Wiesz, co mnie najbardziej uderzyło? — powiedziała cicho. — Że podpisałeś tę kartkę, przygotowując się do spotkania. Wiedziałeś, że przyjdę, że to ja zorganizowałem ten głupi test, a ty nadal mnie kochałeś.
Taras objął ją ramieniem.
— Chcesz zobaczyć zdjęcia naszego potencjalnego nowego mieszkania?
Olesya skinęła głową, czując, że ciężar ostatnich dni w końcu ustępuje.
Taras wyjął tablet i zaczął pokazywać jej zdjęcia przestronnego, jasnego mieszkania. A gdy omawiali układ pomieszczeń i widok z okna, Olesya poczuła, jak ciepło między nimi, którego bała się na zawsze utracić, stopniowo powraca.
Tego wieczoru Olesya zrozumiała prostą prawdę: prawdziwej lojalności nie da się przetestować – można w nią tylko uwierzyć.