— Oszczędzaliśmy na edukację dzieci, a nie po to, żeby kupować drogie prezenty twoim rodzicom, Lyosha.

Jeśli czegoś potrzebują, Lyosha, pozwól im wydać własne pieniądze! Przez szesnaście lat małżeństwa nie widzieliśmy ani jednego prezentu, żadnej pomocy, ani nawet ręcznie narysowanej kartki od twoich rodziców! Ani ty, ani ja, ani nasze dzieci! A teraz składają ci prośby o rocznicę ślubu?! – Lidia oburzona zrugała męża.

– Właśnie ci wszystko powiedziałam! Czemu na mnie krzyczysz? – Aleksiej nie zrozumiał takiego obrotu spraw!

– Nie krzyczę!

– Jasne, że tak! Mówisz spokojnie, pokojowo i cicho, prawda? Prawie szeptem! – zażartował.

– Po prostu nie rozumiem, skąd u twoich rodziców tyle bezczelności! Jakim prawem żądają od nas czegokolwiek? – żona dalej się złościła, nie zwracając uwagi na zaczepki męża.

– Po prostu zadzwoń do nich i zapytaj! Po co miałabyś pytać mnie?

– A dlaczego nie zapytałaś swojej matki, kiedy zadzwoniła do ciebie z tą prośbą? Dlaczego nigdy nie pytasz o nic, o co trzeba zapytać? Dlaczego nigdy nie myślisz, zanim odpowiesz?

– A jaką odpowiedź tym razem dałam? – Lesha nie zrozumiała. – Nie powiedziałam mamie, że ty i ja, albo ja sama… „Za”! Nie powiedziałam, że przyjdziemy na ich uroczystość!

– Ale nie powiedziałaś im, żeby nie przychodzili do nas z takimi prośbami!

– Pracowałam wtedy, Lido! Nie miałam czasu, żeby uważać na słowa i starannie dobierać słowa do mamy!

— Co ty mówisz? Naprawdę?! — Lidia znów oburzyła się na tę wymówkę.

— Wyobraź sobie!

— Ale ja pamiętam, że ty, moja droga, w pracy praktycznie nic nie robisz, więc nie mów mi teraz, że byłaś zajęta! W pracy nigdy nie jesteś zajęta! Siedzisz tam cały dzień, po prostu siedząc na krześle! A w domu – na kanapie!

— Oczywiście! I powiedz mi, że ja nigdy nic nigdzie nie robię, prawda?

— Okej… A ty co robisz? Co robisz w domu, przynajmniej kiedykolwiek? Kiedy ostatnio pomagałaś mi w domu?

— Tak naprawdę, ja… A kiedy… No, w święta ja… — Lesha próbował i próbował sobie przypomnieć, co ostatnio robił w domu, ale nie mógł, tylko ciągle o tym mamrotał.

— No! To właśnie musiałam udowodnić! W domu jestem jedyną osobą, która cokolwiek robi z dziećmi! Idziesz do pracy, siedzisz tam, bawisz się zabawkami, oglądasz swoje filmiki, a w domu jest tak samo, tylko u nas też za dużo jesz!

– Słuchaj, Lid! Czego ode mnie chcesz? Po co w ogóle mieliśmy dzieci? Żebyśmy mogli harować w domu? Niech pomagają!

– Więc dlatego potrzebowałaś dzieci?! – Lydia znów się oburzyła. – A powiedz mi, czy twoi rodzice też cię po to urodzili? Bo nie pamiętam, żebyś na samym początku naszego związku potrafiła cokolwiek robić w domu! Musiałam cię wszystkiego nauczyć!

– Znowu o tym mówisz? Nie masz dość robienia ze mnie domowej inwalidki?

– Więc robisz z siebie taką, ja nie mam z tym nic wspólnego! Nawet dzieci rozumieją, że nie proszą cię o pomoc, kiedy muszą coś zrobić rękami, kiedy muszą pomyśleć! A wszystko dlatego, że proces ewolucji już się u ciebie odwrócił!

– Ale ty jesteś mądra i piękna, prawda? – Aleksiej zapytał swoją żonę obrażonym tonem.

– Może nie jestem mądry i piękny, ale przynajmniej nie siedzę cały czas w miejscu! Wszystko robię dla domu i rodziny! A ty…

– Tak, tak! A ja jestem po prostu leniwym człowiekiem, który niczego nie chce! Już wszystko zrozumiałem!

– Lyosha, nie mogłeś nawet sprzeciwić się matce, chowałeś się za byciem zajętym w pracy, żeby tylko być ładnym i nie pokazywać jej swojego głosu! Ale kiedy przed rocznicą okaże się, że nie damy im nic drogiego, kto będzie winny? – zapytała. – No? No, kto?

– Tak, będziemy winni razem, co możesz zrobić!

– Oczywiście, że tak! Zrobisz wszystko, żeby się chronić i zrzucić całą winę na mnie! – powiedziała żona Leshy z powątpiewaniem.

– Tak, po prostu nie chcę teraz z nią rozmawiać przez telefon! Wolę pójść i porozmawiać z nimi po fakcie… I z mamą i tatą! To będzie lepsze niż kłócenie się z nimi przez telefon! Czyż nie?

– Tak, dokładnie nie! I oni nigdy nie okazali nam takiego miłosierdzia! Nigdy nawet nie przyjechali nas odwiedzić! Dzieci twoich rodziców, ich dziadkowie, nawet nie uważają ich za rodzinę, bo rozumieją, że są tam zbędni, a ty, jak „marionetka”, jesteś gotowy biegać na tylnych nogach, żeby tylko dostać pochwałę i pogłaskanie po głowie! Naprawdę? – Lida po prostu nie mogła się powstrzymać. – „Dobrze, Lyoshik! Dobrze!” – przedrzeźniała teściów, żeby Aleksiejowi było to bardziej oczywiste.

– Uspokój się już!!! – krzyknął mąż do Lidy, nie mogąc wytrzymać tej presji.

Zrozumiał z jednej strony, że jego żona ma rację, ale ona sama powinna najpierw odmówić czegoś rodzicom przynajmniej raz, a potem go czymś takim nękać. Choć jej rodzice cały czas, nieustannie starali się pomóc jej, córce i zięciowi, w ten czy inny sposób. Ciągle siedzieli z wnukami, jeśli było to konieczne, ciągle dzwonili i pytali, czy potrzebna jest jakaś pomoc. Choć rodzice Lidy mieli więcej niż własne, zajęte życie, po prostu nie mogli stać z boku, jeśli ich najdrożsi i najbardziej ukochani potrzebowali pomocy.

Rodzice Aleksieja robili wszystko dokładnie odwrotnie. Uważali się za istoty niemal wyższe. Tylko za jakie zasługi, nikt nigdy nie mógł zrozumieć. Kategorycznie odmawiali nawet przyjazdu do wnuków w ich urodziny. A potem nadeszła rocznica, czterdzieści pięć lat małżeństwa i każdy, ich zdaniem, powinien rozwinąć dla nich czerwony dywan, i to na samym

Przede wszystkim ich syn i jego rodzina, oni są najbliższymi krewnymi.

I nikogo nie obchodzi, że ci krewni starają się trzymać jak najdalej od swoich teściów, bo nie dość, że nie będzie żadnej pomocy, to jeszcze nigdy nie usłyszysz tam nawet dobrego słowa.

– Uspokoję się dopiero, gdy zaczniesz bronić naszej rodziny! Gdy tak jak ja staniesz w obronie naszych dzieci, siebie i mnie! Tylko w takich warunkach! A teraz…

– Rozumiem cię, Lido! Rozumiem! Porozmawiam z twoją mamą, a z twoim ojcem też, żebyś zaczęła się uspokajać! Jutro pójdę i porozmawiam z nimi, wytłumaczę, że nie mamy dodatkowych pieniędzy, żeby im takie prezenty dawać! I że my, najpewniej, nawet nie przyjdziemy na ich uroczystość… – dodał ze smutkiem w głosie.

– Ty sama, jeśli chcesz, to idź!

– Ja? Ja sama? Czy to w porządku, że jesteś moją żoną i masz być ze mną na takiej rodzinnej uroczystości? – nagle oburzył się. – Nie? Nic?

– To dla ciebie rodzinne święto, nie dla mnie! Ci ludzie nie są dla mnie po prostu obcy, ale raczej… Nieprzyjemni! Na pewno nie przyjdę na ich rocznicę! A swoją drogą, to nawet nie minęło pięćdziesiąt lat! Gdyby to było złote wesele, to pewnie bym poszła, ale moje zdanie na temat prezentów pozostaje takie samo!

– Rozumiem cię. A teraz idę spać, nie chcę już o tym rozmawiać! Jutro pójdę do rodziców, opowiem im wszystko i zapomnimy o tym! Okej?

Lida nie odpowiedziała. Wiedziała po prostu, że dopóki to wszystko się nie skończy, nie uwierzy mężowi. Wiedziała po prostu o jego zdolności mówienia jednego i robienia drugiego. Tylko po to, żeby zadowolić kogoś, ale nie rodzinę. Więc wyciągnie wnioski dopiero po tym, jak mąż rozwiąże tę sytuację.

Następnego dnia po pracy Aleksiej poszedł do rodziców, jak powiedział żonie.

Lyosha nigdy nie rozmawiał z nimi normalnie, wszystko przypominało ciągłe oskarżenia pod jego adresem, jako syna, za to, że zrujnował im życie swoim pojawieniem się i za to, że był im winien przez wszystkie osiemnaście lat, kiedy go wychowywali, kształcili i poświęcali się dla niego. A on wciąż ośmiela się oświadczać, że nic im nie da na rocznicę ślubu i nawet nie przyjdzie na uroczystość. A dla nich to jest najwyższy stopień braku szacunku.

Lyosha wrócił do domu zdenerwowany. Z jednej strony dlatego, że rodzice na niego nakrzyczeli, całkowicie zepsuli mu humor, a z drugiej strony zrozumiał, że żona będzie go teraz jeszcze bardziej nienawidzić, bo nie dotrzymał słowa, które jej wczoraj dał, że załatwi sprawy z matką i ojcem. Wyjaśni im, że on i Lida nie mogą wydać pieniędzy na ich prezent, bo mają własne cele i plany związane z dziećmi. Zamiast tego powiedział mamie, już szykując się do wyjścia z domu rodziców:

– Rozumiem cię, mamo! Zrobię wszystko! Jeśli ty i twój ojciec chcecie jechać za granicę nad morze, zapłacę za wszystko! Tylko nie krzycz już na mnie tak! To nie ja miałem zarobić dla ciebie pieniądze, tylko Lidy!

– Więc rozpraw się z tą podłą ropuchą! I zrób dla nas wszystko, co musisz! – powiedziała mu matka ze złością.

Nie żegnając się z nikim w domu rodziców, Lyosha uciekł stamtąd, jakby gdyby tam został, zamiast tortur moralnych zastosowano by tortury fizyczne. I nie byłby tym specjalnie zaskoczony, bo doskonale pamiętał, jak ojciec bił go w dzieciństwie, a matka ciągle krzyczała i potrafiła w niego rzucić, jeśli coś jej się nie podobało.

Wróciwszy do domu od rodziców, nic nie powiedział żonie, bo już spała. Zamiast tego Lesha wzięła telefon, odblokowała go palcem i poszła do kuchni. Ich nastoletnie dzieci też już spały, jutro był dla nich trudny dzień w szkole, więc nikt nie zabraniał Leszy robić tego, co uważał za słuszne, przynajmniej dla niego była to jedyna słuszna decyzja w tej sytuacji, jak myślał.

Usiadł w kuchni i wszedł do aplikacji bankowej swojej żony, tam znalazł depozyt, na który on i jego żona przelali pieniądze, które odkładali na edukację swoich dzieci, aby później, gdyby coś się stało, nie musieli zaciskać pasa, gdy za półtora roku ich najstarszy syn wyjedzie na studia do innego miasta, a po nim ich córka za dwa i pół roku. Ich dzieci mogły oczywiście zapisać się na studia za darmo, ale teraz, biorąc pod uwagę wszystkich beneficjentów, którym przyznawane są miejsca budżetowe, było to praktycznie nierealne, a poza tym zawody, które ich dzieci chciały studiować, były dostępne tylko za opłatą, bez budżetu, a nawet bez działu korespondencyjnego.

– CZY TY KOMPLETNIE ZWARIOWAŁEŚ?! – Lida krzyczała na męża wczesnym rankiem, jakby ją raniono, gdy przeczytała wiadomość, którą otrzymała w nocy z banku o przelewie środków z konta oszczędnościowego.

– A czego ode mnie chciałeś?! – odpowiedział oburzony Aleksiej. – Byłem winien rodzicom! I wszystko spłaciłem! Więc możesz sobie tu krzyczeć, ile chcesz!

– Oszczędzaliśmy na edukację dzieci, a nie na kupowanie drogich prezentów dla twoich rodziców, Lyosha!!!

– Wiem! Nie musisz mi tego mówić! Ale musiałam zakończyć związek z moimi rodzicami, inaczej nie daliby nam spokojnego życia po swojej rocznicy!

– Nie daliby nam spokojnego życia?! TY musiałeś się rozliczyć?!

– No cóż… Tak…

— Więc dlaczego, u licha, to zrobiłeś?

 

Related Posts