Pociąg dojechał do jego rodzinnej stacji, a Grisha wysiadł z wagonu. Zarzuciwszy plecak na plecy, szedł wzdłuż drogi. Wszystko było tu boleśnie znajome. Cały rok nie było go w rodzinnej wiosce. Tylko od czasu do czasu otrzymywał list od ojca. Ostatni raz ojciec napisał do niego kilka miesięcy temu. Grigorij bardzo liczył na to, że teraz go zobaczy i opowie mu swoje historie z wojska.
Z oddali widać było jego rodzinną bramę, a młodzieniec nagle zauważył, że trawa nie była koszona od dłuższego czasu. Wydało się to Griszy bardzo dziwne, gdyż jego ojciec nigdy nie pozwalał na zarastanie działki. Podchodząc do furtki, chłopak pchnął ją. Na podwórku również wszystko wyglądało na nieposprzątane, a na drzwiach wisiał zamek.
Zaniepokojony Grigorij cofnął się i wyszedł przez bramę. Podszedł do sąsiedniego domu i zapukał w okno.
– Griszka, to ty? – zapytała babcia Raya, wyglądając zza zasłony. – Czyżbyś wrócił z wojska?
– Tak, babciu. A gdzie jest tata? Dlaczego jego drzwi są zamknięte? – zapytał chłopiec, zdejmując czapkę.
– Nie wiesz? Tata zmarł miesiąc temu. Długo chorował – odpowiedziała starsza kobieta.
Grigorij szeroko otworzył oczy, zaskoczony tą wiadomością.
– Jak to… – wykrztusił.
– Tak, kochanie. Zaraz dam ci klucze – powiedziała. Wkrótce przyniosła kilka kluczy do szop i do samego domu.
Chłopak skierował się do rodzinnego domu. Czyżby nie miał już nikogo bliskiego? Otworzył drzwi, wszedł do pokoju i usiadł na łóżku. Na podłodze leżała gruba warstwa kurzu.
Zakrywając twarz dłońmi, Grisha rozpłakał się. Po kilku minutach jego wzrok padł na kopertę leżącą na stole. Rozłożył list i przeczytał:
„Drogi Grigorii. Piszę ten list, ponieważ nie wiem, gdzie się teraz znajdujesz. Być może ojciec przekaże ci mój list. Urodził nam się syn. Wiem, że to dla ciebie niespodzianka, ale musiałam ci powiedzieć. Twoja Nastenia”.
Po przeczytaniu wiadomości Grigorij ciężko westchnął. Czy to możliwe, że Nastia, z którą pokłócili się przed jego wyjazdem do wojska, zaszła w ciążę? Czasami o niej myślał. Chciał wszystko naprawić, ale coś powstrzymywało go przed skontaktowaniem się z dziewczyną…
Wyskakując z miejsca, Grisha pospiesznie wyszedł na ulicę. Prawie godzinę biegł drogą. W końcu młody człowiek znalazł się na drugim skraju wsi z dużymi domami. Serce chłopca ścisnęło się… Po minucie zaczął walić w znaną mu bramę.
Stojąc tak przez dziesięć minut, nie doczekał się właścicieli i poszedł dalej drogą prowadzącą na cmentarz. Znajdując grób ojca, Grisha zdjął czapkę i zapłakał.
– Tato, dlaczego mnie zostawiłeś? – krzyknął chłopak, wycierając kurz z krzyża. – Jeszcze miesiąc, a spotkalibyśmy się…
Kucnąwszy, zamilkł. W głowie pojawiły się wspomnienia z dzieciństwa, czas spędzony z ojcem. Grisha ogarnęła smutek. Teraz pragnął tylko jednego: wrócić do przeszłości…
Godzinę później wracał do domu z opuszczoną głową. Gdyby ktoś spotkał go w tym momencie, pomyślałby, że coś się dzieje z Gruszą.
– Grusza! – usłyszał nagle z boku. Odwrócił się i zauważył kobietę z wózkiem.
– Dzień dobry! – zawołał cicho. – A gdzie jest Nastia?
– Witaj, dzielny żołnierzu! – przywitała się Elena Michajłowna, podchodząc bliżej. Dziecko w wózku zaczęło płakać, więc wzięła je na ręce. – Jest podobne do ciebie, moje maleństwo.
Kobieta odwróciła malucha twarzą do Grziska. Dziecko uśmiechnęło się szeroko. Chłopak odwzajemnił uśmiech dziecka.
– A Nastia nie ma w domu? – powtórzył pytanie.
Kobieta westchnęła ciężko, a jej wzrok zgasł.
– Naszej Nastki nigdzie nie ma – zapłakała. – Urodziła i gdzieś zniknęła…
– Jak to zniknęła? – wyjąkał.
– Policja wszędzie jej szukała. Przeszukali całą okolicę, ale zniknęła bez śladu. Masz syna, Griszko… – kontynuowała Elena Michajłowna. – Nie ma ojca, ale za to masz synka, który rośnie.
Gryszka patrzył ze zdumieniem to na nią, to na dziecko, które naprawdę było do niego bardzo podobne. Ostrożnie wziął malucha na ręce.
– Nie mam pojęcia, gdzie mogła zniknąć – szeptała matka, ocierając łzy z twarzy. – Codziennie wychodzę i wypatruję mojej dziewczynki…
Grigorij wrócił do pustego domu i od razu położył się spać. Po dzisiejszych smutnych wiadomościach nie miał ochoty ani jeść, ani pić. Chociaż jedna z nich okazała się jednak dobra, Grisha cieszył się, że ma rosnącego syna…
– Tato, poczekaj! – krzyczał dziesięcioletni chłopiec, doganiając ojca. – Idzie pan tak szybko. Nie nadążam za panem!
– Szybciej, Grzeszku! – krzyczał mężczyzna. – Inaczej spóźnimy się na pociąg.
Nie zdążyli. Pociąg ruszył, gdy tylko ojciec z synem pojawili się na stacji.
– To znaczy, że nie dojedziemy do mamy? – zapłakał chłopiec, uroniwszy łzę.
– To znaczy, że nie dojedziemy – powiedział zamyślony tata, siadając na ławce na peronie.
Gryzio zapłakał jeszcze mocniej, przytulając się do ojca, a ten nie przestawał głaskać dziecko po głowie, aby je uspokoić.
Grigorij obudził się z powodu szaleńczego bicia serca. Serce biło mu bardzo szybko. Chłopak bardzo przeżywał ostatnie wydarzenia. Usiadł na łóżku i zamyślił się. Gdyby tylko teraz można było przywrócić mamę, to wszystko na pewno by się nie wydarzyło. Jego matka wyjechała dawno temu, kiedy chłopiec miał zaledwie 9 lat. Kobieta przez cały rok mieszkała w innym mieście, gdzie znalazła prestiżową pracę. Ojciec chciał do niej dołączyć, ale nie zdążył wraz z synem na pociąg. Kobieta nie chciała czekać i wyszła za mąż za innego mężczyznę. Od tamtej pory Grzeszko nigdy nie widział matki. Ojciec nie ożenił się ponownie. Być może nie znalazł odpowiedniej kobiety, a może bał się, że nie pokocha jego syna. Tak więc żyli we dwoje. Razem chodzili na ryby, do lasu. Razem uprawiali ogród, dbali o ogród. Kiedy Grzeszek szedł do wojska, ojciec patrzył na niego tak, jakby czuł, że to ich ostatnie spotkanie.
Wczesnym rankiem chłopak wyszedł na podwórko. Znajdując w szopie starą kosę, zabrał się za porządkowanie działki. Wkrótce cała trawa leżała skoszona na ziemi, a Grzeszek z przyjemnością zaciągał się papierosem.
– Dzień dobry, dobry człowieku! – przywitała go przez płot babcia Raya. – Teraz można patrzeć na podwórko. Dobra robota, Grisha!
Chłopak uśmiechnął się.
– Babcia Raya, nie wiesz, gdzie można tu znaleźć pracę? – zapytał, wyrzucając papierosa.
– Jest praca. Możesz pójść na farmę do wujka Wani. Podobno szuka traktorzystów. Ty się uczyłeś, Grisha. Przyjmie cię z otwartymi ramionami – poinformowała sąsiadka.
Chłopak podziękował jej, zjadł skromny wojskowy śniadanie i udał się na farmę.
– Jesteś synem Wołodki Wasiliewa? – zapytał szef, patrząc na jego dyplom. – Jeśli tak, to przyjmę cię. Znałem Wołodkę. Był dobrym człowiekiem. Przyjdź więc jutro. Będziemy uczyć się obsługi nowego traktora. Niedawno go kupiłem. Powierzę ci go…
Cały wieczór Grziska sprzątał w domu. Prawda, przeglądając ubrania ojca, popłakał się. Każda rzecz przypominała mu o osobnym wydarzeniu związanym z tatą. Szkoda, że tak wcześnie odszedł…
Następnego ranka chłopak rozpoczął naukę obsługi nowego pojazdu.
– No, widzę, że zaprzyjaźnisz się z tą trzaskałą – powiedział Iwan Matwiejewicz, klepiąc go po ramieniu. – Mamy duże pola. Jesień dopiero się zaczęła, więc zdążymy zasiać ozime. Życzę ci powodzenia!
Szef uśmiechnął się szeroko, a Grziska podziękował mu.
Wzdłuż pola, na którym orał traktor Grzisi, biegł las. Chłopak czasami zatrzymywał maszynę i wysiadał, aby się rozejrzeć. Jego uwagę przyciągnęła jakaś szara kuleczka, znajdująca się niedaleko zarośli. Grigorij postanowił podjechać bliżej. Kuleczka nie ruszyła się z miejsca. Wtedy młody traktorzysta zrozumiał: przed nim leży piesek! Wysiadł z traktora i podszedł do zwierzęcia, które z jakiegoś powodu zawyło jak wilk. Grisha cofnął się, zauważając, że to naprawdę wilk lub wilczyca, ale zobaczył pod nim sidła i zrozumiał: nieszczęśnik po prostu potrzebuje pomocy.
Kiedyś razem z ojcem uratowali z pułapki wilka. Zwierzę miało zranioną łapę, ale mężczyzna nie zatrzymał go i wypuścił kulawego wilka do lasu. Przypomniawszy sobie tę sytuację, chłopak uśmiechnął się do siebie.
– Jak mogłeś, biedaku? – powiedział, ostrożnie odciągając pręty pułapki i wyjmując kończynę zwierzęcia. Po uwolnieniu wilczek nie uciekł. Siedział i drżał ze strachu, obserwując człowieka.
– Co mam z tobą zrobić? Wezmę cię na razie do siebie. Sam nie wyzdrowiejesz, a rana nie zagoi się sama – powiedział Grigorij. Owinął czworonoga kurtką i zaniósł go do kabiny.
Przez cały wieczór chłopak troskliwie oglądał głęboką ranę wilczka i smarował ją. Maluch tylko skomlał żałośnie. Nie tknął jedzenia, które postawił przed nim jego nowy właściciel.
– No dobrze. I tak się zagoi – pogłaskał go chłopak. – Ojciec mówił, że zagoi się jak u psa.
Przez cały miesiąc Grigorij opiekował się wilczkiem. W ciągu dnia zamykał go w domu, a wieczorem zmieniał opatrunek na ranie. Kiedy zwierzę zaczęło wracać do zdrowia, chłopak postanowił odwieźć je z powrotem do lasu.
Rano przyjechali na miejsce, gdzie Grisha znalazł wilka.
– Idź! – powiedział traktorzysta, puszczając zwierzę. – No, co stoisz? Idź już!
Jednak wilczek nie miał zamiaru odchodzić. Patrzył to na las, to na Grigorija.
– Chcesz mi coś powiedzieć? – zapytał zaskoczony chłopak.
Wilczek niechętnie ruszył w stronę lasu. Kiedy znów się zatrzymał, Grzeszko poszedł za nim. Po chwili zatrzymali się przy jakiejś chatce porośniętej trawą. Do drzwi wydeptano ścieżkę. Chłopiec przerażony rozglądał się na boki. Wilczek cicho zaszczekał, podchodząc do drzwi, a Grisha poszedł za zwierzęciem. Ostrożnie zapukał do drzwi. Nie otworzono mu od razu. Wilczek cofnął się do krzaków i zniknął.
– Czego chcesz? – drzwi się otworzyły i na chłopca spojrzała jakaś starsza kobieta.
– Ja… Wy… – wymamrotał zdezorientowany młody człowiek. – Czy nie macie wody?
– Mamy, jak nie mamy. Wejdź, skoro przyszedłeś. Mam też herbatę z dzikich ziół – wymamrotała babcia.
Wszedł za nią. To, co Grisha zobaczył w środku, zaskoczyło go. Przy małym stoliku na ławce siedziała ona… Nastena.
– Poznaj, to moja wnuczka – zachrzęściła starsza kobieta, nalewając herbatę do kubków. – Znalazłam ją niedaleko stąd. Leżała u mnie bez pamięci.
Leczyłam ją ziołami, ale ona nadal nic o sobie nie pamięta.
Widząc Griszę, dziewczyna szeroko otworzyła oczy.
– Ty… – powiedziała cicho. – Znam cię, ty jesteś… Grisha…
Starsza pani zamarła w miejscu.
– Czyżby wróciła ci pamięć? – wykrzyknęła, krzyżując rękę nad Nastą.
– Chyba tak – uśmiechnął się chłopak.
Ślub Grzeszka i Nastki rozbrzmiał w całej wsi. Elena Michajłowna i jej mąż cieszyli się odnalezioną córką i szczęściem młodych.
Wracając z pracy, Grziska brał na ręce małego synka, który witał go w progu, i całował żonę. Czasami cała rodzina jeździła do lasu, gdzie mieszkała babcia, i odwiedzała ją. Prawda, tego wilczka Grigorij już nigdy nie spotkał…