Sąsiadka krzyknęła do mnie z balkonu, kiedy wychodziłem z domu do pracy.
– Jak to zniknęłaś, Katenka?
– Od dwóch nocy nie ma jej w domu…
Poszła do sklepu… i zniknęła…
Katya płakała, więc musiałem wrócić. Teraz rozmawialiśmy przez drzwi.
– Ciotko Valya, nie wiem, jak otworzyć drzwi. Są zamknięte na klucz, a moja mama go zabrała…
– Coś wymyślę!
Musiałam powiedzieć, że jestem chora w pracy, to musiało być coś poważnego. Moja sąsiadka Natasha jest porządną kobietą, nie pije. Tak, samotnie wychowuje dziecko, ale miała męża, rozwiodła się. Coś złego musiało się stać.
Wtedy zadzwoniłam na policję i opowiedziałam, co się stało. Dyżurny funkcjonariusz obiecał wysłać radiowóz i poradził mi, żebym wezwała ekipę ratunkową, żeby otworzyła drzwi. Tak zrobiłam. Katya tak głośno płakała, że słychać ją było w przedpokoju. Nic dziwnego, ma dopiero sześć lat.
Wtedy z mieszkania wyszła kolejna sąsiadka, Tanya. Też spieszyła się do pracy, ale zatrzymała się, żeby zobaczyć, co się dzieje.
– Val, mam telefon Natashy. Spróbujmy do niej zadzwonić.
Tanya wybrała numer, ale osoba po drugiej stronie nie miała zasięgu. Pozwoliłam Tanyi zająć się tym, mówiąc, że dam sobie radę, że policja wkrótce przyjedzie.
Ale jako pierwsi przybyli ratownicy. Otworzyli drzwi i w końcu mogłam nakarmić biedną dziewczynkę. Katya była przerażona i nie przestawała szlochać, ale już nie płakała. Przyjechała policja, spisała moje zeznania, zdjęła ze ściany zdjęcie Natashy w eleganckiej ramce i pozwoliła mi zabrać dziewczynkę do domu. Ale od razu ostrzegli mnie, że