Pierwsze, co powiedział Anton, to było: „Wypoczywaliśmy w sanatorium z twoją żoną.” Vadim natychmiast się zaniepokoił:
- Co ty teraz powiedziałeś!?
- Chyba się źle wyraziłem, byliśmy w tym samym sanatorium, ale wypoczywaliśmy w różnych pokojach.
Vadim od razu chwycił go za klatkę piersiową i wciągnął do domu, podnosząc pięść, grożąc:
-
No mów, ty świnio, co się działo z nią!?
-
Posłuchaj do końca i proszę, nie rób takiej groźnej miny. Strasznie mnie przerażasz, nie przerywaj.
-
Jeszcze nie powiedziałeś wszystkiego – warknął Vadim, pokazując mu swoją pięść.
-
No to mów, a potem ja z ciebie zrobię kotlet mielony.
-
Nie rób takiej złowieszczej miny, nic złego się nie stało.
-
Ty jesteś chory? Może mam cię jeszcze pocałować? – twarz Vadima wykrzywiła się i stała się jeszcze dziwniejsza.
-
Wcale nie, nie trzeba mnie całować, to ja muszę was pocałować!
-
Co? – Vadim otworzył szeroko oczy. – Co ty ze mną robisz, już nie panuję nad sobą, moje pięści swędzą! Szybko mów, co się stało z moją żoną!?
Gość zdezorientowany wyciągnął papierową torbę do Vadima.
- Weź to, tutaj nie wszystko, resztę dam później.
Wciąż nie rozumiejąc, Vadim wpatrywał się w niego.
-
Co, ty, gadzie, chcesz się odkupić?
-
Co wy! Przestańcie mnie przerywać, posłuchajcie mnie – gość podniósł trochę głos, ale zaraz się uspokoił. – Z kieszeni wyciągnął zdjęcia i zaczął pokazywać Vadimowi. – Widzisz, to moja rodzina!
-
Więc zdecydowałeś się porzucić rodzinę, bezczelny człowieku.
-
Ależ nie, nie widzicie, że moja córka jest na wózku inwalidzkim?
-
Że co, nie wytrzymałeś, chciałeś się jej pozbyć!?
-
Co wy! Popatrzcie na to zdjęcie – powiedział, pokazując kolejne zdjęcie, – widzicie, a tu moja córka stoi na nogach. Wszystko dzięki twojej żonie… Spacerowaliśmy po sanatorium, a ona zobaczyła naszą córkę w wózku, zaproponowała pomoc, powiedziała, że mąż ma pieniądze. Powiedziała, że musi poradzić się ciebie, a potem pomogła w leczeniu, upewniwszy się o twojej zgodzie.
Mąż nie rozumiał, co się dzieje. Ale gość wyjaśnił mu całą sytuację. I wtedy go oświeciło: jego żona jest święta. Wydała 1 000 000 na leczenie dziewczynki niepełnosprawnej. Gość znów wyciągnął pieniądze i obiecał zwrócić całą kwotę do ostatniego grosza, informując, że w tej chwili ma tylko 200 000. Vadim zaskoczony spojrzał na niego.
- Co, nie doceniacie czynu mojej żony? No dobrze, schowajcie te pieniądze. Wydajcie je na swoją córkę. Ja zrobiłbym to samo. Obiecajcie, że w ten weekend przyjedziecie do nas w gości i zrobicie mojej żonie niespodziankę.