To było w szpitalu. A dokładniej w szpitalu położniczym. Wszystko wydarzyło się dość szybko i, dzięki Bogu, pomyślnie dla wszystkich!
Ogólnie rzecz biorąc, urodziłam. Leżę w szpitalu, na oddziale z 3 innymi świeżo upieczonymi matkami. Wszystkim udało się już odetchnąć i złapać oddech po tym samym procesie…
Nagle, bez pukania, na oddział wchodzi 2 mężczyzn!
Byli ubrani w koszulki w paski, spodnie dresowe, nieogoleni i w milczeniu szli prosto do dziewczyny przy oknie.
Nie widziałem dalej – słyszałem tylko, jak jeden z nich mówi do drugiego: “Dotknąłem jej, jest ciepła!”. Wszyscy zamilkli w szoku! Kogo on tam dotykał!!! Kto miał ochłonąć przed jego przyjściem!!! …
Hydraulicy sprawdzali baterie… No, niegłupie, co?! Śmialiśmy się długo.