Oczywiście wiedziałam, że rodzice mojego męża rozwiedli się, kiedy mój Denis był jeszcze uczniem. Jego ojciec opuścił rodzinę, ale zostawił im mieszkanie.
Wydawało mi się, że zostawił im to mieszkanie po równo. Moja teściowa mieszkała tam sama, a niedawno poznała nowego chłopaka. Ale chodzi o to, że teściowa mieszka we własnym mieszkaniu, a my wynajmujemy od dziewięciu lat. I mamy dziecko.
Ale najciekawsze miało dopiero nadejść. Kilka dni temu dowiedziałam się, że mieszkanie należy w całości do mojego męża, a teściowa nie ma do niego żadnych praw. Kiedy wyszłam z dekretu, przez trzy lata oszczędzaliśmy na zaliczkę. Gdy scena dramatycznie się rozrosła, nie udało nam się zaoszczędzić wystarczająco dużo. Najbardziej martwią się o nas moi rodzice. Moja mama mówi mi wprost, że jest gotowa oddać nam wszystkie swoje oszczędności.
Jeśli teściowa dołoży tyle samo, a my dołożymy swoje, to będziemy mogli wziąć przynajmniej jedno mieszkanie. Nie mogę powiedzieć, że mam jakąś wrogość do teściowej. Bardziej trafne byłoby stwierdzenie, że nie mamy żadnych relacji. Kiedyś wzywała mojego męża do pomocy w różnych drobnych sprawach. Teraz jednak wszystkimi tymi sprawami zajmuje się jej partner. Z jednej strony cieszę się, że ta kobieta nie zachowuje się jak klasyczna teściowa, bo w ogóle nie wtrąca się w nasze życie. Z drugiej strony czuję się źle, że nie zależy jej na naszym synu.
Nigdy nie wykazywała zainteresowania swoim wnukiem. Podejrzewam, że współlokator teściowej po prostu nie ma własnego mieszkania, więc znalazł odpowiednią opcję. A jaką przewagę ma tutaj teściowa?
Przecież przyprowadziła do siebie faceta z ulicy, gotuje dla niego, robi mu pranie. Bo gdyby chciała romantycznego związku, to moim zdaniem mogliby po prostu spotykać się w parku, chodzić na spacery, do muzeów i tyle. Po co jej to wspólne życie? A jeśli zgodzi się sformalizować związek z nim, wszystkie problemy spadną na głowę mojego męża. Będzie musiał radzić sobie ze wszystkimi krewnymi partnera swojej matki.
Kiedy rozmawiałam z mężem, powiedział, co następuje: – “Nie ma potrzeby martwić się o mieszkanie i spadkobierców. Mieszkanie należy do mnie. Moja matka jest tam tylko zameldowana. Co mam zrobić z moim własnym członkiem rodziny?
Nie mogę go po prostu wyrzucić, prawda? W zasadzie z tego punktu widzenia mój mąż ma rację. Ale co z faktem, że od 9 lat mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu? Czy pomyślał o tym, co by zrobił, gdyby pewnego dnia właściciele postanowili wyrzucić nas z tego mieszkania?